Dodaj do ulubionych

Kleszcze a drzewa, z psem w tle

18.04.17, 11:15
Ciekawi mnie, czy tutejsi forumki i forumkowcy mają obserwacje z 1. ręki [skóry?] o domniemanym ulubionym drzewie/ krzewie, na którym następuje np. zgrupowanie ... kleszczy? Tak, kleszczy.

W lokalnej okolicznej u mnie prasie, jaką przekartkowałem, nudząc się w kolejce sklepowej przedświątecznej, wyczytałem opowieść anty-dębową.
Otóż pewien nosiciel brucelozy w średnim ignorowym wieku [sądząc z jego zdjęć w gazetce], od dawna oskarżał przypłotowy dąb o to, że ów jest - cytat: rozsadnikiem kleszczy i sprawcą domniemanym jego choroby.
Wnioskował o jego wycięcie ponoć od lat, otrzymując odmowę z urzędów lokalnych. Po przemyceniu przez sejm ustawy Lex Szyszko właściciel parceli z dębem sam, z nienawiścią opisaną jego słowami w owej gazetce, dąb obalił był. Z radością doniósł lokalnym dziennikarzom, żądnym wierszówki, że na miejsce dębu posadził rządek 'tujek'. Prężył się do zdjęć na tle pniaka podębowego z nieukrywaną satysfakcją - zdjęć kilka, pismo poziomu kolorowej prasy.

Opowieść powyższa ma coś pokrewnego z zarzutem-wyrzutem sąsiada mych rodzicieli, jaki mnie - posadźcy u rodziców leszczyny [rośnie radośnie od półtorej dekady], zalecił z naciskiem, bym leszczynę usunął. Usunął, bo - bo pono wszyscy leszczynę z tego znają* - drzewko takie jest 'rozsadnikiem kleszczy'. A sąsiadowy kudłacz, miłe psisko, kleszczy przynosi latem i nie tylko dużo sąsiadowi w dom. I ja, zdaniem sąsiada, powinienem o leszczynowym procederze sam znać prawdę z 1 ręki, twierdził sąsiad.

Sąsiad boczy się na mnie od wielu lat, bo mu pono wyjazd z bocznej uliczki na główniejszą zasłania krzew, przeze mnie posadzony [na przychodnikowej trawce miejskiej]. Mnie nic wprost nie mówił o krzewie, coś memu ojcu, a wszystko urzędnikom, jacy jego wniosek, chyba o wycięcie, potraktowali chyba odmownie. Miejscy strażnicy - chyba też.

Na tym zeznania bym zakończył, czekając na kleszczowe opowieści, ale uczciwie uzupełnić mi wypada, że:
- nieźle owocująca inkryminowana leszczyna częściowo zwisa nad chodnik miejski, a w większości korony nad ogród rodziców;
- kotkę naszą u mych rodziców od Januara dnia 24. nie ma już na tym łez padole, [durne auta!!!] nie mam więc jak badać zakleszczowania na bieżąco - choć pchły po kotce jeszcze się pałętają w domu;
- sadząc Rodzicom cebulki napotkałem byłem 2 tygodnie temu na cebulowej grządce luzem pętającą się po gruncie kleszczycę, jakby nieco zgłodniałą i wychudzoną [k' leszczynie daleko, po 2. stronie domu, bliżej kleszcz miał do czereśni i aktynidii];
- mam zestaw ssaw strzykawkopodobnych, kleszczyków do usuwania kleszczy, od lat bezrobotny;
- sąsiad antykrzewowy lubi wyjeżdżać na gł. drogą osiedla swym samochodem tyłem w kierunku jazdy, co jego pies oszczekuje z lubością;
- pies sąsiada lubi nasze kości, sasiad nie lubi naszych kości u swego psa - przemycam kości w misce ... pod naszą leszczyną, w klombie przypłotowym, znikają w mig;
- pies sąsiedzki wypuszczany jest przez sąsiadów na przechadzki samopas po mieście i po suburbiach, sąsiedzi, ich dzieci i wnuki mają nadwagę śr. circa 5-10 kg [pies niedożywiony].

*/ 'Leszcz-yna', 'k-leszcz'?
Edytor zaawansowany
  • 18.04.17, 14:34
    świetnie napisane ! masz talent literacki - zresztą wiesz o tym.
    Co do treści/meritum - trzymam z Tobą.
    Tylko odnośnie kości dla obcego psa....tego nie pochwalam.
    pozdrawiam. A.

    --
    To nie jest wątek do rozumienia, tylko do błądzenia myślami, tam gdzie się komu podoba.( cr. trusiaa)
  • 18.04.17, 16:42
    ...św(...) napisane...
    Polemizowałbym:
    ...bo mu pono wyjazd z bocznej uliczki na główniejszą zasłania krzew...
    >>> bo mu pono widoczność przy wyjeździe z bocznej...
    ...kotkę naszą u mych rodziców od Januara dnia 24. nie ma już...
    >>> kotki naszej [...] nie ma...
    ...na gł. drogą osiedla swym...
    >>> na gł. drogę...

    ...trzymam z Tobą...
    Trzymają się kleszcze drzewa czy mnie - o! to jest pytanie.

    ...kości...
    Już kiedyś się z tego tłumaczyłem gdzieś w forum. Kości są mięciutkie, różniaste. Różne psy je smakują, nie tylko ten leszczynowego sąsiada. A jest to metoda wykorzystująca prostą obserwację, że gdzie psia stołówka, tam nie defekatornia.
    U naszych wrót furtki [pode właśnie leszczyną] jest ostoja nietrawnikowa, krzewinki, bylinki i lilijki, alpejskie dzwonki - i z resztą barwinkowej zgrai zapobiegają pozostawianiu przez przechodnie psy pamiątek też dzięki wystawianym smakołykom. Bo tam narożnik schadzek zawsze był, zapachów psich pełen.
    A dzięki smakołykom od strony ogródka półtora roku temu nazad, sierpnia pamiętnego, nastała u nas nasza kotka [plus 4x przychówek], jaka z czasem weszła z pchłami na nasze salony, o której... [chlip, siorb, ałaaaa...] aż serce się kraje.
    Tym sposobem nie potępiałbym w czambuł kościanej zagrywki.
    Smakołyki po Kotce trafią do miseczki w ogrodzie, by zanęcać krety latem [ślimaków bowiem ubyło - wytrwały jest niżej podpisany].
  • 18.04.17, 15:41
    Kleszcze, o ile dobrze pamiętam, nie mieszkają na drzewach i nie rzucają się na ofiary z dużych wysokości. Stąd historia o prastarym dębie jako "rozsadniku kleszczy" rozbawiła mnie niesamowicie. Kleszcze preferują krzaczory i to też nie za wysokie. I to tam koty i psy zbierają ich najwięcej, włócząc się po krzaczorach właśnie. Ja chyba najwięcej przynosłam na sobie po grzybobraniu na skraju lasu. Chodziłam na czworaka po chaszczach i w paprociach. Znalazłam chyba z pięć kleszczy wędrujących sobie po mnie po tej wyprawie. Ale warto było, bo grzybów zebrałam mnóstwo.
    Jeśli da się taką operację przeprowadzić bez ryzyka dla leszczyny, usunęłabym pędy zwieszające się nad chodnikiem oraz przycięła tak, by nie blokowała widoku wyjeżdżającym z uliczki sąsiadom. Co do dokarmiania cudzych zwierząt, to nie rozumiem, co się sąsiadowi nie podoba. Jeśli pies niedożywiony, to przecież wyświadczasz mu przysługę dokarmiając nieswojego zwierza. Co się panu konkretnie nie podoba? Kości? Wyjaśnił dlaczego?
  • 18.04.17, 17:55
    ...Kleszcze, o ile dobrze pamiętam, nie mieszkają na drzewach...
    Mam podobną wiedzę, ale są kleszcze i kleszcze. Może jakaś rasa dębowa? ;/

    ...bez ryzyka dla leszczyny, usunęłabym pędy zwieszające się...
    Tak czynię u Rodziców od dawna, zwis eliminując jako [...].
    To laskowe drzewo nie tyle sąsiadowi widok przesłania, ile przechodniom swego czasu czupryny czesało i korciło, by sięgać po owoc. Smakoszom podniosłem zasięg cięciem, a sam mogę tam nawet rowerem po chodniku przejechać bez strącania czapki - młodsi cykliści tamtędy się włóczą, musiałem uczynić im wygodę i uprzedzić wnioski do magistratu o wycięcie zawali... zwaligrzywki. Bo obok oliwnik mój, posadzony na magistradzkim, ma takie długie ciernie i [...]

    Widok zawadza sąsiadowi krzew w poziomie miejskiego trawnika posadzony, sąsiad ma niskopodłogowy typ krążownika szos i lubi wypadać z zakrętu na chybcika, krzew ten to utrudnia.
    Nie chcę być samochodowej stłuczki sprawcą, więc szykuję krzewowi przeprowadzkę na drugą stronę chodnika [posadziłem płożące się krzewne zastępniki], ale tam lepsza gleba, bezsolna, i chyba wtedy po przesadzce krzew ruszy na potęgę w górę i wszerz, czego się obawiam i medytuję nadal [jak zdanie skrócić]...

    ...nie rozumiem, co się sąsiadowi nie podoba. Jeśli pies niedożywiony, to przecież wyświadczasz mu przysługę, dokarmiając nieswojego zwierza. Co się panu konkretnie nie podoba? Kości? Wyjaśnij, dlaczego...
    To dłuższa opowieść.
    Pies ostatnio schudł, kiej go zew płci gania po okolicach i [...].
    Sąsiad-senior jest z gatunku głośnych i napastliwych, a musi dziadkować swym wnukom pod ... nieobecność eks-zięcia. Tenże zagląda do synów od święta, pozostawił swym synom właśnie tego psa, nie pytając eks-teścia o zgodę [była awanturka potem, oj, była!]. Psina rosła niekochana, nieco poniewierana. Włączyłem się - nieco dyskretnie - w jego, psa, ochronę, bo miał trafić na ogródek w budowany psu sąsiek, zimą, a miał wtedy i jeszcze zęby mleczne i krótką sierść, a i najmłodszy z wnuków był zielony w tym temacie [psa ukochał - wnuka tata wątpi w to, że to jego syn, echch...]. Pies wył całymi popołudniami w tym sąsieku - cichutko podbuntowałem wnuka nr 3 i nr 2 - dziś pies jest wylegawcem ... balkonowym, tarasowym, więc na coś się przydałem. Psa tego wpierw zdominowałem, bo nikt go nie układał ku posłuszeństwu i zaczął się otwartą bramą nęcony rzucać z czasem na co marudniejszą listonoszkę - i sasiadów [!], a i na mnie, gdym włączał rowerowy dopalacz.
    Początkowo prosiłem oczywiście wnuków sąsiadowych [dyskretnie], by psa ułożyli, ale to dzieci bardziej skore do zabawy były [pies dziczał i rósł]. A dziadkowi nie chciały stawać wbrew. Miał ku nim baaaardzo patriarchalny dziadkowy stosunek, rzucał ku nim mięsem i [...] i tak dalej.

    Sumując: dałem psu popalić, a potem dałem mu serce i kości, by wiedział, żem mu brat. Dziś mnie pies słucha jakby bardziej niż swych domowników [ale o tym cyt]. Kostki [i karmę po śp. naszej poprzedniej kotce] proponowałem wpierw matce tych u sąsiada chłopców, nie chciałem czynić zamieszania. Po - z czasem - odmowie zostawiałem te smakołyki innym psom, jakie wizytują tu osiedlową okolicę, co opisuję obok.
    Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że sąsiedzi tego psa puszczają luzem w miasto i on wyniucha, co inne psy w mym klombie smakują. Z czasem poznałem, że psiak ten potrafi sobie u furtki klamkę sam otwierać i śmigać w miasto na rekonesans.
    [...]
    Tego się nie da streścić w dwa akapity, echch...

    Koniec końców pies jest dziś tam u sąsiadów nie w pozycji omega, Dziadek Rodziny go chyba polubił i z nim trawniki kosi - a i mnie też psina wita i czeka u płota, co mi nieco utrudnia, bo psa Gospodarz spogląda koso i mamrocze coś o kościach, może zazdrosny o psa, ha!
    A od kiedy sąsiad-senior, tyłem włączając się w ruch głównej ulicy o mało nie nadział się zadkiem w inne auto, to temat krzewu-zasłony w roli sprawcy jakby ucichł*. Oduczyła się też tak wyjeżdżać sąsiada córka. Może i wtedy, kiedy pierworodny wnuk sąsiada otrzymał w podarunku ... auto [przedtem skuter]. Od kogo dostał i bez kogo zgody, wiadomo. Kto pomagał skuterek reperować, gdy Dziadek nie chciał, to - nie chwaląc się - zmilczę.

    A miało być o kleszczach...

    */ Na niekorzyść leszczyny, jak się okazało...
  • 18.04.17, 18:37
    Może grunt przypłotowy kiedyś był gromadzki, ale dziś jest magistracki, Darze z szóstką i jedynką, ale bardziej z jedynką.
  • 18.04.17, 18:52
    Kleszcz dębowiec? No no, któż by pomyślał :D
    Widzę, że konflikt z sąsiadem trwa już i trwa, a jego ofiarą stała się nieszczęsna leszczyna. Gwarantuję, że gdybyś dziś usunął ją z ogrodu, w niczym nie zmieniłoby to ilości przynoszonych przez psa kleszczy. Bo pies, jak sam piszesz, lata sobie puszczony po mieście i kto wie, gdzie jeszcze i to tam łapie kleszcze, a nie w głupiej k-leszczynie. Usuniesz krzew? Sąsiad doczepi się (jak kleszcz właśnie!) do czegoś innego, bo widać, że taki z niego typ człowieka. Dlatego ja sprawę bym po prostu zostawiła, jak jest. I w sprawie leszczyny, i tego tam innego krzewu, który coś nieuważnemu kierowcy zasłania. Niech sąsiad zanosi do administracji czy gdzieś tam pisma i modły o usunięcie, ma do tego prawo. Jak ci nakażą usunąć bądź przyciąć, to tak zrobisz. A do tego czasu ciesz oczy widokiem zieleni za oknem.
  • 19.04.17, 14:06
    Sądzę podobnie - kleszcze mają chętkę wspinać się na zwierza z bliska niż spadać mu z wysoka - pono maja jakiś zmysł ciepłoty, może i podczerwieni lub reagują na zapach. Szkoda mi było krytykować nowosolanina-borelityka, że z jego iglaczków kleszcze mają w ogródku do niego jakby bliżej.
    Jego, nowosolanina, wroga dębu, konflikt z miejskimi urzędnikami jest daleko zaawansowany, sądowe ma etapy, nie ma więc końca. Jednak legendy o kleszczach się szerzą i są groźne nie tylko dla ludzi.

    Nie wytnę też leszczyny, za dużo jej tam siedliska przygotowałem [pas pół metra do płotu, w głąb działki tam 2 m2 zwieńczenia komory eks-szamba], mało co tam urośnie.
    Nie jest tak źle w stosunku mojej rodzinki i owego źle życzącego naszej leszczynie sąsiada.
    Swego czasu wzajem sobie pomagaliśmy, od czasu równoczesnego budowania naszych domów.
    Mój ojciec pomagał sąsiadowi nawet odrzynać miejskiej lipie konar, jaki kłuł w oczy i sąsiadowi, i tele-przyłączu, ono przez koronę tej lipy przypina sąsiada dom do Sieci.
    To, że potem ta lipa zachorzała ciężko i miasto uratowało tę poniemiecką naszej ulicy pamiątkę, rżnąc ja na słup, to już inna sprawa. I moje osłupienie na widok i rzazu sąsiadów, i słupa.
    Ostatnio tenże sąsiad o pomoc w sprawie łysiejącego trawnika - zapłotowego i miejskiego, przy chodniku - mnie wypytywał. Doradziłem to i owo, tłumacząc się z tego, dlaczego u nas przypłotowy trawnik miejski nigdy nie choruje, nie schnie w susze, a u sąsiada wręcz odwrotnie. Sąsiad, dość już sterany robotą i życiem, często mnie o pomoc woła, gdy mu ciężko [naszego Seniora też i wcześniej], a wnuki daleko - nie żyjemy więc w fazie wojny, o nie.
    Dodam więcej - powyżej wspomniane zastępniki tego [dla sąsiada] za wysokiego krzewu-zasłony, krzewy płożące, od kilku lat już podhodowane, posadziłem właśnie w prezencie sąsiadowi, o czym mu wyraźnie wspomniałem w czas porady trawnikowej - że potem usunę widoku zawalidrogę. Sąsiad, autokrata, lekko to zbył i zmienił temat ku trawie - swej wtedy obsesji - wojował w tym czasie z magistratem, żądając wsparcia z kasy miejskiej, jak i w robociźnie dla odnowy trawowiska przy miejskim klombie.

    Taki oto mamy koloryt w Polszcze, Sąsiadko zza morza. Z fazy zamykania się tylko na swej zagrodzie wchodzimy w etap współgospodarzenia terenami wspólnymi, co Magistraty różne umiejętnie wykorzystują dla oszczędzania miejsko-gemajnowej kasy.
    A jak w to wejdą animozje prywatne, czyni się galimatias.
    Czasem jest i tak, że owoce z drzew nad miedzą - nad gruntem wspólnym zwisające - zjadane są bez bojaźni o kradzież, choć są różne co do tego opinie. Tym właśnie sposobem nie obawiam się, że mi ten czy drugi sąsiad każe zapłotowe gałęzie drzew pod linię płotu skracać, nie spodziewam się tego i od Magistratu, władcy zapłotowego gruntu. Nie po to miastu [i gminie] posadziłem u płota 4 drzewa i tyleż krzewów, żeby o krzewinka nie wspominać - nie tylko u naszego płota, bo i wparkach miejskich.
    Sąsiadom, im dzieciom i wnukom dawnom zezwolił, nalegał nawet, by się nie ociągały w zjadaniu naszych zapłotowych, co my tam wystawiamy, acha: wiśni, czereśni, węgierki, jabłoni, tejże leszczyny orzeszków. Jak zezwolenie mają, tak i nie korzystają - dziw nad dziwy [kleszcze?]. Trochę sąsiada żona, tego od k-leszczyny, się zdziwiła zezwoleniem dla jej wnuków, ale doceniła.
    Warto może dodać, że nasz domowy Senior za płot za każdym laskowym orzeszkiem opadłym się włóczył po chodniku, swego czasu renklodowe takie przypłotowe nasze drzewo tenże Senior wyciął, bo nam prawie wszystkie owoce zza płota przechodnie golili, ale to są odstępstwa od opisanej normy.

    Jak i takim może i jest niżej podpisany, jaki za orzeszkami kasztana jadalnego i za płot sięga, na czworakach w krzewy wbija, żeby się te ich 30-40 sztuk rocznie uzbierały i nie marnowały.
    Nie przynosi wtedy na sobie kleszcza ni jednego, bo - na grzyby też czasem za płot chodząc, zawsze ma w skarpety włożone nogawice u spodni, czego i innym forumiankom życzy, przepraszając za kleszczowe zamieszanie.
    I za nadmiar słów, trudno streszczalnych...

    Miłej borelio... to jest - miłego czytania!
    Dar61
  • 18.04.17, 16:55
    Chodzi o brucelozę, czy może o boreliozę, jeżeli od kleszczy? Bo brucelozą można się zarazić od bydła.
  • 18.04.17, 18:02
    Aj, już nie pamiętam, co w tym pisemku było, ale bardziej o chorobie pokleszczowej.
    Mało - znalazłem ten artykuł w Sieci - i kłaniam się czujnej Sąsiadce w podzięce, jak zwykle
    perfekcyjnej.

    >>>Oto domyślny tekst<<<
  • 18.04.17, 18:57
    Ależ nie sumituj się waść, słowa podobne - czterosylabowe, oba zaczynają się na "b" i kończą na "-oza". O lapsus linguae nietrudno w tych okolicznościach.

  • 20.04.17, 08:22
    Dziwi mnie dlaczego obwiniasz światłego i prawego ministra o wyciecie dębu?

    Bo ja korzystajac z dobrdziejstw ustawy zamierzam wyciąc całkiem sporo drzew: 4 daglezje, moze 1 swierk kłujacy, dąb u sąsiada, pare jesionów i i moze nawet kilkanascie dębów na moim polu plus kilkaset brzóz, z których wyciałem juz ponad setke:)))

    Jakiż był to dąb?

    Jakis szczególnie wartosciowy?

    Jaki gatunek, jaka srednica?

    Czy na gruncie sąsiada?

    Z tekstu wynika, że on go wyciął..?

    Leszczyna tez nie na Twoim gruncie?

    Jesli sadzisz drzewa na publicznym gruncie, to popełniasz samowole:)))

    I co jest wiek ignorowy?

    To do mnie pijesz?

    A co do kleszczy, to one faktycznie czytałem, ze lubia one lisciaste.. ale czy dab?

    Iglastych podobno unikaja...

    ednak od czasu gdy przeniosłemn sie na wies i mam troche czworonoznych, to spotykam ich setki....

    Dla zwierzat pozostaje ochrona chemiczna- farmacutyczna.

    Dla mnie jak wydaje naskuteczniejsza jest higiena i jakby po kapieli i uzyciu dezodorantów mniej mnie atakuja niz gdy jestem spocony.

    Gdzies czytałem, że sa rosliny odstraszające kleszcze ale nie pamietam jakie.

    Wkrótce zafunduje sobie ptaki, które podobno wyzeraja te robale...




    --
    Sława!
    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • 20.04.17, 08:27
    A thuje moim zdaniem świadczą o braku wyobraźni stosującego je ogrodnika.

    Zachodnich nie lubie ale olbrzymią darze wysokim szacunkiem
    Ja mam kilkaset cisów wokół ogrodu.

    I dlaczego, jak sie domyslam, bude dla psa nazywasz "sąsiekiem", który nie jest samodzielna budowla ale czescia stodoły..?


    --
    Sława!
    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • 20.04.17, 15:21
    A tuje ...moim zdaniem świadczą o braku wyobraźni stosującego je ogrodnika...
    Bo?

    ...mam kilkaset cisów wokół ogrodu...
    Gratuluję. U nas jest jeden. Nie owocujący, a szkoda.

    ...dlaczego, jak się domyślam, budę dla psa nazywasz „sąsiekiem", który nie jest samodzielną budowlą, ale częścią stodoły...

    Nietrafny to byłby domysł. Miała być to właśnie odgrodzona pseudoklatka jako dostawka w murowanym budyneczku, górą ażurowym na ścianach, funkcjonującym jako ogródkowa przydomowa drewutnia, składzik.
    Jak dla mnie - właśnie to sąsiek, przegroda. Wygrodzony przedział. Nieszczelny, nieocieplany, w budynku nieszczelnym, nieocieplanym. Amatorszczyzna. Udręka dla szczeniaka, od wielu tygodni wtedy przyzwyczajanego przez dzieci do przebywania z ludźmi - a do tego najmarniejszego z miotu, jaki pono był ostatni w kolejce do mamy/ michy. Jego lęk separacyjny skutkował właśnie wyciem na pół doby.
    Sąsiad, senior rodu, pomysłodawca separowania psa - z gatunku nieczułych na zieleń, ale traktujących trawniki jako świętość. Z trawników wyganiał swe wnuki do zabawy na ulicę, bo depczą i wrzeszczą etc.
    Mało danych?
  • 20.04.17, 16:26
    Dziwi mnie dlaczego obwiniasz światłego i prawego ministra o wycięcie dębu
    Metoda wkładania w me usta słów, jakich nie sklawiaturowałem, na mnie nie zadziała.
    Proszę też mnie nie namawiać na ocenę tego pseudoministra, bo go już sama jego partia nazywa pierwszym w kolejce do wymiany.

    ...zamierzam wyciąć...
    Proszę się nie dziwić, że wyrasta nam tu na synonim niszczyciela drzew.
    Mnie było dotąd dane własnoręcznie wyciąć z kilkaset drzew, ale i posadziłem kilkadziesiąt tysięcy.

    ...Jakiż / Jakiś / Jaki /Czy?
    Nie do mnie te pytania, nie ja pisuję w tamtym piśmie regionalnym.

    ...on go wyciął?
    >>>
    ...Tak się bowiem składa, że to on wyciął dąb...

    Leszczyna też nie na Twoim gruncie?
    Jest odpowiedź powyżej.

    Jeśli sadzisz drzewa na publicznym gruncie, to popełniasz samowolę
    Rodzice moi starali się o zezwolenie* na wycięcie tam lipy, otrzymali zgodę bez trudu - teren przychodnikowy, miejski. Warunkiem było, że my musimy tam w zamian posadzić inne drzewa. Z rozpędu dosadziłem tam i krzewy. A dokładniej - dzięki tej dosadce wtryniające się tam na trawnik [miejski] samochody nie miały gdzie wjechać. Kto ten trawnik tam założył, kosił, dosypywał ziemi w wyrwy plus wądoły po wjeździe samochodu, ułożył namiastkę chodnika, ćwierćwiecze o ten chodnik miasto nagabywał - zostawię domyślności czytelnika.
    Urzędnikam też pytał. A gdy nie pytałem, to sadziłem metodą zwaną Zieloną Partyzantką. On, urzędnik, mnie zna od praktycznie kołyski - eks-sąsiad. Zresztą to wiceprezes Klubu Przyrodników lokalnego naszego, od niedawna ogólnopolskiego. Z jego poduszczenia, żtp., o połowę w górę wzrosła liczba lokalnych pomników przyrody. I znikły psy bezdomne, i [...] Fajny gość.

    I co jest wiek ignorowy? To do mnie pijesz?
    Powtórzę, sam {I11} upozował się w forum jako synonim wycinacza.
    A chodziło mi o ... tzw. wiek sprawny. Do wycinki.
    Jestem z tych niepijących...

    ...co do kleszczy, to one[,] faktycznie[,] czytałem, że lubią one liściaste. [A]le czy dąb?
    O, i to jest przejście z fazy ataku do porady, za co dziękuję.

    Iglastych podobno unikają...
    O, to też warta analizy porada. Wezwę suczkę od sąsiada, choć ona świeżo zdepilowana w sierści i mało stąd czepliwa, i znów pójdę z nią w interior na przechadzkę, ale bardziej w gaj iglastego młodnika...

    [J] ednak od czasu gdy przeniosłem się na wieś i mam trochę czworonożnych, to spotykam ich setki...
    Kleszczy czy 4-nożnych?

    Dla zwierząt pozostaje ochrona chemiczna- farmac[e]utyczna.
    Próbowałem o tym wspominać sąsiadom, tym od leszczyny, ale niech się uczą na swych błędach. Iskać niech też się nauczą. Mogę im wskazać, jak wygląda nosiciel bru... boreliozy, to mój eks-szef. Eks-zdrowia.

    Dla mnie[,] jak wydaje[,] naskuteczniejszą jest higiena i jakby po kąpieli i użyciu dezodorantów mniej mnie atakują niz gdy jestem spocony.
    Nie wypada mi tej porady przekazać naszemu sąsiadowi antyleszczynowemu. On porywczy jest.
    A psa opiekunką bezpośrednią jest jego córka, więc tym bardziej.
    Jednak chyba coś w tym jest - śp. sąsiad pszczelarz mnie ostrzegał a la ścieżek przelotu swych podfruwajek i mnie na ich trasie [do mojego pojnika] - sprawdziło się. Spuchłem niesymetrycznie. Na szczęście w wakacje, mniej widzów.

    Gdzieś czytałem, że są rośliny odstraszające kleszcze[,] ale nie pamiętam jakie.
    Spragniony kleszcz[yca] umie podróżować.

    Wkrótce zafunduje sobie ptaki, które podobno wyżerają te robale...
    Gratuluję. Prosimy o analizę post roztoczum i post okresum.

    */ Rodzicielka po latach tego pożałowała. Zostały nam na ulicy 2 lipy, te z czasów niemieckich Szeleszczą jednak jakby z polska... Coś: zielonym do góry...
  • 21.04.17, 11:00
    Za duzo wyprodukowałes abym cytował.

    Zatem generalnie:

    1. Drzewo, które rosnie u mnie z wyjatkiem jakis szczególnie cennych jest moja wyłaczna własnoscia i ja decyduje czy bedzie rosło dalej.

    Jak napisałem wiele drzew posadziłem ale to ja je uprawiam i ja decyduje jakie beda rosły u mnie drzewa.

    NB wg obecnych przepisów tylko 1 dab bezszypułkowy lub mieszaniec osiaga 50cm srednicy i zyje tylko dzieki mnie i dzieki wycieciu badziewia z jego otoczenia.

    Do tej pory decydował urzednik i ja nie mogłem wycinac bez jego zgody. A urzednik niekomptentny bo nie odróniał wejmutki od limby a i sosne czarna znał słabo, mylił tez jodly z daglezjami:)))

    Jak napisalem uprawiam nawet kilkadziesiat tys drzew a wycialem ca 50 mp na sztuki trudno mi przeliczyc i nie chce mi sie.

    2 Ogród to nie rezerwat scisly, przeciwnie.

    3. Debilna poprzednia ustawa była antyprzyrodnicza gdy kazdy sie bal tolerowac czy posadzic drzewo ze strachu ze nie bedzie go mogl wyciac po paru latach.

    Poglowie moich zwierzat bez wiewiorek i popielic to szt 5 czworonogów kot, suka i 3 kozy, moze 2,5:)))
    Planowane dwunożne skrzydlate...

    Ale gdyby przybłakał sie dzieczk pasiak lub sarenka tez bym przygarnał, bo mam juz warunki.


    --
    Sława!
    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • 20.04.17, 12:52
    Swego czasu praktykowałam zbieranie kleszczy/pcheł za pomocą psa/kota i ukatrupienie ich na "przynęcie". Przecież wiadomo, że dziurołazy zawsze idą do "kolegów" (albo ci drudzy trzymają się miejsc, gdzie mogą spotkać posiłek ;-) ).
    Najwięcej więc jest tych krwiopojców w zaroślach do kolan, po pas i w takich, gdzie można sobie witką przejechać po oczach.
  • 20.04.17, 15:05
    Metoda na podsuwanie krwiopijcy danego, ulubionego przez ssawcę krwiodawcy sprawdza się nie dla kleszczy, niestety.
    Dopóki nie sprawimy sobie - moja familia - następnego zwierza, to na razie się tego nie obawiam, ale jednak opisana przeze mnie kwietniowa znajda na grządce, kleszczyca, nieco mnie niepokoi.

    Z rok temu klient weterynarza, z jakim się zgadałem, wspomniał, że nawet lekką zimą jego pies z nim - w styczniu! - spacerujący na skraju naszego miasta przynosił na sobie kilka sztuk kleszczy. Zdębiałem na tę opowieść. Pono tego klienta pies potrafił mieć na sobie dwucyfrową ilość pasażerów.
    Nie zagadnąłem wtedy dokładniej tego klienta o to, w jak wysokich zaroślach się szwendali i jak długą miał suknię jego podopieczny - to byłaby cenna informacja.

    Metody na pozbycie się resztek, nadal żywych - pcheł z dość rozległego naszego domu - już kwartał po odejściu naszej kotki - byłaby cenniejsza.
  • 20.04.17, 19:12
    Hm...ale dlaczego kotka miała pcheły? Za jej życia można było chyba rozprawić się z krwiopijcami, ku uciesze milaczki. Zależy to też chyba od wypadkowej negatywnego stosunku do chemii i pasożytów.
    Tak szczerze, to nie wiem, jak poradzić sobie z kocimi pasażerami bez kota ;-) też pewnie można spryskać, ale najlepiej jak same się zgłoszą i ustawią w szeregu.
    Co do wyłapywania przez psa sprawdzałam tylko na podwórku. Bez psa, to chyba siebie trzeba posmarować. Generalnie moje nie znosiły do domu pasażerów nawet z lasu, zawsze przed spacerem były zabezpieczane - tak, kot też chodził razem z nami i to ciężkie kilometry.
    Chemia zła, ale bez niej jeszcze gorzej. Ja nawet pierzaki zabezpieczałam przed bujnym życiem zewnętrznym i wewnętrznym.
  • 20.04.17, 21:32
    ...dlaczego kotka miała pchły...
    Była bardzo towarzyska, dokładniej - była ostatnią, półdziką w kwartale 1-rodz. domów sprawną do rozrodu kocicą, wychowaną chyba w jedynym tam po sąsiedzku gospodarstwie półwiejskim - jeśli sądzić po jej wprawie w dostarczaniu swemu potomstwu żywych gryzoni ku wprawie w polowaniu. Ledwom ją potem powstrzymał w tym łowiectwie, znosząc surowiznę prosto z masarskich sklepów. Dobrze kojarzyła: jeśli ja w bramie, to w misce świeży połów.
    Kocury nadal ku nam przychodzą i znoszą na sobie pchle podarunki. A tam, gdzie im zostawiłem ich kocimiętkę: wykopane korzonki aktynidii, w jakich tarzały się w amoku chyba z miesiąc - właśnie łaziła owa kleszczyca.

    ...do chemii i pasożytów...
    Uciecha?
    Kupowałem wcierkę w kark antypchlą, wcierałem, sięgnęła - zlizała. Powtórzyłem po 2-3 tygodniach - bo wcześniej nie wolno ponownie - to samo. Zmieniłem na inny - jw. Giętka była...
    Wiem, wiem - mogłem ją w kołnierz. Ale go znienawidziła, gdyśmy jej klejnoty rodowe u weta odjęli, więc...

    ...to chyba siebie trzeba posmarować...
    Jeszcze jako nastolatek leczyć próbowałem swą kicię-podarunek piwniczny - choć wet ostrzegał, że leki niewiele dadzą - ze śmiertelnej wtedy skórnej choroby zakaźnej. Kotkę nasycałem, na swych kolanach trzymaną latem, smarowidłami. Z czasem i ja poczułem przewlekły świąd i różyczkę na .... udach. Też miałem ochotę się obsmarowywać. Nie było do śmiechu, kotka odeszła w Krainę Wiecznych Łowów dość skoro.

    ...zawsze przed spacerem były zabezpieczane...
    Gdyśmy mieli - właściwie to ona nas miała - kotkę u skraju lasu, mieliśmy to samo - zero kleszczy, pcheł minimum dzięki wcierkom w kark. Jednak kotka, przedtem kocurek, nie za daleko z nami w las szły, czuły respekt przed wrogiem chyba, w nocy wizyty - za dnia ślady kunich wizyt.
    Z kolei w domu rodzicieli jest kłopot - kotki obie, ta i poprzednia, się nudzą/ nudziły, bo dom i działka sterylne z punktu widzenia gryzoni, a do najbliższych terenów zieleni za daleko - po drodze tereny kocurów, kordony zapachowe. Kiedyś tę pierwszą naszą kotkę próbowałem zanieść i okazać tereny atrakcyjne [potem powstał tam sklep i blok]. Po 20 metrach przestraszyła się dystansu, terenów obcych, zwiała. Może i dobrze, ale i tak spotkania z autem potem, domniemanym [spłaszczenie boczne maksymalne post mortem], nie przeżyła.
    Wyprowadzanie psów [suczka u sąsiada, w czas jego wyjazdu] ma swe dobre strony, nie licząc kleszczy...

    ...bujnym życiem zewnętrznym i wewnętrznym...
    Niezła definicja.
    Obym nie wykrakał - siedzę w miejscu ulubionym przez śp. zwierza, klawiaturuję - i ... i od świąt już mi nic pod nogawką nie maszeruje, na odsłoniętą skórę nie skacze! A przedtem średnio jedna wizyta na 3 dni, z - głównie nieskuteczną - łapanką skakanką. Achaaa, raz przecież, obcego zwierza, importowanego od sąsiada, jednak psa, w dom jam wpuścił - może odkurzyła ta sunia opłotki?...
    Czyżby nieświadomie zastosowałem wariant podpowiedziany przez {M.a.l.ą_syrenkę}?
    W sumie - dziękuję!
  • 21.04.17, 07:30
    Kiedyś za moich psiokocich czasów był taki środek do spryskiwania zwierza - frontline się nazywał, teraz chyba nie ma w sprzedaży. Nie lubily zwierzaki tej chwili, ponieważ było czuć rozpuszczalnik, ale po wtarciu i przytrzymaniu wnerwionego podopiecznego, już nie dawało się tak łatwo usunąć. Dobre było, bo sierść zgubiona na posłaniu też działała. Teraz chyba zostały tylko zastrzyki, ale nie sprawdzałam skuteczności, na żywym.
    Moje koty też były podejrzanie towarzyskie, a to podobno samotnicy... Bez "zaprawionego" przeciwpchelnie i antykleszczowo egzemplarza prawie zawsze coś się po odejściu będzie pałętać.
    Nie wiedziałam, że koty lubią korzenie aktinidii. Na pewno lubią też piaskownicę - tarzanie, pudrowanie, szlifowanie, biały, czy czarny, zawsze szary, a w piasku zostają elementy niepożądane - naskórek, wypadające włosy, pasożyty. Takie zapowietrzone miejsce można ewentualnie zesłać metr pod ziemię.
  • 21.04.17, 15:51
    Frontline i Advantage to tu w USA dwa najczęściej stosowane środki na pchły i kleszcze w postaci wcierki w kark. Z Advantage nie mam doświadczenia, ale Frontline stosuję u moich czterech kotów zapobiegawczo (koty stricte niewychodzące), bo pchły przynieść można nawet na butach, a i ponoć kleszczy tu u nas nie brakuje. Środek działa jak marzenie. Gdy w grudniu przygarnęliśmy kocura-znajdę, był niemożliwie zapchlony. Pchłami sypał na prawo i lewo. Po dobie od aplikacji dalej nimi sypał, ale już tylko dogorywającymi oraz zwłokami. Obrzydlistwo. Środek aplikujemy co 30-45 dni.
  • 21.04.17, 19:46
    Też pamiętam ten lek na eF, swego czasu stosował go nasz wet dla naszych kotów poprzednich - ponoć dostępny tylko u weterynarzy. Przy ostatniej naszej kocicy w zoo-sklepie sprzedano nam jego odpowiednik, też z tą samą substancją czynną. Zdecydowało też to, iż miał być uniwersalniejszy, na trójkę pasożytów.
    Działał jakoś inaczej, chyba mniej skutecznie.
    Możliwe też, że różnicy nie zauważyłem dlatego, że poprzednie nasze kocice łatwiej przyswoiły rozdział od naszego łoża. Ostatnia - była uparta, zwykle stawiała na swoim. Odganiana, okazywała minę, jakby jej dusza dostała w pysk - i szła poza łoże.
    Człek żałował, że postawił na swoim.

    - Pamiętasz pchło, jaka ona była?
    - ...
    - Też za nią tęsknię, chudzino.
  • 21.04.17, 12:30
    Z zyciem wewnetrzym moich zwierzat tez mam nieco problemow.

    Kozy dostały w zeszlym roku zastrzyki i byly czyste od zewnetrznych. Na jesieni mialem powtórzyc zastrzyki ale ze wzgledu na ciaze nie mozna bylo.
    Przy porodzie ogladałem łozysko, w ktorym znalazłem jak mi wet powioedział larwy glist.

    Koza dostała zastzryk a antybiotykiem bo miała lekkie zapalenie wymienia oraz proszek na życi wewnetrzne dla wszystkich minał tydzien i bede konsultował weta czy powtórzyc.

    Koty odrobaczam regularnie ale moj kocurek az rzygał glistami, wiec dostał papke od innego weta- mojego głównego od kóz.

    Psa po przyjęciu latem w zeszłym roku od razu odrobaczyłem i powtarzam regularnie.

    Niestety nie wszystkie byly skuteczne.




    --
    Sława!
    Forum Słowiańskie
    gg 1728585

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.