Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Bańka spekulacyjna

    12.01.06, 23:59
    Przepraszam że uzywam takich przykrych słów, ale życie nie składa sie tylko z
    przyjemności:P
    zauwazyliscie zapewne że ostatnio ceny nieruchomosci ostro idą w góre
    niezaleznie od wykonania, lokalizacji itd.
    powiedziałbym że ceny wiekszości z nich juz dawno przekroczyły ich realną
    wartość + kilka % marży
    buduje sie mało i byle jak no a teraz żeby zaspokoic ten mega popyt PKC (po
    każdej cenie dla mniej obytych) tym bardziej presja cisnie na devaloperów by
    taniej i szybciej
    stąd cegły w tych nowych budynkach coraz mniej a coraz więcej betonu
    ludzie pomstuja na devaloperów za niska jakość ale trzeba pamietać że całą
    operacje realizuja nie tylko devaloperzy ale przede wszystkim banki
    to one udzielają masowo kredytów hipotecznych ludziom których zdolność
    kredytowa wynika li tylko z korzystnych (i chwilowych niestety) róznic kursowych
    bankowcy pożyczają też dewaloperom na te budowy i każdy chce zarobić zwłaszcza
    że naiwnych klientów nie brak
    by zwiększyć ich ilość zawsze mozna sięgnąć po PR produkując masowo
    odpowiednie artykuły wieszczące gwałtowny wzrost cen przy gwałtownym spadku
    ilości mieszkań, kto nie zdąży kupic teraz to zostanie na lodzie (do końca
    żywota swego gnieżdząc się z teściami)
    ludzie więc biegną ochoczo do banków i biorą kredyty na lat 30 no i kupują
    dokładnie wszystko co devaloper wyprodukuje
    tylko że
    1. ceny nawet jakby miały jeszcze rosnąć rok, dwa to i tak poziomu cen z NY
    nie osiągną bo - nie oszukujmy sie- Warszawa z Mariną Mokotów to nie Manhatan
    niezaleznie od tego co by devaloper o tym nie powiedział
    2. złotówka też nie będzie się umacniała do poziomu 1:1 za $ bo IV RP to nie
    czołowa gospd. świata, więc mozna przypuszczać że górke mamy teraz (lub
    niedługo) a potem korekta
    korekta + wzrost stopy procentowej w krajach zachodniej Europy ( w tym w
    Szwajcarii) sprawi że rata kredytu która dziś jest niekłopotliwa (jakieś 500
    PLN) zmienić sie może w kłopotliwą (800 PLN) lub dobijająca (pow 1000 PLN)
    tak - a jak to mówią - a życ z czegoś trzeba
    kredycik nie spłacony = zajęcie hipoteki = eksmisja do teściów
    3. wraz z zmianami w kursie walutowym megapopyt skończy się nagle jak i zaczął
    a co wtenczas z cenami?
    wiadomo - jak mawia się slangiem giełdowym - na pysk polecą
    tylko że Wy moi drodzy zostaniecie z kredytem i hipoteka na 150 czy 200 tys.
    gdzie wasze lokum po nowych cenach wyniesie 100 - 150 tys.
    nie musze przypominać że wobec takiego spadku cen banki broniąc własnych
    interesów zaczną przejmować hipoteki i sprzedawać wasze lokale na rynku by jak
    najszybciej odzyskać gotówkę
    a że popyt nam się skończył to kto pierwszy sprzeda ten lepszy bo ostatni gasi
    swiatło:)
    Elaborat powstał pod rozwage wszystkim tym którzy w tym roku będą chcieli sie
    skusić na kredycik, mając świadomość że tak naprawde bank się pomylił dając
    Wam zdolnośc kredytową
    w 2007 wchodzi VAT a my nie jesteśmy i jeszcze baaardzo długo nie bedziemy nie
    tylko NY ale nawet Berlinem czy Madrytem
    --
    Money making is a wonderful thing:)
    Edytor zaawansowany
    • Gość: Pyza IP: *.jmdi.pl 13.01.06, 08:40
      po pierwsze madralo to w wyzszy Vat mamy wejsc z dniem 1 styczen 2008r. po
      drugie madralo ceny moze od tego roku nie beda gwaltownie rosly w góre jak teraz
      ale nadal beda sukcesywnie rosły a nie spadały jak chcesz nam wmówwic a po
      trzecie jak sam jestes gołodupcem i nie masz kasy ani zdolnosci na kredyt to
      zajmij sie robota a nie pisaniem na forum swoich sfrustrowanych postow
      do roboty
    • samentu 13.01.06, 11:14
      1. 2008 za literówke przepraszam efekt szybkiego pisania późną porą
      2. pewnie że w tym roku ceny przystaną bo banki juz nikomu nowemu po takich
      cenach i przy takich kursach nie będą mogły dac kredytu
      mamy więc ostatni etap hossy dystrybucje na górce
      3. Mój Drogi w kapitalizmie idzie o to by tanio kupic a drogo sprzedać
      nie na odwrót! uwierz mi na słowo
      po co mam kupowac towar który za 2 - 3 lata bedzie duzo tańszy?
      natomiast ponieważ chcę rzeczywiście kupić więc czekam z niecierpliwościa na
      korektę i stąd przyczyna tego postu miedzy innymi:)

      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: zyczliwy katolik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 16:51
      real estate na terytorium rp to nie banka,bez obaw
      natomiast po prostu szkoda czasu i kasy na real estate gdyz mozna mnozyc kapital
      szybciej na parkiecie
      a ze ryzyko,ba!
      do odwaznych swiat nalezy a grzech chciwosci na ubogim terytorium ma jakby
      troche slabszy ciezar
    • Gość: gpw IP: *.spray.net.pl 20.01.06, 19:12
      pewnie czekasz tez na korkety,zeby kupic na gieldzie.. i nie zarobiles tych
      przynajmniej 50% :))) kupisz chlopie akcje na korekcie, ale potem juz bardzo
      spadna, bo to bedzie koniec hossy!! :)) a nieruchomosci to nie giełda, wiec nie
      boj sie az takiego dramatu
    • Gość: ziggy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 10:26
      CENAMI LUDZI SIE STRASZY ABY SZYBCIEJ KUPOWALI. Straszy sie. A kto sie
      przstraszy? - glupol. Ale glupol niema kasy wiec nie kupi. Ten kto ma kase
      przewaznie ma dom lub kilka nieruchomosci i on tylko czsem kupuje. Oznacza to ,
      ze brak jest popytu. Aby to potwierdzic wystarczy pojsc do dewelopera, tam
      zawsze sa do sprzedazy nieruchomosci pomimo b. malego budownictwa. Prosze
      zobaczyc ogloszenia drobne sprzedazy w prasie. Przewaznie oglaszja sie biura
      nieruchomosci z cenami kilkakrotnie zawyzonymi czekajc na frajerow. Frajer nie
      ma kasy wiec nie kupi. Madry tez nie kupi bo by byl frajerem bez kasy.
      KIEDY RYNEK NIERUCHMOSCI BEDZIE ZDROWY TO GOSPODARKA TEZ BEDZIE ZDROWA.
      W internecie jest pol miliona ogloszen i wiekszosc z nich juz od lat czeka na
      klienta. Brak jest popytu. Biedne spoleczenstwo i nienormalnie zawyzone ceny
      nieruchomosci to przyczyny naszej nedzy.
    • Gość: sprzedajacy IP: *.net.pulawy.pl 22.01.06, 12:09
      nie wiem co to za ogłoszenia, które niby tak długo czekają na chętnych. Ja
      mieszkanie sprzedałam w ciągu dwóch tygodni (tyle czasu mineło od umieszczenia
      ogłoszenia do podpisania umowy wstępnej)
    • Gość: kapitalista IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 22.01.06, 14:45
      wyzsza. Kto chce sie przekonac to niech czeka. Powodem tego jest min. wejscie
      do UE. Wolny przeplyw ludzi i kapitalu (juz niedlugo calkowity) pozwoli na
      szybsza zniwelowanie roznic w zamoznosci spoleczenstw. Juz teraz srodnio Polak
      zarabia tylko o polowe mniej niz przecietna UE (biorac pod uwage wartosciowanie
      koszyka dobr). A ceny nieruchomosci? Wciaz bardzo daleko nam do cen z Londynu,
      Amsterdamu czy nawet Madrytu. Dlaczego Anglicy masowo wykupuja nieruchomosci w
      Europie Srodkowej? Chyba nie z sentymentu. Korekty w Polsce na pewno nie
      bedzie, chyba ze zalamie sie system gosp. (czyt. Samoobrona z LPR-rem dojda do
      wladzy), ale wtedy to juz inna bajka. Dobrze radze, jezeli ktos moze to niech
      bierze kredyt i kupuje mieszkanie TERAZ!!! Za kilka lat bedzie go stac za te
      same pieniadze kupic garaz albo miejsce parkingowe. Na marginesie powiem, ze
      sam kupilem mieszkanie dwupoziomowe troche ponad rok temu, ktorego wartosc
      wzrosla o co najmniej 25% a teraz przymierzam sie do zakupu dwoch kawalerek
      (nie podam miasta, bo nie chce konkurencji, powiem tylko ze jest to
      najpiekniejsze miasto w Polsce;-)
    • jimmyjazz 23.01.06, 11:04
      Gość portalu: kapitalista napisał(a):

      > wyzsza.

      A co to jest realna wartość? Bo jakoś nie wiem.

      --
      Badania opinii publicznej opierają się na fałszywej przesłance, że publiczność
      posiada opinię.
    • samentu 23.01.06, 13:04
      Oj spało sie na zajęciach:P
      realna wartość (towarowa) zgodnie z Adamem S. jest to wartość równa produktowi
      czyli kosztom jego wytworzenia a więc kosztom nabycia srodków produkcji
      czyli wartość bez awisu iflacyjego wywoływaego przez pieniądz
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • jimmyjazz 23.01.06, 13:09
      samentu napisał:

      > Oj spało sie na zajęciach:P

      Jak się zaczynały o 8 to nie było innego wyjścia :))

      > realna wartość (towarowa) zgodnie z Adamem S. jest to wartość równa produktowi
      > czyli kosztom jego wytworzenia a więc kosztom nabycia srodków produkcji
      > czyli wartość bez awisu iflacyjego wywoływaego przez pieniądz

      Ja myślę że kolega jednak inną wartość miał na myśli i dlatego zapytałem co ma
      na mysli i skąd ma takie informacje.

      --
      Badania opinii publicznej opierają się na fałszywej przesłance, że publiczność
      posiada opinię.
    • cymbergaj 24.01.06, 14:09
      >
      > > realna wartość (towarowa) zgodnie z Adamem S. jest to wartość równa produ
      > ktowi
      > > czyli kosztom jego wytworzenia a więc kosztom nabycia srodków produkcji
      > > czyli wartość bez awisu iflacyjego wywoływaego przez pieniądz

      Rzecz jest zawsze warta tylko tyle za ile mozemy ja sprzedac....niestety.
      To wydasz na "wytworzenie" domu 200 000 PLN to nie znaczy ze on ma taka skoro
      nikt ci za niego nie da nawet 50 000.Kogo obchodzi jego wartosc realna ??
    • Gość: ciekawy IP: *.vc.shawcable.net 22.01.06, 22:46
      mieszkanie w dobrym punkcie w wawie po rozsadnej cenie sprzedasz w tydzien.
    • Gość: Jacek IP: *.highway.telekom.at 23.01.06, 14:31
      Po rosadnej cenie,ale nie z NY wzietej.Nie kazdy musi miec wlasne mieszkanie,a
      kredyt czasami staje sie nie do wytrzymynia,i wtedy BANK zabiera wszystko co
      NALEZY do niego.
    • Gość: mgmg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 20:16
      3. Mój Drogi w kapitalizmie idzie o to by tanio kupic a drogo sprzedać
      > nie na odwrót! uwierz mi na słowo

      nie mozesz tlumaczyc nikomu o co chodzi w kapitalizmie, bo sam nie rozumiesz
      podstawowego pojecia -'realna wartosc'. realna wartosc w kapitalizmie to cena
      która ktos jest skłonny za cos zapłacic. jezeli Tobie sie wydaje że ktos
      przepłaca to oznacza dokładnie tyle że Tobie się tak wydaje . ;)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 23.01.06, 15:27
      nie bedzie duzo tanszy.... :)
      zobacz ceny nieruchomosci na swiecie - nie w NY, ale moze w dublinie, miescie 1.5 mln.; w malym acz
      rozwijajacym sie kraju... cena "jednosypialniowego" mieszkania (45m2) w miescie to 350 000 euro,
      przy sredniej zarobkow okolo 1600 euro/miesieczne... przelicz proporcje i zobacz ile oni musza
      oszczedzac na mieszkanie... (dom w dublinie to okolo. 1 mln euro).
      Dodam jeszcze ze opublikowano ostatnio na wyspach dane dot. najlepszych mozliwych miejsc
      lokowania kapitalu w nieruchomosciach w swiecie (baardzo szacowne opracowanie), polska zajela 2
      miejsce (jako przyklad podano nieruchomosci w krakowie; przewidywany zwrot to ... 400% wartosci w
      ciagu 10 lat....).
      Wiec raczej radze kupowac teraz. nawet na kredyt.... bo za kilka lat bedziecie mogli tylko wynajmowac,
      ( jak w krajach zachodnich gdzie wlasnosc nieruchomosci wcale nie jest tak powszechna).
      pzdr.

      grey
    • Gość: praczka IP: *.dsl.crchtx.swbell.net 21.01.06, 17:56
      co to za roznica-nasze pokolenie nigdy nie splaci kredytu!
    • Gość: anonim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.06, 09:34
      Pyza z Żor ?? Jesli tam to mnie zaskoczylas :) (stary znajomy z Rzeszowa)
    • herox 13.01.06, 10:29
      Święte słowa.
      Najlepszy jest zwrot:
      "mając świadomość że tak naprawde bank się pomylił dając
      Wam zdolnośc kredytową".
      Jak obserwuje te zapędy ludzi do brania kredytu na 100-110% wartości
      nieruchomości to przerażenie ogarnia przeogromne.
      Przecież to nie jest kredyt na 100% wartości tylko co najmniej na 150%
      bo o tyle są przeszacowane ceny nieruchomości.
      Dziwię się tylko temu owczemu pędowi banków do szastania pieniędzmi,
      przecież po załamaniu rynku odzyskają conajwyżej połowę kasy.
      No ale bańka spekulacyjna ogarnęła wszystkich.
      Jedynymi wygranymi w tym wyścigu będą developerzy, oni już tak się obłowili, że
      to co zarabiają teraz to zapewne zastanawiają się czy to przypadkiem nie sen.
      Ale pędzący do nowego lokum za wszelką cenę nowobogacki klient w sumie
      dużo nie straci. Jeżeli wszystko bierze na kredyt łącznie to w zasadzie niczym
      nie ryzykuje.
      Stąd moja rada: jeżeli ktoś musi teraz kupić mieszkanie to tylko bez wkładu
      własnego, po co ryzykować własną kasą. Własną kasę przerzucić na konta rodziny,
      tak aby w przypadku zobowiązań jakie pozostaną wobec banku po zabraniu
      mieszkania coś jeszcze zostało.

      Swoją drogą obserwacja sytuacji na rynku nieruchomości od dwóch lat to naprawdę
      niezła szkoła psychologii rynków - przykład modelowy, na temat którego powstało
      mnóstwo opracowań i książek.
      Jak to dobrze, że ludzkość nie uczy się na własnych błędach - jest na kim
      zarabiać, bo nieefektywność rynków jest powalająca.
    • Gość: Zenon IP: *.chello.pl 20.01.06, 17:57
      Zapomial kolega o zabezpieczeniu kredytu w postaci hipoteki na nieruchomosci.
      Bankowi wystarczy to do odzyskania kredytu w 100% wraz z odsetkami i kosztami.
    • szczurwa 30.01.06, 21:04
      Kolega nie zapomniał. Po prostu bank straci na hipotece w przypadku recesji i
      spadków cen.
    • Gość: BiLe IP: *.raster.krakow.pl 13.01.06, 16:08
      Generalnie prawda jest taka, że bank zawsze musi wyjść na swoje...
      Kredtyty hipoteczne są łatwo dostępne do 100% ceny nieruchomości, albowiem w
      razie problemów ze spłatą, bank wchodzi na hipotekę i cześć. Znaczną część
      pieniędzy zawsze odzyska... Tracącą osobą jest niestety kupujący... Ale cóż,
      rzeczywistość jest taka jak jest i ceny są takie jakie są :)
    • Gość: mamamonika IP: *.chello.pl 13.01.06, 16:16
      Tylko ciekawe, co będzie w sytuacji następującej:
      - ceny mieszkań są przeszacowane
      - za kilka lat następuje wyraźny spadek cen
      - kredytobiorca popada w kłopoty
      - chce sprzedać mieszkanie, dostaje cenę sporo niższą od wziętego kredytu :-(
      I ... ma kłopoty, nawet jak sprzeda to mieszkanie - ma kredyt, nie ma chałupy
      Banki tez wbrew pozorom ryzykują - w opisanej sytuacji nie uda im sie wyjść z
      wielu transakcji bez strat
      Takie kryzysy juz były w wielu krajach i powodowały wieloletni zastój na rynku
      nieruchomosci
      U nas chyba jeszcze do tego sporo brakuje, ale ceny niektórych (tak wlasciwie
      sredniej jakosci mieszkań) zaczynaja osiagać rejony absurdalne z lekka...
      Traktowalabym to jako sygnał alarmowy...
    • samentu 13.01.06, 17:25
      Jestem zdania że załamania na rynku nieruchomości nie unikniemy
      ten etap realizowały także inne emerging markets
      co więcej uważam że banki absolutnie nie uciekną bez poważnych strat z tej bańki
      cały proces zacznie sie ujawniac kwartał po kwartale w 2008 i wywoła ostrą
      korektę na wigu20 zmierzającą wprost do bessy
      naturalnie najwięcej straca klienci
      bo ani kasy ani mieszkania z tej awantury nie wyciągną
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: wszystkojuzbylo IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 21.01.06, 14:30
      Taka sytuacja miala miejsce w Wielkiej Brytanii na przelomie lat 80' i 90'.
      ekulacja cenami nieruchomosci, potem wysoka inflacja, a co za tym idzie
      zwiekszenie oprocentowania kredytow, spadek popytu na nierochomosci i spadek
      ich cen. Wielu ludzi znalazlo sie w sytuacji tzw. "negative equity",
      zadluzenie wieksze niz wartosc nieruchomosci. Niektorych nie stac bylo na
      placenie wyzszych odsetek, nieruchomosc trudno bylo sprzedac i bank ja przeja.
      Nie sadze, aby sytuacja byla az tak dramatyczna w Polsce, wysoka inflacja nie
      grozi w zadnym kraju Europejskim. Tak czy inaczej, zycze powodzenia.
    • Gość: eli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:26
      > - za kilka lat następuje wyraźny spadek cen
      > - kredytobiorca popada w kłopoty
      > - chce sprzedać mieszkanie, dostaje cenę sporo niższą od wziętego kredytu :-(
      > I ... ma kłopoty, nawet jak sprzeda to mieszkanie - ma kredyt, nie ma chałupy

      Nie tak od razu. Panowie, weźcie pod uwagę fakt, że nasze dochody realnie
      wzrastają. Więc im później nastąpi krach, tym więcej osób sobie poradzi z
      rosnącymi odsetkami. Kupiłem 4 lata temu mieszkanie biorąc kredyt na 15 lat.
      dzisiaj jestem już właścicielem ok. 28% - a więc odstki od tego kredytu stale
      spadają. Moja, i zapewne wielu innych osób, sytuacja staje się coraz
      bezpieczniejsza.
      1. Zapewne jakaś część kredytobiorców się utopi, kiedy bańka pęknie, ale nie
      będzie to narodowa tragedia, jak zdją się sugerować niektóre posty.
      2. Różnica między giełdą i inwestorami, a rynkiem nieruchomości jest taka, że
      tutaj kupuje się w większości przypadków aby mieszkać, a nie żeby zarabiać! Tu
      się nie otwiera i nie zamyka pozycji, tylko mieszka. I jednostką nie jest złoty,
      tylko mieszkanie. Z tego powodu, gdy tylko zaczna się kłopoty ze spłatą, mądry
      kredytobiorca powienien sprzedać mieszkanie i kupić mniejsze i tańsze. Licząc w
      złotówkach straci, licząc w mieszkaniach nie (sztuka jest sztuka). Do póki
      będzie miał gdzie mieszkać i nie będzie musiał wracać do mamusi nie będzie
      przegrany. Jego sytuacja będzie taka, jakby jego kredyt się wydłużył i podrożał.
      A z tym każdy kredytobiorca musi się liczyć.
      3. Dziś odwrotnie wielu, którzy nie spłacili jeszcze całej kawalerki, już
      przeskakuje na dwupokojowe. Pojawia się popyt na większe miszkania i mniejsze i
      starsze domy.
      4. Pieniądz to tylko środek do zabawy, zabawkami są mieszkania.
      5. A kredyty hipoteczne są najbezpieczniejsze. Rocznie pada ich od 0,1 do 3%.
      Prawda jest okrutna. Ludzie muszą gdzieś mieszkać. I dlatego wrócą do mamusi,
      lub sprowadzą mamusię do siebie, żeby jedno z dwóch mieszkan wynająć, zdjąć kasę
      z rynku i spłacić kolejną ratę. Nie kupią płaszcza, zjedzą wątrobiankę itd.
      Nie dramatyzujmy. Kryzys będzie, ale pożre tylko tych na samym końcu, tych co
      stanowią błąd statystyczny.
    • Gość: mamamonika IP: *.chello.pl 13.01.06, 17:33
      Z jedną rzecza przesadziłeś - banki tak od razu nie zaczną przejmować hipotek -
      bo niby po co, skoro kredytobiorca jednak kredyt spłaca, mimo że na całości
      inwestycji jest w plecy???
      Gorzej, jesli wpadnie w kłopoty... Sporo kredytów, szczególnie w CHF jest
      udzielanych "na styk" OBECNEJ zdolności kredytowej danej osoby - liczonej przy
      bardzo sprzyjających warunkach. Zresztą kredytom w PLN też pod tym względem nic
      nie brakuje ;-). Ja bym raczej tutaj widziała zagrożenie...
    • samentu 13.01.06, 17:51
      pewnie że cały proces w tydzień się nie zrealizuje, bo przeciez po spóźnieniu
      się z 1 ratą banki nie będą przejmować hipoteki
      ale w 3 - 4 kwartały juz tak tym bardziej że straty na kredytach banki będą
      musiały wyrównać przez ściągnięcie kapitału z rynku i wieksze % w kredytach
      obrotowych,
      no i mamy klasyczna spirale recesyjną
      im mniejsza produkcja/zyski, tym więcej zwolnień i tym więcej niespłaconych
      kredytów, większe straty banku i wyższe stopy itd....
      chciałem tylko pokazać w którym miejscu jestesmy by tym którzy są na styk
      uswiadomić zagrożenia
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: ej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 18:26
      Wszystkim mądralom tu się udzielającym opowiem pewną historię.
      2 lata temu postanowiłem kupić małe mieszkania w starym bloku, ale w centrum
      miasta, albo blisko centrum. Wszyscy jak jeden mąż mi to odradzali, a to że
      ceny teraz wysokie, że wartość przeszacowana, że zmowa banków, że zmowa
      dziennikarzy, że zmowa deweleperów i że ceny na 1000% procent spadną. A było to
      tuż przed wejściem Polski do uni, gdzie rzeczywiście ludzie brali co popadnie.
      Ja jednak kupiłem 36m2 na Mokotowie, w wielkiej płycie, na 8 piętrze, za 125
      000zł, biorąc kredyt na 80% wartości.
      Przez te dwa lata nie zrobiłem w mieszkaniu nic, oprócz odmalowania, a w
      zeszłym miesiącu to samo mieszkanie sprzedałem za 177 000zł (sprzedałem w ciągu
      tygodnia od dnia ogłoszenia w gazecie, z hipoteką w KW).
      No i co wy na to, mądrale?
    • samentu 13.01.06, 18:35
      ba tylko że post mój kierowałem nie do inwestorów, którzy zarabiają na obrocie
      nieruchomosciami
      tylko do zwyczajnych konsumentów kredytów w celach zaspokajania własnych potrzeb
      mieszkaniowych:)
      ps.
      jakbys poczekał jescze z rok sprzedałbys z wiekszym zyskiem więc Twój interes
      bardzo imponujący nie jest i nie ma powodów do chwalenia się
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: ej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 18:57
      a jaki tam ze mnie inwestor?!
      po prostu dziecko się pojawiło :-) i te 36m troche przyciasne.
      Sprzedałem , a teraz kupuję 54m też w wielkiej płycie. I jakbym słuchał takich
      mądrali jak ty to pewno nadal bym siedział w wynajmowanej kawalerce.
      Deweloperka mnie nie iteresuje bo potrzebuję mieszkania natychmiast, no i w
      mieście, a nie na jakichś Kabatach czy Tarchominie. Ze sprzedaży mi zostało 100
      000 to już na wkład własny starczy.
      No i znowu biorę kredyt we franku. Po prostu nie wymądrzaj się tak, bo nie masz
      pojęcia o czym piszesz.
    • Gość: Andrzej74 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 19:22
      Ale gdybyś włożył 125 000 w fundusz Arki BZ WBK, to w tym roku po 3 latach
      miałbyś 350 tys też nic nie robiąc, po prostu trafiłeś na hossę, czego nie
      można powiedzieć o tych, którzy teraz kupują akcje.
      Ja kupiłem 3 pokoje na Mokotowie w 1988r za 5 000 USD, to były czasy!!
    • samentu 13.01.06, 22:13
      jak widać inwestowanie obarczone jest ryzykiem, które wywołuje frustracje i nerwy:P
      kolego
      Alchemia kupiona w zeszłym roku po 14 sprzedana za 152 policz sobie jakie przebicie
      Gant po 5 PLN obecnie 35 PLN
      akcje mają i wiekszą płynność i większą stope zwrotu
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: zwiad IP: 213.199.198.* 21.01.06, 22:47
      Przeczytaj pilnie dzisiejszą wyborczą. Gantem i jego zwyżką juz zajmuje się
      KPP, a niedługo pewnie i prokuratura. A naiwnych na parkiecie jak widacv nigdy
      nie brak. Czółko!
    • samentu 22.01.06, 15:01
      he he dziękuję za troske ale ja juz od Nowego Roku na kasie jestem
      przeczekam górkę wchodząc tylko na DT a po odwrocie
      krótka i już:)
      ps.
      info Wyborczej stare niestety, rynek wiedział już w sierpniu zeszłego roku (choc
      przyznaje że nie znaliśmy wszystkich szczegółow przekretów Niebrzydowskiego)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: przemek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 23:41
      3-4 kwartaly... daj troche czasu bankom zeby uznaly kredyt za stracony... wtedy
      beda wchodzic na hipoteke
    • Gość: Piotrek IP: *.chello.pl 14.01.06, 16:26
      samentu - Twój post jest niestety typowym gadaniem frustrata... Mam wrażenie,
      że nie bardzo masz kasę na kupno mieszkania i w ogóle na zdolność kredytową,
      albo po prostu boisz się coś zainwestować i chcesz do tego sobie dorobić
      ideologię.

      Oczywiście faktem jest, że ceny idą mocno w górę. Ale rynek nieruchomości
      trochę różni się od giełdy. Na giełdzie można inwestować w pojedyncze akcje,
      albo w cały rynek (np. poprzez kontrakty terminowe). Na rynku mieszkań kupuje
      się zwykle jedno mieszkanie, i to nie po to, by na nim zarobić, ale by w nim
      mieszkać.

      Oczywiście, można mieć taką jak Ty postawę, tzn. czekać aż ceny zaczną spadać.
      Tylko po pierwsze możesz się tego nie doczekać, a po drugie, nawet jeśli się
      doczekasz, to stracisz kolejne parę lat życia, mieszkając z mamusią...

      A życie niestety jest krótkie. Ty tu zajmujesz bardzo teoretyczne stanowisko
      długookresowe. Ale jak mawiał Keynes, jeden z największych ekonomistów, "w
      długim okresie wszyscy będziemy martwi". Długookresowe plany można i powinno
      się robić w skali MAKROekonomicznej, ale w pojedynczych życiach pojedynczych
      ludzi to się raczej nie opłaca.

      A poza tym generalizowanie w stylu "ceny będą spadać"/"ceny będą rosnąć"
      świadczy o słabej znajomości rynku. Na giełdzie tez jest tak, że nawet w czasie
      bessy na niektórych akcjach można dobrze zarobić. Przekładając to na
      mieszkania: jeśli chcesz kupić mieszkanie (nieważne czy do mieszkania, czy na
      inwestycję), to w każdej chwili, niezależnie czy jest hossa czy bessa, możesz
      znaleźć dobrą inwestycję. Tak naprawdę najważniejsza jest lokalizacja i
      perspektywiczność. Obecnie bardzo wygórowane są ceny mieszkań w centrum i
      mieszkań nowych. Te moga się zatrzymać a nawet spaść. Ale np. ceny mieszkań na
      przyszłej linii metra lub w miejscach, co do których poprawi się wkrótce
      skomunikowanie z centrum, będą rosnąć, zwłaszcza że jeszcze dziś są bardzo
      niedoszacowane (mówię tu np. o Żoliborzu i Bielanach w Warszawie, gdzie jest w
      miarę blisko do centrum, buduje się metro, a ceny są jeszcze znacznie niższe
      niż np. na dalekim Ursynowie).

      W każdym momencie można znaleźć dobrą inwestycję. Trzeba tylko trochę wysiłku.
      A reprezentowana przez Ciebie postawa w stylu "czekam na lepsze czasy" jest
      jedynie dowodem lenistwa i frustracji. Jasne, najłatwiej jest z góry założyć,
      że wszystko będzie źle, że złotówka się załamie, ceny mieszkań spadną i banki
      zaczną przejmować hipoteki, a ludzie bankrutować. Twoja sprawa, myśl w ten
      sposób, a kolejne 10 lat przemieszkasz z mamusią i tatusiem i dopiero wtedy
      będziesz sobie pluł w brodę. Zwłaszcza że pesymistyczna wersja, choć oczywiście
      możliwa, nie jest jedyną, a nawet nie jest najbardziej prawdopodobną, wersją
      przyszłości.
    • samentu 14.01.06, 20:29
      1. zdolność kredytową niestety mam i przez to jestem permanentnie molestowany ze
      strony mojego banku kolejnymi "super promocjami" kredytowymi,
      kredytu zresztą nie potrzebuję
      inwestuje codziennie (z wyłączenie weekendów i świąt bo GPW wtedy nieczynna
      niestety) od wielu lat i naprawdę nie ma we mnie strachu
      2. rynek nieruchomosci różni sie zasadniczo płynnoscia walorów i wynikającym z
      tego większym ryzykiem związanym z mniejszą dywersyfikacją inwestycji
      mówiąc wprost za 200 kilo PLN kupisz 1 mieszkanie, lub wiele akcji wielu spółek
      jeżeli nie trafisz w to mieszkanie to masz wtope po całosci, jak nie trafisz w
      jakąś spółke to reszta to odrobi
      a zauważ jeszcze że stopa zwrotu z kapitału na akcjach np w20 jest wieksza niz
      na rynku nieruchomosci, przy nizszym poziomie ryzyka wynikajacym z dywersyfikacji
      3. ja pisze o najblizszych 2 - 4 latach, trzeba było uwaznie czytać moje posty
      to nie jest długi okres,
      w skali mikro też mozna i nalezy sie kierować makroekonomia i teoria cyklu
      koniunkturalnego
      4. w casie bessy ceny spadaja a że niektóre akcje spadają mniej jiz inne a
      wyjątki nie spadaja nie zmienia to sytuacji że ogólny rynek leci w dół aż miło
      5. co do wyboru mieszkania i ważnosci lokalizacji pełna zgoda
      6. he he, ja nie czekam na lepsze czasy tylko na korektę
      a to z prostego powodu - sam mam zamiar kupic, ale
      - obecnie wszyscy wstrzymuja się z sprzedażą czekając na wyzsze ceny więc wybór
      wlokalizacjach przeze mnie wybranych jest niewielki lub żaden (niestety)
      - nawet gdyby cos sie pojawiło to cena jest tak absurdalnie wysoka że wprost
      odstrasza swoim absurdem (mieszkanie 60 m w WP np 200 tys.)
      - nie kupie żadnego towaru na górce bo bym się chyba spalił ze wstydu nie mówiąc
      o tym że znajomi zamordowaliby mnie smiechem
      nie ma nic bardziej upokarzajacego niz dobrowolnie załadować się w walor po
      najwyzszej z mozliwych cenie
      7. pisze wyłacznie o cyklu koniunturalnym i pokazuje w którym miesjcu jesteśmy
      zawsze w okresie euforii pojawiają się głosy takie jak Twój inwestorów
      twierdzacych że tym razem bessy juz napewno nie bedzie
      a jest ona zawsze bo kapitalizm od wieków rozwija sie cyklicznie
      a rynki (ten giełdowy, walutowy i nieruchomosci ) są ścisle zwiazane z sobą
      co zresztą sam zobaczysz jak w 2008/09 wejdziemy w bessę
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: Piotrek IP: *.chello.pl 14.01.06, 21:12
      Ale ja wcale nie napisałem, że hossa będzie trwać wiecznie, choć też nie
      uważam, że będzie bessa, może być pewne zahamowanie, ale raczej nie bessa.
      Zresztą jeśli uważasz, że korekta będzie za 2-4 lata, to pomyśl o ile jeszcze
      do tego czasu wzrosną ceny i czy korekta zniesie je do obecnego poziomu, czy
      może zatrzyma się wyżej?

      Rynek nieruchomości - będę mówił o Warszawie, bo tu mieszkam - ma tę cechę, że
      podaż jest mocno ograniczona. Np. mieszkań w centrum jest tyle ile jest i
      więcej nie będzie. Mieszkań w bliskich dzielnicach (Mokotów, Ochota, Żoliborz,
      bliska Praga) trochę się wybuduje, ale będzie to max kilka osiedli. Reszta
      będzie się budować na obrzeżach, a stamtąd jeszcze przez wiele, BARDZO WIELE
      lat dojazd będzie fatalny (szybkość budowy metra wszyscy znamy).

      Tak więc podaż DOBRYCH mieszkań będzie bardzo ograniczona. Tymczasem ludzie w
      Warszawie się rozmnażają, a co ważniejsze - mnóstwo ludzi z całej Polski
      zjeżdża do Warszawy i ten proces się nie zatrzyma. Efekt: popyt rośnie i będzie
      rósł.

      A że kredyty mogą podrożeć - tak, ale ludzie i tak będą przyjeżdżać do stolicy.
      Jeśli nie będą kupować, to będą wynajmować, a skoro tak, to bogatsi inwestorzy
      i tak będą kupować mieszkania, bo będą mogli zarobić na wynajmie. Popyt nie
      zgaśnie, bo zapotrzebowanie będzie zawsze, a jak jest zapotrzebowanie, to i
      pieniądze na jego realizacje też się znajdą, bo na takim zapotrzebowaniu zawsze
      będzie można zarobić. A poza tym uważam, że dochody ludzi bedą generalnie
      rosnąć, co może ograniczyć negatywny wpływ wzrostu kosztu kredytów.

      Czy mamy już oznaki końca hossy? Robiąc analogię do giełdy, można mieć
      wątpliwości. Faktem jest, że dużo się mówi i pisze w gazetach, ze ceny na pewno
      będą rosnąć, ale też nadal pojawia się mnóstwo głosów (czego i ta dyskusja jest
      dowodem), że ceny są przesadzone i nierealne. Optymizm nie jest jeszcze aż tak
      duży, jak to bywa na szczycie hossy. Poza tym właściciele mieszkań generalnie
      wstrzymują się jeszcze ze sprzedażą, więc i do rozpoczęcia "dystrybucji"
      jeszcze trochę brakuje. A pytanie, czy nastąpi ona za pół roku czy np. za 3
      lata, jest fundamentalne, bo przez 3 lata ceny mogą pójść bardzo w górę i
      ewentualna korekta nie wynagrodzi Ci kilkuletniego czekania.

      Podsumowując, należy podzielić rynek mieszkań na mieszkania dobre i te gorsze.
      W te dobre inwestować warto zawsze, teraz też, bo ich bessa nie dotknie. Te
      gorsze - owszem, są zagrożone, ale tu z kolei jest pytanie kiedy ta korekta
      będzie i czy faktycznie warto czekać.

      Pamiętaj też, że na rynku zarabiają ci, którzy WCHODZĄ na rynek, a potem
      WYCHODZĄ na górce. A nie ci, którzy NIE WCHODZĄ, tylko czekają na korektę.
      Zwłaszcza że na rynku nieruchomości nie ma krótkiej sprzedaży;)

      A tak w ogóle poza wszystkimi powyższymi rozważaniami - myślę, że przyjmujesz
      tutaj błędne podejście. Oceniasz kupno mieszkania praktycznie tylko jak
      inwestycję. Twoim kryterium jest to, by nie kupić na górce i by znajomi się nie
      śmiali, że przepłaciłeś.

      Tymczasem większości ludzi chodzi o to, by MIEĆ WŁASNE MIESZKANIE. A własne
      mieszkanie jest potrzebne teraz, a nie za kilka lat, bo mało kto chce czekać 5
      lat na ewentualny spadek cen i np. w tym czasie mieszkać kątem u rodziców. Na
      tym rynku podejmuje się decyzje na zupełnie innych zasadach niż na giełdzie.
    • Gość: kixx IP: *.acn.waw.pl 14.01.06, 22:21
      bardzo rozsadny wpis,choc moze moja ocena byc oczywiscie zbyt
      pochlebna,poniewaz podzielam poglady w nim przedstawione:)
      krotko podsumowujac to co napisono powyzej tez uwazam ,ze jesli chce sie czekac
      na istotna korekte to trzeba sie jednak nastawic na zakup mieszkania w wielkiej
      plycie i lub na obrzezach miasta
      jesli jednak nie chce sie zalowac straconego czasu i pieniadza to lepiej kupic
      teraz ewentualnie posilkujac sie w lokalizacji przyszlego mieszkania
      przebiegiem przyszlych linii metra
    • Gość: Roman IP: 80.121.231.* 23.01.06, 14:37
      Wiem jedno:
      niedawno mozna bylo kupic nowe mieszkania w dobrym miejscu Warszawy po 3-4000.-
      PLN za m2 a obecnie przy Lowickiej na Mokotowie sprzedawano po 7-8000.- a przy
      Dobrej na Powislu - we wcale nie najpiekniejszym bloku i przy raczej sredniej
      lokalizacji podobno po 10-15.000.- PLN. Nie sa to jedyne przyklady,
      w Srodmiesciu i okolicy ceny beda rosly i zadna katastrofa kupujacym nie grozi.
      Gdybym mial inwestowac - to tylko w centrum W-wy. Na Nowym Miescie w budynkach
      powojennych mieszkania 20-30-letnie kosztuja dzis 9-10.000.- PLN za m2, jesli
      sie w ogole tam cos pojawi (ostanio niestety stracilem taka okazje).
      Nie wiem skad tyle jadu wobec tych, ktorzy krytykuja GW za to, ze pisze prawde.
      Mieszkac i zyc normalnie trzeba juz, bo w dalekiej perspektywie - wszyscy
      bedziemy martwi. Albo za starzy by cieszyc sie zyciem.
      Pozdrawiam myslacych realnie.
    • Gość: Renata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 22:59
      Gość portalu: Piotrek napisał(a):

      >Rynek nieruchomości - będę mówił o Warszawie, bo tu mieszkam - ma tę cechę, że
      >podaż jest mocno ograniczona. Np. mieszkań w centrum jest tyle ile jest i
      >więcej nie będzie.

      Powtarzasz to, co Ci nakładli do głowy w gazetach lobbujących na rzecz
      deweloperów. Chciałoby się powiedzieć: "Nie mów do mnie Gazetą Wyborczą".
      Ja pracuje w centrum, dokładnie przy Grzybowskiej. 6 lat temu nie było tam:
      Hotelu Westin, hotelu Radisson, 2 biurowców naprzeciwko parku Saskiego, 2
      budynków mieszkalnych plus buduje sie jeden kolejny. W Warszawie jest mnóstwo
      działek, tylko jest problem z ich własnością i planami zagospodarowania. Powoli
      problemy te są rozwiązywane. Nie znam innej stolicy europejskiej, gdzie centrum
      byłoby tak luźno zabudowane. A co powiesz na wielkie pola za dworcem
      południowym, po lewej stronie Alei Wilanowskiej. Olbrzymie pola prawie w
      centrum miasta. Co powiesz na wszystkie ogródki działkowe w całej Warszawie,
      które kiedyś zostaną sprywatyzowane?
      Nie wspomnę już o hektarach między Wilanowem i Powsinem i wielu, wielu innych
      lokalizacjach. To, ze przyzwyczaiłeś się, że przy ulicy jest kawałek skwerku,
      nie oznacza, że tam będzie skwerek po wsze czasy. Powtarzam: w centrum jest
      mnóstwo działek i mnóstwo można jeszcze wybudować o obrzeżach Warszawy nawet
      nie wspomninam. Ale to właśnie dlatego, że ludzie powtarzają takie informacje,
      bez chwili refleksji, dochodzi do takiego amoku, jak obecnie.
      Obserwuje to z boku, bo mamy mieszkanie, może gdybym nie to, tez bym sie dała
      się ponieść emocjom ale może właśnie z boku lepiej się widzi pewne sprawy.
    • Gość: Piotrek IP: *.chello.pl 15.01.06, 00:32
      Jak pisałem, co do obrzeży miasta się zgadzam, ale co do centrum to jednak się
      mijamy. To że powstanie ten czy inny biurowiec nie będzie mieć wpływu na rynek
      mieszkaniowy. Przypatrz się co się dzieje na rynku pracy: tysiące ludzi
      przybywają do Warszawy z całej Polski i osiedlają się tu. To jeszcze długo się
      nie zmieni. Centrum Warszawy jest małe i oprócz metra i paru linii tramwajowych
      trudno do niego szybko dojechać w godzinach szczytu. Tak więc dobrych
      lokalizacji w Warszawie jest mało.

      Piszesz o problemach z własnością, i że są one "powoli rozwiązywane". Problem w
      tym, że trzeba położyć nacisk na słowo "powoli". Ogródki działkowe? To
      faktycznie może być pewien potencjał, ale:
      - po pierwsze musi zostać uchwalona odpowiednia ustawa - PiS przed wyborami
      proponował coś takiego, tzn. wykup za 5% wartości przez działkowiczów,
      - a po drugie, jeśli to nawet zostanie uchwalone (sam na to liczę, bo mam
      działkę i chętnie bym ją wykupił za 5% i opchnął za 100% wartości:))) - to i
      tak zanim wszyscy działkowicze na danym terenie się dogadają, co z tym zrobić,
      minie dobre kilka-kilkanaście lat.

      Skwerki i małe parki - fakt, jest ich sporo także w centrum, ale wątpię, żeby
      ktoś pozwolił na ich likwidację. Dużo zieleni to jest jeden z atutów Warszawy,
      na który często zwracają uwagę przyjeżdżający tu cudzoziemcy. Bezsensem byłoby
      ich likwidowanie na rzecz nowych budynków.

      Tak więc prawdą jest, że pola wokół Warszawy jest dużo. Ale centrum po prostu
      zawsze będzie drogie i śmiem twierdzić, że za kilka lat ceny na obrzeżach się
      ustabilizują lub nawet spadną, ale ceny w centrum będą rosnąć nieprzerwanie.

      Kalkulacja jest prosta: powierzchnia centrum w porównaniu do powierzchni całej
      Warszawy jest mała. Ilość mieszkań blisko stacji metra w porównaniu z ogólną
      ilością mieszkań w Warszawie jest mała. A jak czegoś jest mało, to zawsze
      będzie miało wysokie ceny. Dopóki nie zbuduje się w stolicy dużej sieci metra -
      czyli w przeciągu co najmniej najbliższych 50 lat - nie będzie wielkich zmian w
      tym zakresie. A ludzie napływać będą cały czas.

      I nie opowiadaj o tym, że ktoś mi coś nakładł do głowy, bo ja GW praktycznie
      nie czytam, a mówię to, co sam widzę. Rozumiem głosy ludzi, mówiących o
      wysokich cenach - jeśli ceny szybko rosną, to naturalnie się przeciw temu
      buntujemy. Ale szybki wzrost nie zawsze oznacza zbyt szybki. Łatwo jest mówić
      innym: nie kupujcie teraz mieszkań, poczekajcie kilka lat, zwłaszcza jeżeli
      samemu nie ma się problemu mieszkaniowego. Problem w tym, że jak ktoś posłucha
      takich rad, to straci parę lat, a wcale nie musi się doczekać spadku cen (a
      jeśli chce mieszkać naprawdę w dobrym miejscu Warszawy, to na pewno się nie
      doczeka).
    • samentu 15.01.06, 01:03
      1. miejsca w centrum Warszawy jest mimo wszystko trochę, może nie koniecznie na
      prawym brzegu ale jest (port praski np.)
      2. skończy się rynek biurowców to devaloperzy przekształca je w apartamentowce
      pomysl ile w centrum można stawić 70 piętrowych apartamentowców?
      ile to mieszkan będzie?
      wysokie apartamentowce to standart na rynkach azjatyckich (to że u nas jeszcze
      ich nie ma wyniki tylko z zacofania RP)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • blackmolly 17.01.06, 12:51
      samentu, chyba sam nie rozumiesz, co piszesz. Widzisz jakąś teorię spisku - chyba za dużo filmów oglądasz. Lepiej wyłącz telewizor, poczytaj słownik ortograficzny (zaHamować) i zobacz jak naprawdę wyglada rzeczywistość, w której żyjemy.
      ntb Przedsiębiorca budujący mieszkania nazywa się developer, przez "e". Doucz się, dokształć i wówczas zacznij się sensownie wypowiadać na temat rynku nieruchomości. Pozdrawiam.
    • Gość: tymon IP: *.77.classcom.pl 22.01.06, 19:49
    • samentu 15.01.06, 00:57
      1. nie ma czegos takiego jak zachamowanie, jest konsolidacja czyli brak wzrostów
      lub spadków na górce albo na dołku ale ceny zlecą bo muszą
      jakbys czytał mnie dokładnie (choć byc może nie rozumiesz też tego co pisze -
      nie każdy jest ekonomistą) tobyś wiedział że okres tego wychamowania wzrostu cen
      jest właśnie przed nami (konsolidacja dystrybucyjna na górce)
      a wiąże się to z kilkoma zjawiskami
      - kurs osiągnął juz swoje apogeum, więcej nie wzrośnie więc nowi nie nabędą
      zdolności kredytowej
      - ci którzy juz mieli mozliwość kredyt wzięli, reszta zdolności mieć nigdy nie
      będzie miała, 17% bezrobocie + znikoma konsumpcja wewnetrzna oznacza że tak
      naprawdę dochody ponad przeciętne mają tylko ludzie zatrudnieni w zachodnich
      firmach, monopolach lub firmach eksportujących - ilościowo nie jest to liczne
      stadko, więc banki nawet jakby bardzo chciały nie znajdą nowych chętnych na nowe
      kredyty
      - nawet wzrost PKB pow 5% (co samo w sobie należy do poboznych życzeń) nie
      pomoze ze wzgledu na taka a nie inną strukturę dystrybucji
      - wiele kapitału w nieruchomościach to kapitał zachodni, rentownośc tych
      inwestycji zalezy własnie od kursu, więc osłabienie złotówki będzie cieło zyski
      City i wymusi ewakuacje zachodnich inwestorów zresztą nie tylko z rynku
      nieruchomosci
      2. czy korekta zniesie do obecnego poziomu? oczywiście że nie, żeby zniosła to w
      te 2 - 3 lata ceny musiały by wzrosnąć o 30 - 40% a to nie jest mozliwe wobec
      powyzszego, więc z pewnoscią ceny zjadą do poziomu z 2003 lub nawet jeszcze
      niżej (obliczyć zakres spadku mozna przy pomocy analizy technicznej jak ten
      spadek się zacznie)
      3. podaż jest mocno ograniczana nie ograniczona, devaloperzy, którzy zresztą są
      dobrymi znajomymi radnych wcale a wcale nie naciskają na tych ostatnich coby
      powstawały nowe plany zagospodarowania, mało planów = wysokie ceny/zyski =
      wysoki dochód devalpoera, który w podzięce wpłaci w obywatelskim poczuciu
      obowiązku działke na konto wyborcze radnego (a wybory tuż)
      4. rzecz w tym że ludzie masowo kupują każdy chłam który devaloper im
      wyprodukuje, bez mrugniecia okiem płacą za cegłę, która co najwyżej jest
      pustakiem - choć najczęściej to sam beton jest (wiadomo czas się liczy a beton
      wylać łatwiej niż stawiać powoli sciany z cegieł), o lokalizacjach nie mówię już
      bo w Poznaniu nowe bloki powstały w odległości 5 metrów od torów i też ludziska
      kupili!:)
      5. he he ludzie akurat to się nie rozmnażają, dlatego nasze osły sejmowe
      uchwalają nowe becikowe itd, jesteś mocno nie nabierząco
      Naród Polski wymiera!:) (co oczywiście jest normalnym zjawiskiem po eksplozji
      demograficznej musi przyjść implozja)
      6. co do popytu to chcieć wcale a wcale nie znaczy móc
      cała reszta społeczeństwa pracująca za 2000 max (czyli jakieś 85%) nie będzie
      nigdy posiadała zdolności kredytowej (takiej nie na styk)
      żeby zapewnić mieszkania dla tych ludzi państwo musi je zbudować
      budownictwo wielorodzinne z elementów prefabrykowanych, z działkami za friko
      wnoszonymi przez gminy tak by te 60 m budować po koło 100 - 110 tys PLN
      i nawet wtedy ludzi nie będzie stać na kupno takiego cuda, więc państwo będzie
      musiało sfinansować połowę kosztów i co najwyżej ściągać od lokatorów to w czynszu,
      cudów nie ma, tak problem mieszkaniowy rozwiązała Francja, RFN, Zjednoczone
      Królestwo czy Hiszpania
      tylko że do tego trzeba woli politycznej, a widać że Pisuar jedynie czym się
      interesuje to własną nieograniczoną władzą
      7. optymizm nie jest duży? toż to euforia, pęd jak do ostatniego promu!
      8. ja na rynek nieruchomości jestem zdecydowanie za leniwy, ta biurokracja to
      szukanie klienta na walor i jeszcze takie liche zyski
      nie, to nie dla mnie - zdecydowanie wole pozostać w handlu papierem:)
      9. ja mam czas, dużo pracy więc się jeszcze trochę pognieżdze z rodziną:)
      własnej narazie nie zakładam więc nic mnie nie pędzi
      co do ostatniego zdania jesteś w zupełnym błędzie
      wszystkie rynki funkcjonują według tych samych zasad - różnia się tylko
      płynnością walorów
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: Piotrek IP: *.chello.pl 15.01.06, 02:03
      Cóż, Twoja odpowiedź tylko potwierdza, że tkwisz w teorii...

      Akurat tak się składa, że też jestem ekonomistą i rozumiem, co do mnie mówisz.
      Tyle że skoro grasz tyle na giełdzie, to powinieneś wiedzieć, że analiza
      techniczna - bo do niej wciąż czynisz analogię - ma to do siebie, że co
      analityk, to opinia. Na każdym wykresie można zobaczyć formacje prowzrostowe i
      prospadkowe. A jak już się trzymamy analizy technicznej to podstawowa zasada
      jest taka, że trend trwa dopóki nie będzie sygnału sprzedaży. Na razie nie było
      nawet korekty, więc o sygnałach sprzedaży nie ma co mówić;) Do przebicia linii
      trendu jeszcze bardzo daleko. Ty masz teorię o rychłym spadku, ale to jest
      tylko jedna z teorii i jesteś po prostu zbyt pewny siebie.

      Twoje stwierdzenie, że "wszystkie rynki funkcjonują według tych samych zasad -
      różnia się tylko płynnością walorów", jest tak naprawdę puste, bo właśnie skoro
      płynność jest różna, to i zasady muszą być różne. Ale tutaj różnica jest w
      ogóle inna. Nie o płynność tu chodzi. Chodzi o to, że w akcje inwestujesz po
      to, by zarobić. By drożej sprzedać. A mieszkanie kupujesz po to, by w nim
      mieszkać. Akcje jako takie nie są Ci potrzebne, a mieszkanie niestety tak.
      Dlatego też motywy podejmowanych inwestycji są różne.

      Generalnie to współczuję Ci, skoro mówisz:

      > 9. ja mam czas, dużo pracy więc się jeszcze trochę pognieżdze z rodziną:)
      > własnej narazie nie zakładam więc nic mnie nie pędzi
      >

      Współczuję, bo sam miałem takie podejście zbyt długo i żałuję, że nie
      zdecyodwałem się na własne mieszkanie wcześniej. Nawet jeśli wiąże się to z
      dużym obciążeniem finansowym, to naprawdę warto. Życie jest krótkie i są w nim
      znacznie ważniejsze rzeczy, niż pieniądze. Ty - sądząc po Twojej sygnaturze -
      pewnie jeszcze do tego nie doszedłeś, ale im szybciej dojdziesz, tym lepiej dla
      Ciebie.

      Tak czy inaczej, wracając do tematu - najwyraźniej różnimy się w prognozach.
      Nie wierzę, by ceny kiedykolwiek spadły do poziomu z 2003 r. Ty wierzysz. Kto
      ma rację, zobaczymy. Niezależnie od tego jak będzie, ja i tak jestem do przodu
      bo mam własne mieszkanie i mogę normalnie żyć. To jest znacznie ważniejsze od
      trendu cen mieszkań.

      Pozdrawiam
    • al9 16.01.06, 15:39
      wychamowania wzrostu cen
      jest właśnie przed nami (konsolidacja dystrybucyjna na górce)
      a wiąże się to z kilkoma zjawiskami
      - kurs osiągnął juz swoje apogeum, więcej nie wzrośnie więc nowi nie nabędą
      zdolności kredytowej
      -----------------------------
      a ciekawe skąd te wiadomości??? Bo wielu ekonomistów uważa ze wręcz
      przeciwnie... To raz. A dwa - miliony ludzi ma zdolność kredytową - a jeszcze
      sie nie zdecydowało na kredyt. Ale juz wkrótce sie zdecyduja, nie martw się..

      - ci którzy juz mieli mozliwość kredyt wzięli, reszta zdolności mieć nigdy nie
      będzie miała, 17% bezrobocie + znikoma konsumpcja wewnetrzna oznacza że tak
      naprawdę dochody ponad przeciętne mają tylko ludzie zatrudnieni w zachodnich
      firmach, monopolach lub firmach eksportujących
      -------------------------------------

      dawno nie czytałem podobnych bredni. Moi Klienci (jeestem pośrednikiem
      nieruchomości z miasta 450 tys - sa nauczycielami, rzemieślnikami, małymi
      przedsiebiorcami, sprzedawcami w hipermarketach, .....

      -
      - nawet wzrost PKB pow 5% (co samo w sobie należy do poboznych życzeń) nie
      pomoze ze wzgledu na taka a nie inną strukturę dystrybucji
      - wiele kapitału w nieruchomościach to kapitał zachodni, rentownośc tych
      inwestycji zalezy własnie od kursu, więc osłabienie złotówki będzie cieło zyski
      City i wymusi ewakuacje zachodnich inwestorów zresztą nie tylko z rynku
      nieruchomosci
      ------------------------------------
      gdzie ten kapitał zachodni? w szeregowcach w Radomiu? W wiezowcach w Zabrzu? w
      działkach na Podlasiu??? Kapitał zachodni jest w Warszawie, Krakowie i moze
      Trójmieście.. A kwotowo? to smieszne liczby.
      Nieruchomości drożeja i drożec będą . Jeszcze 5-7 a może i 12 lat. Dlaczego? Bo
      nieruchomosci jest za mało i za mało sie buduje. W Polsce na 1000 mieszkańców
      jest 302 mieszkania czy domy. We Francji 470 na 1000. U nas sie buduje 6
      mieszkań na 1000 mieszkańców - we Francji 9. Deficyt jest gigantyczne - a więc
      nieruchomości sa za tanie. I dlatego ceny bedą nieustannie rosły.


      Piotrek ma rację. twoje analizy kupy sie nie trzeymaja w ogóle
      al9
    • Gość: Paweł33 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.06, 17:26
      Al9 zacznij od ortografii, potem trochę kultury się naucz a na końcu bierz się
      za ekonomię. Ale jeszcze dużo, dużo pracy przed Tobą!!!

    • Gość: al9 IP: *.com / *.teleton.pl 16.01.06, 18:00
      błędy są nie w mojej, ale cytowanej wypowiedzi....
      haha
      a co do meritum - moze podzielisz sie jakąś opinią?
      czy tylko kopac potrafisz?
      al
    • Gość: zainteresowany IP: *.vc.shawcable.net 17.01.06, 07:14
      mieszkam za granica w miescie gdzie ceny mieszkan wzrosly nagle w ciagu 3 lat o
      100 do 150%.
      obserwuje ceny mieszkan w warszawie i wydaje mi sie ze ich wzrost jest wynikiem
      dosc naturalnym.
      w polsce nagle ludzie zaczeli rozumiec sens slowa "lokalizacja".
      kiedys mieszkania na starowce mozna bylo kupic za grosze, obecnie ceny ida w
      gore i beda szly. bogatych jest coraz wiecej, mieszkan nie bedzie wiecej.
      ludzie robia sie coraz bogatsi na siermiezna polska skale.
      wejscie do unii spowodowalo ze ceny z 2003 nie wroca.
      kolega moze miec nadzieje jednak obserwujac podobne mechanizmy poza granicami
      kraju jestem pewien ze ceny w wawie nie spadna.
    • Gość: Paweł33 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 08:34
      Gość portalu: zainteresowany napisał(a):

      > bogatych jest coraz wiecej

      Może wróć do kraju i zorientuj się trochę w sytuacji. W tej chwili w Polsce
      jest 3% ludzi, którzy są w stanie odkładać więcej niż 500 zł miesięcznie.
      Kredyty, które biorą ludzie będą okupione długimi latami wyrzeczeń i odmawiania
      sobie wszystkiego. Jesteśmy na 2-gim miejscu od końca w UE pod względem
      zamożności. Porównywanie nas do Francji czy Anglii, to paranoja. Jeśli
      przyjdzie załamanie koniunktury a w gospodarce rynkowej to rzecz normalna, gdy
      ludzie zaczną tracić pracę, to będą sprzedawać te mieszkania ze stratą. Ja
      akurat b. dobrze zarabiam. Mam 2 mieszkania a 3-cie malutkie właśnie
      sprzedałem. Ale ludzie, którzy mają dobre dochody nie kupują teraz, teraz jest
      czas dla frajerów. Ja poczekam az ci, którzy teraz się zarzynają, będą
      sprzedawać te mieszkania za grosze.
      Acha... pracuje w banku i wiem, co mówię.
    • Gość: al9 IP: *.com / *.teleton.pl 17.01.06, 09:28
      Pracujesz w banku i wiesz co mówisz? To nie wiesz ze kredyty hipoteczne to
      najbezpieczniejszy produkt? Że pomijalnie mało ludzi, nawet gdy traci pracę
      przestaje obsługiwac spłatę? Że pomimo złego prawa egzekucyjnego banki
      praktycznie nie musza sięgacd po te narzędzia? Ze na lata 2006-2009 KAŻDY bank
      prognozuje wzrost rynku kredytów hipotecznych o 30-40 % rocznie? jak? nagle
      zaczna budować więcej? Nie. Wzrosna ceny. Co Ty robisz w tym banku? Chyba nie
      chce wiedzieć...
      al9
    • Gość: Dorota IP: 217.153.150.* 17.01.06, 11:13
      Poznaj opinie innego bankowca.
      To prawda, ze kredyty hipoteczne to najbezpieczniejszy produkt. DLA BANKU!!!
      Ale dyskusja nie jest o tym czy banki powinny kredytowac czy nie, tylko czy
      ludzie powinni teraz kupowac czy nie.
      Rozumiem,ze Ty jestes posrednikiem i zyczylbys sobie zeby ciagle byl taki ped
      na mieszkania, bo wtedy zarobisz. Jesli znasz rynki nieruchomosci w innych
      krajach, to wiesz, ze podlegaja takim samym wahaniom koniunktury jak wszystko.
      I do tego nierozerwalnie zwiazane sa z koniunktura calej gospodarki. Otoz
      zgadza sie, ze wartosc mieszkan w dlugiej perspektywie bedzie rosnac, to
      wszyscy wiedza. To tak jak z gielda - jesli inwestujesz dlugoterminowo to
      zarobisz tak czy inaczej. Ale po co inwestowac gdy jest szczyt hossy i potem
      czekac 3 lata aby wyjsc na zero. I mysle, ze o to chodzi w tym watku.

      Czy wiesz dlaczego jest tak potworny zastoj na rynku samochodowym obecnie? Bo
      to biedny kraj jest...
      Czy wiesz dlaczego inwestuja u nas wielkie koncerny zagraniczne. Bo tu jest, i
      jeszcze przez wiele lat bedzie, tania sila robocza....
      Wiec nieruchomosci na Marszalkowskiej nie moga kosztowac tyle ile na Champs-
      Elysees.
    • herox 17.01.06, 11:32
      Jak w szczycie każdej bańki spekulacyjnej niezależnie od rynku,
      ludziom się wydaje, że oto właśnie znależli perpetum mobile na zarabianie
      pieniędzy.
      Takie są właśnie nastroje na rynku nieruchomości.
      Nie trzeba być wielkim magiem, żeby przewidzieć jak to wszystko się skończy.

      A co do teorii o najbezpieczniejszym produkcie dla banku, jakim jest kredyt
      hipoteczny to chcę wam uzmysłowić, że jesteście w wielkim błędzie.
      Teraz banki dają kredyty na 100-110% wartości nieruchomości, których wartość
      rynkowa jest przeszacowana i ulegnie conajmniej 30% korekcie, gdy hossa się
      zakończy. Jakie zabezpieczenie będą miały banki na swoich pieniądzach? Max. 60-
      70%. A niech zaczną się co u niektórych problemy ze spłatą (kurs CHF, LIBOR) to
      kto wtedy dopłaci brakującą różnicę?
      Wbrew pozorom najmniej stracą na tym klienci, bo oni i tak nie zainwestowali
      swoich pieniędzy więc nie swoje mieszkanie będą musieli oddać.
      Developerzy obłowią się do czasu zakończenia hossy niemiłosiernie.
      Jedynie banki wyjdą z pokaźnymi stratami - no ale w sumie same tego chciały.
      Przecież same rozpętały ten owczy pęd dając kredyty na chorych warunkach i
      ludziom, którzy nie powinni dostać kredytów w takiej wysokości.

      Tak więc powtórzę jeszcze raz moją radę:
      jak kupować mieszkanie to wyłącznie bez wkładu własnego - po co tracić własne
      pieniądze.
    • jmat4 17.01.06, 12:55
      Banki napewno nie straca. Kredytobiorca bedzie splacal przez cale zycie roznice
      miedzy cena kredytem a sprzedanego jego mieszkania na aukcji. Sprawdzie
      kontrakty/umowy z bankiem w korym macie kredyt.


      Kupujcie bo taniej nie bedzie.
    • Gość: kixx IP: *.acn.waw.pl 17.01.06, 21:13
      tak a propos kursu CHF
      nie dalej niz tydzien temu czytalem analizy ,ze zloty nadal jest niedoszacowany
      i w dluzszej perspektywie czasu jego sila bedzie rosla
      jesli tak sie stanie,czesc z tego,co napisales bedzie sie nadawalo tylko do
      kosza na smieci
      ale z drugiej strony warto jednak przypomniec zalamanie rynku w
      Wlk.Brytanii,kiedy to sporo ludzi bylo zmuszonych opuscic wlasne,ale nie do
      konca splacone mieszkania.
      ci ktorych stac bylo na przeczekanie nie stracili,bo ceny po okresie zalamania
      zaczely powtornie rosnac,ale jesli nawet tak bogaty kraj,jak Wlk.Brytania
      doswiadczyl kryzysu,to Polska pewnie nie bedzie wyjatkiem
      Z tym,ze ja nadal twierdze,ze ceny mieszkan w korzystnych lokalizacjach nie
      spadna,ale sporym zagrozeniem jest zalamanie rynku pracy powodujace klopoty ze
      splata kredytow-wtedy czesc mieszkan kupowanych za kredyty z pokryciem na styk
      moze zostac zlicytowana
      ja dam jednak zupelnie inna rade niz Ty-jesli kupowac mieszkania z jak
      najmniejszym kredytem-w razie czego bedzie mozna cos dopozyczyc i sie jakos
      wykaraskac z klopotow ze splata
    • forum_wyborcza 21.01.06, 10:27
      > tak a propos kursu CHF
      > nie dalej niz tydzien temu czytalem analizy ,ze zloty nadal jest niedoszacowany
      > i w dluzszej perspektywie czasu jego sila bedzie rosla

      A ja jeszcze pół roku temu czytałem analizy "bazujące na prezydencie z Gdańska i premierze z Krakowa".
    • Gość: czytac umowy IP: *.chello.pl 21.01.06, 20:49
      bank zabierze mieszkanie, sprzeda ale jesli kasa ze sprzedazy nie pokryje długu
      i kosztów windykacji to klient bedzie miał dalej zobowiazanie wysokosci
      róznicy. to nie jest tak ze bank sobie zabierze mieszkanie i klient juz jest
      rozliczony. róznice trzeba bedzie oddac i tak.
    • Gość: Paweł33 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.06, 18:00
      Drogi Alu, choc sam o sobie tego nie napisałem, to po Twoim stwierdzeniu
      przychodzi mi do głowy tylko jedno: lepiej być mądrym i bogatym niż głupim i
      biednym...
      Znałem pewnego posrednika nieruchomości w Paryżu, pod koniec lat
      osiemdziesiątych, kiedy tam był kryzys na rynku nieruchomości, chłopina został
      kierowcą w firmie przewozowej. Moze i Ty byś sie rozejrzał za jakimś konkretnym
      zawodem zamiast zaklinać rzeczywistość i liczyć na niebotyczne zyski z
      nieruchomości.
    • Gość: al9 IP: *.com / *.teleton.pl 17.01.06, 18:23
      może i jestem głupi, ale biedny? Gdzie tak napisałem? nie wiedziałeś, że
      posrednicy zarabiaja miliony? a bedą zarabiać jeszcze więcej, wiesz? bo my
      zarabiamy na kazdym rynku.I dzis i za 10 lat. A za 10 lat bedziemy
      multimilionerami.

      milioner al
      ps.po tym krachu banki tez zaczna zwalniac.. Wiesz od kogo zaczną?
    • atomik2 21.01.06, 01:03

      Będziecie być może zarabiać swoje miliony, ale pod JEDNYM warunkiem.
      Że ludzie nie nauczą sie was omijać. Ci którzy mają nieco oleju w głowie, a
      oprócz tego wiedzą że wasze marże są niezasadnie wysokie w odniesieniu do
      jakości usług jaką większość z Was oferuje, już dzisiaj sprzedają i kupują
      mieszkania czy domy BEZ WASZEGO POŚREDNICTWA, np. poprzez serwisy ogłoszeń
      internetowych, listy dyskusyjne czy fora jak to. A w epoce rozwoju technik
      komunikacji jest to bardzo prawdopodobne, że ludzie których stać na kupno
      mieszkania to jednoczesnie ci, którzy umieją się tymi technikami komunikacji
      posługiwać.
      Nie jest przecież tajemnicą, jak poszukiwane są ogłoszenia o sprzedaży
      bezpośrednio czy kupnie bezpośrednio. Tego się właśnie naprawdę boicie, jako
      środowisko pośredników nieruchomości. Dlatego każdą rozmowę zaczynacie od próby
      wymuszenia na każdym kliencie umowy na wyłączność. Mam nadzieję, że będzie coraz
      mniej klientów którzy dadzą się na takie umowy naciągać.
      Wszystko zmiennym jest, giełdy, waluty, nieruchomości, a nawet sielankowy los
      posredników nieruchomości.




    • Gość: al9 IP: *.chello.pl 22.01.06, 20:03
      Atomiku sympatyczny!
      Internet nie jest miom wrogiem, alke sojusznikiem. Dzis 100% Klientów ma ze
      swoich stron. inwestuję w nie ogromne pieniądze i strony np gratki NIGDY takie
      nie będą.. To raz. Dwa, to ludzie nie mają czasu. Moi Klienci są świetnie
      przygotowani do dokonania transakcji samemu, ale nie robią tego. Wolą wynajć
      mnie. Bo selekcji dokonam za nich, sprawdzę ich zdolność kredytową, zajmę się
      negocjacjami, wywalczę niższą cenę, pomogę w kredycie. A umów na wyłączność z
      Klientami kupujacymi w ogóle NIGDY nie podpisujemy...
      Mamy co robić i my pośrednicy i Ci którzy wolą kupować sami. Ale tych
      pierwszych przynajmniej w moim mieście jest coraz więcej.
      :-)
      Pozdrawiam
      al
    • Gość: ro IP: 80.121.231.* 23.01.06, 14:59

      Tak, to prawda. Ktos z mojej rodziny pracuje w banku i potwierdza w pelni
      taka orientacje bankow warszawskich. Popyt na kredyty wzrosnie w najblizszych
      latach przede wszystkim poprzez wzrost cen mieszkan. Ryzyko bledu jest
      minimalne.
      Moze poza Warszawa tendencja wzrostowa nie jest taka wyrazna ale Warszawa ja
      ma i stale bedzie miala. Do Warszawy ciagna zamozniejsi ludzie z wielu innych
      miast a takze wielu obcokrajowcow. I ci beda chcieli mieszkac w dobrych
      miejscach. Za takie miejsca pedzie sie placic coraz wieksze pieniadze, bo ich
      nie przybywac nie bedzie, natomiast ilosc chetnach - i owszem. Nie wazne czy
      na kredyt czy za gotowke. Ci, ktorzy pisza o oczekiwanych spadkach wyrazaja
      tylko swoje nadzieje lub marzenia.
    • Gość: wujek IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.01.06, 15:32
      Przecedzajac wypociny ekonomistow amatorow natknalem sie na Pana wypowiec z
      ktora sie zgadzam. Uwazam, ze Pan ma racje poniewaz doswiadzylem krach w wielki
      miesci zachdniej europy a scenariusz byl podobny do polskiego. Wyjscie z
      kryzysu zajelo 10 lat a ceny spadly 70%, najwiecej w poprzednio najtanczych
      dzielnicach. Kredytobiorca jednak zostal dluznikiem banku az splacil ta roznice
      miedzy cana kupna a sprzedazy nieruchomosci na aukcji, jezeli chcial pozbyc sie
      nieruchomosci. Moze w Polsce tak sie nie wydazy ale bardz, bardzo w to watpie.
      Wystarczy znaczny wzrost stop procetowych lub maly kryzys na rynku pracy.
    • janu5 17.01.06, 15:49
      >Uwazam, ze Pan ma racje poniewaz doswiadzylem krach w wielki
      >
      > miesci zachdniej europy a scenariusz byl podobny do polskiego. Wyjscie z
      > kryzysu zajelo 10 lat a ceny spadly 70%, najwiecej w poprzednio najtanczych
      > dzielnicach. Kredytobiorca jednak zostal dluznikiem banku az splacil ta
      roznice
      >
      > miedzy cana kupna a sprzedazy nieruchomosci na aukcji, jezeli chcial pozbyc
      >sie nieruchomosci.

      Nie bardzo rozumiem dlaczego nie podałeś nazwy miasta ani daty krachu.
      Dopóki tego niepodaż nikt nie będzie w stanie zweryfikowac twojej wypowiedzi
      jesteś więc niewiarygodny.
    • Gość: wujek IP: *.in-addr.btopenworld.com 17.01.06, 17:25
      Przeciez Wy jestescie ekonomisci, inwestorzy, doradcy i znachorzy na skale
      anonimowych wypowiedzi. Nie wiecie kiedy i w jakim glownym miescie europy byl
      krach trwajacy 10lat????
    • Gość: olo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.06, 10:06
      no wujek, nie daj się prosić dłużej. napisz w jakim mieście ceny spadły o
      70%... he he he.
    • Gość: mamamonika IP: *.chello.pl 18.01.06, 13:03
      Wiem - to była Pripiat' koło Czernobyla ;-)
      Może spadek był i większy???
    • atomik2 21.01.06, 01:14
      Tymczasem przykład spoza Europy, zanim Wujek odpowie.
      To Tokio. Koniec lat 80-tych to szalony rozwój budownictwa wraz ze wzrostem cen
      np. mieszkań w Japonii. Ceny wywindowane do b. wysokiego poziomu. Mnóstwo ludzi
      kupiło wtedy mieszkania na górce, bo też sądzili, że będą jeszcze droższe. A w
      latach 90-tych wystąpił kryzys na rynku nieruchomości. Ceny poleciały ostro w
      dół, wielu ludzi pozostało ze spłatą kredytów większych, niż aktualna wartośc
      mieszkań.
      W Tokio akurat jest cieplejszy klimat i od biedy można zamieszkać pod mostem
      (widać tam sporo ludzi rozłożonych ze swoimi dobytkami w różnych dziwnych
      miejscach - widziałem to, gdy kilka lat tam mieszkałem.
    • Gość: ciekawy IP: *.vc.shawcable.net 21.01.06, 04:59
      problem polega na tym ze japonia wtedy przezywala krach ekonomiczny, chyba
      najgorszy po II ws, polska z drugiej strony powinna miec przed soba okres
      wyjatkowej prosperity ze wzgledu na kase z unii.
      bedziemy sie robic coraz bogatsi, szczegolnie w duzych miastach.
      dobre lokalizacje, nietypowe mieszkania beda horrendalnie drozec.
    • samentu 21.01.06, 16:50
      tzn. kasa z Unii będzie bezposrednio płynela do portfela Polaków???
      to nie jest żadna zapomoga socjalna tylko kasa na inwestycje
      trzeba mieć własny wkład żeby dostać cokolwiek
      a prosze zobaczyć jakie my juz teraz mamy problemy z własnym wkładem
      a jakie mieć bedziemy gdy za 2 -3 lata zacznie sie recesja w gosp.?
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • atomik2 21.01.06, 19:23
      Gość portalu: ciekawy napisał(a):

      > problem polega na tym ze japonia wtedy przezywala krach ekonomiczny, chyba
      > najgorszy po II ws,

      To nie tak, że Japonia przeżywała WTEDY krach ekonomiczny. Ten kryzys ZACZĄŁ SIĘ
      od krachu w budownictwie, znacznie przegrzanym i z napompowaną właśnie w tej
      branży bańką spekulacyjną. Pojawiły się problemy z obsługą kredytów budowlanych,
      potem z wypłacalnością dłużników z branży budowlanej, potem problemy zaczęły
      mieć banki i dalej cała gospodarka. Do obecnych czasów banki nie uporały się ze
      złymi długami, podstawową zmorą obecnie gospodarki japonskiej, jak się słyszy.
      Czyli pęknięcie bańki w budownictwie pociągnęło za sobą całą gospodarkę. Kraj
      kwitnącej wiśni zamienił się w kraj więdnącej wiśni (choć wiśnie nadal kwitną),
      i nawet stopy procentowe 0.1 % (jedna dziesiata procenta !!!) nie pomagają w
      zakończeniu recesji.



    • Gość: olo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.06, 15:52
      he he, to dobre. Wszyscy jestesmy ciekawi w jakim to mieście zachodniej europy
      przeżyłeś ten krach, gdzie ceny spadły o 70%. Może podasz przynajmniej państwo.
      Nie zdziwię się, jeśli już się nie pojawisz w tym wątku, bo nie ma takiego
      miasta, ani państwa, gdzie ceny nieruchomości spadają o 70% (cywilizowany kraj,
      bez wojen, demokracja, kapitalizm), ale z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

      A tak na marginesie, to prawdziwy popyt na mieszkania zacznie się dopiero
      wtedy, kiedy bezrobocie u nas spadnie do porównywalnego w europie. Na razie to
      mamy zastój w nieruchomościach, :-).
    • Gość: Twój_koszmar IP: *.escom.net.pl 21.01.06, 18:29
      Słuchaj pajacu, jeśli jesteś takim ekonomistą, to czemu nie kupiłeś mieszkania
      jak w 2003 był "dołek"?

      ...Bo wtedy jeszcze byłeś przed maturą i naturalnie przed pierwszymi wykładami z
      mikro/makroekonomii w swojej Wyższej Szkole Mydła i Powidła, HAHAAH! :))
    • Gość: ciekawy IP: *.vc.shawcable.net 22.01.06, 09:45
      ja kupilem i zarobilem minimum 100%.
      powazka.
    • janu5 17.01.06, 12:27
      To nie jest błąd w tytule. Mieszkania w Polsce sa ciagle tanie ale wciąż za
      drogie. Ciagle tańsze w porównaniu do cen za m2 w tzw starej europie ale za
      drogie na kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Mamy tu dwie ceny jedna bezwzględna
      ta ciagle jeszcze jest mniejsza niż na zachodzie Europy i cena względna
      odniesiona do średnich dochodów Kowalskiego.
      Ktoś tu podawał link z którego wynikało ,że przeciętna cena mieszkania na rynku
      wt ornym w Berlinie to 1700EU czyli jakieś 6500zł/m2 cena w Warszawie będzie
      4000zł/m2 ,a w trójmieście 3000zł/m2 ( mówię o rynku wtórnym) czylijest spory
      zapas na wzrosty. Natomiast te 1700EU to jest około 0.5 tego co przeciętny
      berlińczyk dostaje na rekę natomiast 4000zł to jest 2 razy tyle co przeciętny
      warszawiak dostaje na rekę. Wniosek w Warszawie mieszkania sa 4 razy droższe
      niż w Berlinie ( względnie ) i jednoczesnie 1.6 tansze niż w Berlinie
      bezwzględnie. Jeżeli pomyliłem się w oszacowaniach to mnie skorygujcie ale
      wniosek będzie ten sam są jednoczesnie tansze i droższe.
      Co do meritum dyskusji zgadzam się ,że obecnie jest sztuczny tłok/ Mieszkania
      szybko drożały więc podaz zmalała bo potencjalni sprzedawcy licza ,że za rok
      sprzedadzą kilkadziesiąt procent drożej , a niektórzy kupuja na zasadzie lokaty
      kapitału więc wzrósł popyt. Tu zadziałał mechanizm udzielania kredytów o czym
      wielu już mówiło. Natomiast spokojna głowa niebędzie wielkiego tąpnięcia wsumie
      nikt niestraci. Banki wyjdą na swoje bo za parę lat te mieszkania od
      zbankrutowanych pechowców i tak sprzedadzą drozej ( nieznacznie ale zawsze) a
      na kredytach do tego czasu zarobią . Pechowcy przez ileś lat będa mieszkaliw
      ludzkich warunkach za cenę kredytu która jest jeszcze mniejsza niż cena wynajmu
      analogicznego lokum. Tak więc nikt nie straci.
      prognozy na przyszłość. Przez najbliższe 2 lat ceny mieszkań nadal będa rosły
      ale już nie tak szybko. Tapnięcie nastapi dopiero po wejsciu Polski do strefy
      EURO.
      Krach na rynku nieruchomości w całej EUROPIE spodziewany jest dopiero po 2050
      roku kiedy to zacznie spadac liczba ludności - normalnie będzie za duzo
      mieszkań.
    • Gość: zainteresowany IP: *.vc.shawcable.net 18.01.06, 08:30
      nie wyobrazam sobie powrotu do cen z 2003 jesli chodzi o dobre miejsca w warszawie.
      wtedy mozna bylo kupic za 25 tys $ ladna kawalerke w centrum.
      teraz trzeba na to 3 razy wiecej.
      jako osoba obserwujaca rynek z zagranicy jestem przekonany ze ceny beda rosly
      juz nie tak dramatycznie jak ostanio ale jednak.
    • Gość: Kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.06, 18:41
      A jednak ludzie tochę juz spuszczają z tonu i wystepuje lekkie przychamowanie
      cen.
    • frankhestain 20.01.06, 16:09
      i co z tego mieszkanie sie kupuje bo jest potrzebne tu i teraz kto sie
      zastanawia co bedzie za 5 10 15 lat może bedzie tak może inaczej

      bede mial kase bede placił nie bede to sprzedam kupie mniejsze albo do tesciow

      jezeli chodzi kupowaniejako inwestycje to niem biznesu bez ryzyka an a nawet

      nie ma zycia bez ryzyka chcesz miec pewny interes to założ lokate

    • Gość: developer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.06, 16:39
      jesli komus wydaje sie ze ceny mieszkań w polsce spadna , albo ze nastapi ich
      znaczna redukcja - to niech tak dalej mysli i czeka na lepsze czasy -
      powodzenia
      jeden m2 za 10 lat będzie wart średnio 2 tyle – pomijam przypadki kiepskich
      lokalizacji czy też inwestycji o kiepskiej jakości
      rynek nieruchomości to nie rynek akcji – nie jest obarczony aż takim ryzykiem
      tylko trzeba robić to z głową
    • Gość: eli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:31
      Ludkowie przeczytajcie jeszcze raz co napisał frankhestain, bo napisał mądrze.
    • Gość: gts IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 20:17
      herox napisał:
      >A co do teorii o najbezpieczniejszym produkcie dla banku, jakim jest kredyt
      >hipoteczny to chcę wam uzmysłowić, że jesteście w wielkim błędzie.
      >Teraz banki dają kredyty na 100-110% wartości nieruchomości, których wartość
      >rynkowa jest przeszacowana i ulegnie conajmniej 30% korekcie, gdy hossa się
      >zakończy. Jakie zabezpieczenie będą miały banki na swoich pieniądzach? Max. 60-
      >70%. A niech zaczną się co u niektórych problemy ze spłatą (kurs CHF, LIBOR)
      >to kto wtedy dopłaci brakującą różnicę?

      proste: KLIENT !

      >Tak więc powtórzę jeszcze raz moją radę:
      >jak kupować mieszkanie to wyłącznie bez wkładu własnego - po co tracić własne
      >pieniądze.

      to ma sens jak zapłacisz kilka pierwszych rat bez wiekszej pierwszej wpłaty...
      a jak później to już tracisz dużo wiecej własnej kasy....
      a bank i tak sciągnie z kilenta resztę kasy do całości zaciągniętego kredytu !!
      tego nie wiedziałeś ??
      CIEKAWE !!
    • Gość: MAXX IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.01.06, 21:38
      Ludzie ,w nieruchomościach ważne są dwie rzeczy : lokalizacja i standard
      wykończenia- mieszkania "dobre" są drogie i będą jeszcze droższe ,
      mieszkania "kiepskie" są w mniejszych miastach tanie i kupowane tylko z
      przymusu -bo np: mlodzi gdzieś muszĄ MIESZKAC....wnioski- kupujcie te "dobre"
      mieszkania,działki, domki .....a na pewno w perspektywie 10-20 lat dużo
      zyskacie......uciekajcie tylko z gett bezrobotnych,biednych,patologii....
    • Gość: jk IP: *.nycmny.east.verizon.net 20.01.06, 20:58
      a ja kupilem 5000m2 w wawrze 2lata temu i teraz mam okolo 30% do przodu...
    • Gość: kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 23:20
      Moneymaking pisze się łącznie. Przepraszam, ale strasznie kole w oczy.

      A kredyt spłacam we frankach i dobrze mi z tym ;)
    • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 12:08
      google test stwierdzil ze obie sa poprawne
    • Gość: edekzfabrykikredek IP: *.wroclaw.mm.pl 21.01.06, 00:14
      Rynek nieruchomości rzeczywiście wydaje się przegrzanym.
      Jesteśmy mieszkaniowo strasznie wyposzczeni. Mamy od niedawna normalne kredyty.
      Podaż byłaby większa, gdyby nie ustawowe unieważnienie planów zagospodarowania
      przestrzennego, a nowe dopiero powstają. Ograniczyło to dostęp developerów do
      ziemi pod budownictwo.

      Dla rozładowania atmosfery proponuję anegdotę "w temacie".
      Jest na Dolnym Śląsku miejscowość z pagórkami. Nie mylić z kurortem,
      miejscowścia letniskową etc. Koło dużego siedliska znajomego wyodrębniona
      została kilka lat temu działka budowlana ca 10 a.
      Tuż przed naszym wejściem do UE oraz wejściem VAT na grunty, jako działka
      budowlana z pozwoleniem na budowę oraz przyłączem energetycznym została
      wystawiona na sprzedaż.
      Działka została sprzedana za pieniądze, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej
      były czystym kosmosem. Sprzedający nawet po klepnięciu transakcji (a przed
      finałem u notariusza), dostawał kolejne, lepsze cenowo propozycje.
      Wstąpiliśmy do Unii. Nowy właściciel,w trakcie biegania po urzedach z aktem
      notarialnym dowiedział sie, że kupił .. kawałek łąki ze skrzynką energetyczną -
      do elektrycznego pastucha jak znalazł.
      Teraz jest juz nowy plan i mozna sie na tejże parceli budować. Jednak podobne
      działki są do kupienia na zauważalnie mniejsze pieniądze.
      Boom w budownictwie na pewno ma wpływ na polski wzrost gospodarzy.
      Jest wielu, którzy czarują budownictwo samospełniającymi się przepowiedniami.
    • forum_wyborcza 21.01.06, 09:24
      Nie jestem gołodupcem bez zdolności kredytowej.
      Mam nie tylko swoje mieszkanie ale i pod wynajem (wszystkie już spłacone).

      Do 2004 roku zysk z wynajmu (minus czynsz, niezbędne remonty, media i okresy, kiedy mieszkanie stało puste) był na dość niskim poziomie, ale w stosunku do ceny mieszkań, można go było zaakceptować.

      Obecnie ceny mieszkań poszybowały w górę, a ceny mieszkań do wynajmu nie tylko nie wzrosły ale spadły.

      Kto bierze kredyt z myślą, że na raty zarobi na wynajmie (a tak namawiają doradcy), powinien sięgnąć po liczydło. ;-)


      A ci, którzy nie traktują mieszkania jak inwestycji, a po prostu muszą gdzieś mieszkać?

      No cóż, zacisną pasa, flaki i żyły wyprują, ale skoro wzięli hipotekę na górce spekulacyjnej, to muszą do emerytury spłacać.

      Nie będzie to pierwsza poważna korekta (nie chcę używać słowa krach) na młodym polskim rynku finansowym. Ale każdy uczy się na swoich błędach.
      Czasy dziesięciokrotnych przebić przy pierwotnych emisjach dawno za nami, po bańce internetowej nie pozostał ślad. Pora na naukę, że nieruchomości to też rynek wzlotów i upadków.
    • Gość: Kitka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 09:43
      Dokładnie zgadzam się, ten rynek faluje i teraz jest własnie górka.
    • Gość: rb IP: 80.121.231.* 23.01.06, 15:21
      T> Dokładnie zgadzam się, ten rynek faluje i teraz jest własnie górka.

      Tak, Ten rynek faluje, ale w kazdym miescie inaczej. W kilku duzych
      dynamicznych miastach i osrodkach przemyslowych - a juz w Warszawie
      zdecydowanie - tendencja w gore na najblizsze 10 lat, poza nimi - jak los,
      ww "fala" i Bog da.
    • Gość: eli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:40
      Cenę mieszkania wyznacza zysk z wynajmu - i stopa kapitalizacji.
      Nikt nie mówi, o innych czynnikach rynku, np. kursie walut. Mądrzy ludzie
      kupowali na początku 2005 szybko, bo euro dochodziło do 4,7, teraz kiedy spadło,
      mają już 25% inwestycji spłacone. Oczywiście mogli się bawić dewizami i zarobić
      na różnicy kursowej, tylko że kredytu na dewizy banki nie dają, a na hipoteki tak!
      I jeszcze jedno, siła nabywcza rośnie i za 3-4 lata kurs złotego dzisiaj
      niewyobrażalny, jutro może być normą. Osobiście nie miałem nadzieji, że euro
      spadnie poniżej 4 zł, a proszę!
    • jerry_jerzy 21.01.06, 11:52
      Ile kosztują aktualnie mieszkania w Londynie czy Paryżu?
    • Gość: Darecki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 12:15
      Co za różnica, skoro jesteśmy prawie najbiedniejszym krajem unii a do ich
      poziomu życia brakuje nam 50 lat, pod warunkiem, że nasz PKB bedzie co najmniej
      5% rocznie, co już samo w sobie jest nierealne.
      W Londynie ceny ruszyły z kopyta jak się gospodarka rozkręciła a nie zapominaj,
      że my przez najbliższe lata bedziemy "solidarni w biedzie".
    • Gość: kula IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.06, 14:08
      Mówimy tutaj o Warszawie, ktora jest stolica i zawsze mieszkania w dobrej
      lokalizacji beda drogie.
      Ludzie srednio wiecej tutaj zarabiaja niz w innych regionach kraju.
      Np. teraz rata kredytowa jest co najmniej 2 razy mniejsza (w walucie) od kosztu
      wynajmu takiego samego mieszkania. W zlotowkach jest to porownywalny koszt
      Wiec chyba sie oplaca, bo splaca sie wlasne lokum.
      Widzialam prognozy UE dot. wzrostu zarobkow w Polsce w najblizszych latach - i
      co ciekawe w ciagu najblizszych 8 lat - place bede rosly az 3 krotnie.
      Czyli kupujmy nieruchomosci, bo teraz obcokrajowcy wykupuja co lepsze
      mieszkania i kamienice.

    • samentu 21.01.06, 16:34
      w ciągu 8 lat płace wzrosna 3x he he:)))))
      zdaniem Wydziału Propagandy przy Biurze Politycznym KC PiSu
      juz za dwa lata prześcigniemy Czechy!!!
      tylko że Bank Światowy MFW i inne organizacje miedzynarodowe sa zupełnie innego
      zdania niestety
      vide ostatni raport Banku Światowego o naszych płacach
      w Polsce płace europejskie goni tylko niewielka grupka w dodatku stale sie kurczaca
      wiekszość Polaków nie tylko że nie goni ale relatywnie traci
      ich pensje nie rosły od x lat i nie nadążaja nawet za inflacją
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: magg17 IP: *.swidnica.mm.pl 21.01.06, 19:15
      Dobrze mowisz, tylko co ma zrobic zwykly zjadacz chleba, ktory nie inwestuje na
      gieldzie, a chce pomieszkac sam(a)? Chcialabym kupic male mieszkanko, ale
      czekac 2 lata na spadek cen ......
      Co bys mi poradzil, please?
    • samentu 21.01.06, 20:26
      kupić mozna zawsze jak się Tobie bardzo spieszy
      1. jeżeli masz dostatecznie dużo gotówki
      2.jezeli masz zdolność kredytową i to przy mniej korzystnych kursach niz są obecnie
      usiądź w domu policz sobie ile wyniesie rata miesięczna przy wyższych stopach w
      Szwajcarii (a wzrosnąć mogą nawet o 1 - 2 %)
      i przy nizszej sile złotówki o jakieś 10 - 50 gr
      jeżeli przy gorszych scenariuszach podołasz ze spłatą raty to kupuj
      ja osobiście zamierzam czekać te 2 lata (głównie ze wzgledu na loklizację jak
      pisałem)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: magg17 IP: *.swidnica.mm.pl 22.01.06, 08:42
      Najgorsze, że wszystko mam na styk, tzn. zdolność kredytową sama mam tylko na
      120 tys. - przy tych cenach to trochę mało na miłą chatkę, rodzinka nie bardzo
      może mi dołożyć zdolności i sytuacja jest patowa, do tego te pakudnie wysokie
      ceny, chybr rzeczywiście należało by to przeczekać, ale wszyscy wkoło wiją
      swoje gniazdka to i mnie się marzy. Twoje posty mnie trochę studzą, więc napisz
      coś jeszcze, proszę, wylej kubeł zimnej wody na mój rozpalony łeb.
      Pozdrawiam
    • samentu 22.01.06, 15:23
      skoro sama policzyłaś że jesteś na styk więc odpowiedziałaś sobie na pytanie
      czy stać Ciebie
      prawda bolena brzmi - niestety narazie nie
      to że wszyscy obecnie wprowadzają się i pewnie na każdym spotkaniu z znajomymi
      przewija sie jeden temat
      jak to fajnie jest mieszkać u siebie - jest normalne i trzeba jakoś przezyć
      ponieważ kredyt jest na 30 lat (policz sobie ile bedziesz miała kiedy go
      spłacisz i czy przypadkiem nie bedziesz juz na emeryturze wtedy)
      to juz za lat kilka tematem rozmów znajomych bedzie dlaczego rata jest taka
      wysoka, dlaczego na nic nie mozemy sobie pozwolić, dlaczego musimy pracować
      więcej kosztem naszych związków i rodzin
      odpowiedz sobie na pytanie czy Twoje życie jest po to by miesiąc po miesiącu
      nabijać kabze bankowi
      i tak przez wiekszość dorosłego zycia!
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: magg17 IP: *.swidnica.mm.pl 23.01.06, 19:10
      Wszystko to prawda, ale kasa, chociaż ta niewielka, przecieka między palcami -
      kolejny ciuch, i kolejny, i kolejny - a tak byłoby gdzie pchać ....
      łamię się
    • Gość: ro IP: 80.121.231.* 23.01.06, 15:36
      Droga magg nie daj sie podprowadzic Panu "S".
      Chyba ze chcesz spedzic zycie w poczekalni. Statystycznie bedzie sie wiodlo za
      pare lat lepiej kazdemu z nas. Prawda, ze od statystyki jest wiele odchylen,
      ale mieszkanie w zyciu kazdego czlowieka jest dobrem wyzszym i jesli z niego
      rezygnujesz przez iles lat - to tak jakbys te kilka lat z zycia wrzucila do
      smietnika. A ilosc tych lat jest ograniczona i kazdy rok jest jedynym w naszym
      zyciu i niepowtarzalnym... Wiem cos o tym, taki blad sam popelnilem kiedys.
      Zadne inne dobra materialne nie sa porownywalne z wartoscia wlasnego domu czy
      mieszkania.
      Masz szanse 10 procent ze ceny spadna i 90 procent ze wzrosna. Zycze odwagi.
    • Gość: magg17 IP: *.swidnica.mm.pl 28.01.06, 18:01
      Tak naprawde to nie pamietam, zeby ceny mieszkan spadly w Polsce, zreszta na
      nic nie spadly, moze o pare groszy benzyna czasami, ale tylko po to, zeby
      pozniej jeszcze wiecej podrozala. Musze kupowac, w lutym troche potanieja
      kredyty
    • Gość: Darecki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 17:03
      Gość portalu: kula napisał(a):

      >co ciekawe w ciagu najblizszych 8 lat - place bede rosly az 3 krotnie.

      Nooooooo pewnie!!!! Chyba cie kula pogięło!!! Ciekawe dlaczego w ciągu
      minionych ośmiu lat raczej płace spadły niż wzrosły, zwłaszcza w Warszawie.
    • Gość: Górnik IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 21.01.06, 17:35
      > co ciekawe w ciagu najblizszych 8 lat - place bede rosly az 3 krotnie.
      > Czyli kupujmy nieruchomosci, bo teraz obcokrajowcy wykupuja co lepsze
      > mieszkania i kamienice.

      Trzykrotny wzrost płac?!
      Dobre! Tyle to się nawet górnikom podczas ostatnich manifestacji w Warszawie nie śniło.
    • Gość: Kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 18:01
      Ha ha , mi narazie dwukrotnie obcieli pensje. Własciwie nasza rodzina leci w
      dół.
    • Gość: mamamonika IP: *.chello.pl 21.01.06, 18:55
      Czyli w ciągu 3 lat można się spodziewać mniej więcej 3 podwyżek? ;-) Nie
      napadajcie na dziewczynę, to się może zdarzyć jak się będzie starała ;-)
    • montrealczyk1 21.01.06, 14:23
      Załamało sie budownictwo na wsi. Zabudowa siedliskowa na wsi jest wtej chwili
      prawie niemożliwa. Może specjaliści powiedzą ile jest pozwoleń i warunkó
      zabudowych, gdzie właściciele rolnicy wystąpili po 1.01.2004r. Nie przed 2004.
      Do końca 2003r.można było bez problemu dostać w Polsce pozwolenie na zabudowę
      siedliskową . Teraz to droga przez mękę. Poprosze o opinię osoby ,które mają
      podobne problemy-doświadczenia. Czy rolnicy mają sprzedać gospodarstwa i
      przenieść się do miast do tej bańki spekulacyjnej. Ja sądzę ,że najgorsze przed
      nami zanim ceny horendalne nieruchomości w Polsce wyrównają się z cenami w
      Irlandi, Angli, Hiszpani. Nie na darmo zagraniczne fundusze inwestycyjne, firmy
      ubezpieczeniowe i inni inwestują w Polsce. Bo u nas w Uni jest jeszcze tanio.
      KUPUJCIE TANIE NIERUCHOMOŚCI. pRZEDE WSZYSTKIM DZIAŁKI ROLNE. gDZUIE . nIECH
      KAŻDY PODEJMIE DECYZJE SAM. Ziemi rolnej w Polsce nie mogą jeszcze kupować
      cudzoziemcy. Jeszcze przez kilka lat. Tutaj też ceny idą w górę ale nie tak jak
      mieszkania i działki budowlane. Polecam art. w Gazecie Wyborczej z 11.01.2006r.
      tt. Jak odrolnić ziemię .? Jak zbudować dom na ziemi rolnej. Dodatek dom-
      nieruchomości. Polecam także Akademie inwestora w Warszawie , www.
      mibpartner.pl , lub www. bbnieruchomosci.pl- wykładowcy. Czytałem na ich
      stronach internetowych opinię wcześniejszych kursantów.
    • montrealczyk1 21.01.06, 14:29
      Działki siedliskowe są jeszcze tanie . Szczególnie w okolicach dużych miast. A
      ceny i spekulacja. Ja myślę,że każdy z nas może coś wcześniej zrobić. Jeden
      jest bardziej zapobiegliwy inny mniej . A co będzie jeśli opłaty za użytkowanie
      wieczyste zostaną urealnione . Tak jak kilka lat temu na warszawskim mokotowie
      i bielanach. Opłata roczna w użytkowaniu wieczystm 7 tys. zł. Należy wyjść
      dalej od granic miasta. Może 30-40km może dalej. Niestety mieszkanie w centrum
      miasta to ogromne wydatki . Jak duże dowiemy się już niedługo .Bo taki podatek
      jest w innych krajach/
    • mamamonika 21.01.06, 14:30
      Czyżby obywatel kanadyjczyk reklamujący coś tam w innym wątku????
    • montrealczyk1 21.01.06, 14:36
      pozdrawiam Panią Urbanistkę.Bardzo dobre są Pani komentarze.
    • Gość: GreggiBis IP: 83.238.15.* 23.01.06, 11:18
      Czytając wiele negatywnych opini o wynajmnie zarówno teoretyków jak i praktyków
      (nie wiem którzy są mniej kompetentni) przestałem się dziwić dlaczego to
      wynajmowanie idzie mi tak dobrze, dlaczego ludzie płacą u mnie wyższą cenę niż
      przeciętna rynkowa i dlaczego tak łatwo mi jest te mieszkania spłacać. U was
      wszystko jest na nie w nic nie wierzycie i nie potraficie interpretować
      prostych faktów. Niestety wynajem nieruchomości jest bardzo lukratywny nawet na
      kredyt, mieszkanie spłaca się samo tylko trzeba mądrze wybrać mieszkanie,
      lokalizację, grupę docelową, odpowiednio urządzić itd ogólnie trzeba mieć do
      tego smykałkę , ci którzy jej nie mają niech lepiej trzymają swoje pieniądze na
      lokatach ale niech nie obrzydzają innym inwestycje w nieruchomości tylko
      daltego że im się nie udało. Wynajem jest jak biznesik, albo wypala albo
      bankrutuje i w obydwu przypadkach rezultat zależy tylko i wyłącznie od nas
      samych
    • montrealczyk1 21.01.06, 14:31
      MŁODZIEŻY OSIEDLAJ SIĘ POD DUŻYMI MIASTAMI. Gdzie? Wybierzcie przyszłość,która
      jest już dziś. Za parę lat możecie bardzo żałować,że nie macie miejsca pod swój
      dom.
    • nietuzinka 21.01.06, 14:34
      Zapraszamy do Złotopolic pod Warszawę . K/Zakroczymia.forum reg. miast woj.maz.
    • montrealczyk1 21.01.06, 14:46
      Jeśli mieszkanie kosztuje 200 000zł. A my zamierzmy je wynajmować przez 10 lat.
      To należy zrobić rachunek 200 000: 120 miesięcy= czynsz miesiączny + remonty.
      Jeśli się nie po\opłaca to albo kupujemy z myślą,że czynsze wzrosną albi
      inwestujemy na giełdzie ( tylko w co ).
    • Gość: autor IP: *.acn.waw.pl 21.01.06, 19:44
      z wielką przyjemnością i czasem rozbawieniem czytam wszyskie wpisy - szczególnie
      szanownych ekonomistów i "bankierów".. :)

      nie ripostuję złośliwie nikogo z przedmówców (a mógłbym) i proszę o vice-versa
      no to jedziemy:

      po pierwsze: nieruchomości są nacenniejszym dobrem materialnym, które można
      gromadzić - im więcej tym lepiej, zwłaszcza tych droższych i w lepszej lokalizacji.

      Kupując mieszkanie, kupujesz opcję na wzrost jej wartości a hipotekę
      zabezpieczasz czynszem od najemców. Nie straszne wtedy są zapowiadane korekty,
      bo w nie nie wierzę a nawet jeśli miałyby przyjść to i tak na tym nie stracisz.

      Zrobiłem raz tak, że kupiłem ruderę w super miejscu za X, i PRZED wpisem do KW
      wyremontowałem je i sprzedałem z odpowiednim dla siebie zyskiem - trwało to 3
      miesiące. (było warto:)

      Co roku kupuje mieszkanie na wynajem, dla mnie nieważne jest czy cena mieszkania
      spadnie czy wzrośnie - przynajmniej w najbliższych latach.
      Oczywiście cieszy serce kalkulacja, że gdybym tylko zechciał - mogę je sprzedać
      i zobaczyć na kontku różnice między wywindowaną ceną sprzedaży i zawsze okazyjną
      ceną kupna. :))) Kupić działkę, zbudować dom i jeszcze sporo by zostało.

      Ale póki co, same się spłacają - nie mam więc ciśnienia i w tym tygodniu kupuję
      kolejne - tym razem na Kabatach. A odpukać jak się coś rypnie - sprzedam jedno
      czy nawet dwa i jestem wolny od kredytów z nadwyżką.

      Od roku swoje mam spłacone ale kosztowało mnie to rezygnację z okazyjnej oferty
      - trudno się mówi i czasem żałuję ale.. śpię spokojnie :)

      Na koniec bardzo proszę dyżurnych ekonomistów o rozwagę w forsowaniu własnych
      przemyśleń, nasz rynek nieruchomości NIE BĘDZIE taki jak na zachodzie, nigdy tak
      nie było i nigdy nie będzie.

      A dla entuzjastów różnych analiz makroekonomicznych zagadka :)
      - ile procent obywateli RP ma telefon komórkowy?
      30%?
      - a wydawałoby się, że wszyscy mają co najmniej po dwie :)

      Polska to ogromny kraj i przy podejmowaniu ważnych decyzji nie można sugerować
      się swoim otoczeniem bo ZAWSZE zniekształca ono obraz rzeczywistości.
      I tym filozoficznym wywodem pragnę podziękować za uwagę:)
    • Gość: Aldi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 20:31
      Rozumiem, że jak będziesz koło 40-stki będziesz miał około 15 mieszkań?
      Jeżeli piszesz, ze hipotekę zabezpieczasz czynszem on najemców, to się trochę
      pogubiłeś w zeznaniach. Oznacza to, że "kupujesz niby" te mieszkania na kredyt
      i co roku banki dają ci nowy kredyt, bo głupie są?
      Jeżeli uważasz, że czynsz od najemców minus Twoje koszty: czynsz, remonty,
      przestoje pokrywa ci ratę kredytu, to znaczy, ze nie wynajmujesz żadnego
      mieszkania, bo najwyraźniej o tym pojęcia nie masz, tylko jakieś teoretyczne
      wyliczenia sobie porobiłeś na kolanie. Mieszkań do wynajmu jest od cholery.
      Ludzie wynajmują tylko wtedy, gdy mają umowe o pracę na czas nieokreslony a jak
      tylko nabęda zdolność kredytową od razu sie wyprowadzają na swoje. Studentom
      nie ma co wynajmować, bo szukają najtańszych nor a potem i tak zniszczą. Wiem,
      bo wynajmowałem, z radością sprzedałem i teraz mam święty spokój a kasa pracuje
      gdzie indziej i jak na razie (nie wiem jak długo)daje większe zyski niż
      przyrost wartości mieszkania i czynsz razem wzięte. A jak tąpnie giełda to i
      nieruchomości tąpną, bo jedno i drugie zależy od koniunktury w gospodarce.
      Ale mam głowę spokojną, że jak mi panienka wynajmująca zajdzie w ciąże, to
      jedyne co będę mógł zrobić, to prosić ją żeby mi przez te kilka lat, co będzie
      mieszkać za frico, za bardzo mieszkania nie zniszczyła.
      Nie wiesz o czym piszesz kolego, tyle ci powiem. Aha, i wynajmowałem na
      Kabatach.
    • Gość: dziki dzik IP: *.chello.pl 21.01.06, 21:22
      niby zarabiam niezle na Polske ale nie duzo jak na Warszawe 2100 netto, gdy
      metr mieszkania kosztuje około 4000 PLN. jdnoczesnie sprawdzam zdolnosc
      kredytowa i bank chce mi dac około 210 tys PLN na mieszkanie. według mnie sa
      oni nienormalni. porównujac ceny mieszkan do srednich zarobków to ostro
      przegrzane to jest. ps. wynajmuje mieszkanie na zoliborzu za 600 PLN plus
      opłaty. koles na lokacje w Lukasie zarobił by co miesiac około 700 PLN. bzdura
      jest myslenie ze z wynajmu bedzie sie spłacac kredyt. to juz nie teraz. ps.
      jest bardzo duzo niedrogich mieszkan do wynajecia za nieduze pieniadze.
    • Gość: Właściel IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 21.01.06, 21:28
      > niby zarabiam niezle na Polske ale nie duzo jak na Warszawe 2100 netto, gdy
      > metr mieszkania kosztuje około 4000 PLN. jdnoczesnie sprawdzam zdolnosc
      > kredytowa i bank chce mi dac około 210 tys PLN na mieszkanie. według mnie sa
      > oni nienormalni. porównujac ceny mieszkan do srednich zarobków to ostro
      > przegrzane to jest. ps. wynajmuje mieszkanie na zoliborzu za 600 PLN plus
      > opłat

      Nie strasz tymi sześcioma stówami, bo ja za najmniejszą kawalerkę biorę obecnie więcej. :-0
      Jak tak dalej ceny polecą w dół, to pierniczę to i sprzedaję wszystko poza swoimi czterema kątami (póki ceny wywindowane).
    • Gość: Właściciel IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 21.01.06, 21:24
      > Jeżeli uważasz, że czynsz od najemców minus Twoje koszty: czynsz, remonty,
      > przestoje pokrywa ci ratę kredytu, to znaczy, ze nie wynajmujesz żadnego
      > mieszkania, bo najwyraźniej o tym pojęcia nie masz, tylko jakieś teoretyczne
      > wyliczenia sobie porobiłeś na kolanie. Mieszkań do wynajmu jest od cholery.
      > Ludzie wynajmują tylko wtedy, gdy mają umowe o pracę na czas nieokreslony a jak
      >
      > tylko nabęda zdolność kredytową od razu sie wyprowadzają na swoje. Studentom
      > nie ma co wynajmować, bo szukają najtańszych nor a potem i tak zniszczą. Wiem,
      > bo wynajmowałem, z radością sprzedałem i teraz mam święty spokój a kasa pracuje

      Święta racja.
      Wynajmować można jedno, dwa, góra trzy mieszkania.
      A poza tym, to komu je wynajmować, skoro nawet studenci chcieliby już na pierwszym roku zaciągnąć kredyt hipoteczny? :-)
      Ceny wynajmu nie tylko nie wzrosły, ale na dodatek trochę spadły (piszę o Warszawie i największych, uniwersyteckich miastach).

      Wynajem to użeranie się z lokatorami, pilnowanie rachunków i remonty.
      Kto nie wynajmował, ten nie zrozumie jak ludzie niszczą cudza własność. A Wymagania mają, że ho-ho. Za tysiąc złotych na miesiąc chcieliby wynająć apartament jak z telenoweli.
      Wynajmuję i zawsze życzę sobie ceny trochę powyżej średniej rynkowej (dobra lokalizacja). Typowi najemcy, czyli trzech studentów plus kolejna dwójka na waleta nawet nie ma co pytać mnie o mieszkanie.
      A jednak przez dziesięć lat tylko jeden jedyny raz nie miałem żadnych kłopotów ze ściąganiem należności.

      Dalej, hipoteka wiąże lokatora prawie na całe życie. Najemca może w każdej chwili znaleźć tańsze lokum na peryferiach. Cóż z tego, ze będzie półtorej godziny dojeżdżał do centrum, jeżeli zaoszczędzi kilka stów na czynszu?
      A dla właściciela to kłopot, bo mieszkanie może poza tym, jak najemcy uciekną stać puste i kilka miesięcy. A czynsz leci (o ratach hipotecznych nawet nie chcę myśleć, bo to moim zdaniem szczyt głupoty brać kredyt hipoteczny zabezpieczony wynajmem).
      Ludziom się wydaje, że jak tylko kupią od dewelopera gołe cztery ściany, to za miesiąc przez trzydzieści at pieniądze z wynajmu będą leciały do kieszeni jak z lokaty bankowej. Ha-ha-ha... Dobry żart.

      O takim drobiazg, jak urząd skarbowy nie wspominam. A wku..eni na maksa rozrywkowymi lokatorami-studentami sąsiedzi potrafią być wredni. Oj, potrafią.

      Mieszkań do wynajęcia jest obecnie więcej, niż potencjalnych najemców.
      Każdy, kto pracuje i ma choć minimalną zdolność kredytową łapie się na reklamy banków w stylu „Nie płać za cudze, mieszkaj na swoim” i winduje ceny nowych mieszkań.
      Do mieszkania zgłaszają się chętni, którzy tydzień temu przyjechali z prowincji i dostali umowę na trzy miesiące okresu próbnego. I co, mam takim wynająć mieszkanie? Za pierwszy miesiąc zapłaci z góry, ale na kaucję już nie ma forsy, bo ledwie co przyjechał. Za drugi miesiąc po dwóch tygodniach użerania się pieniądze zobaczę, a za trzeci figę, bo po trzech miesiącach firma zatrudni na jego miejsce kolejnego nowego na okres próbny.

      Przez dziesięć lat jeszcze nie było tak źle na rynku wynajmu mieszkań.
      To jeszcze nie krach, bo opłata za wynajem pokrywa czynsz, media i drobne, bieżące remonty, ale o spłacie ewentualnych rat nie ma co marzyć.

      Tak więc, gdy ktoś chciałby zobaczyć recesję na rynku mieszkaniowym, niech spojrzy na rynek najmu. A podstawy ekonomi uczą, że towar jest wart tyle, ile chcą za niego zapłacić.

      Jednak ceny nowych mieszkań – moim zdaniem – będą wciąż rosły. Jak długo? Do momentu, kiedy obecnym szczęśliwym posiadaczom hipotek spłacanych do emerytury i wyżyłowanych do ostatniej złotówki nie zacznie brakować pieniędzy. Póki można skredytować 100% wartości mieszkania, póty ludzie nie myślą nad spłatą; według zasady, ze jakoś to będzie, znajdzie się lepsza pracę, złotówka się wzmocni, a Japonię przegonimy (co będziemy duplikat budować :-). Urodzą się im dzieci, które podrosną; a im większe dziecko, tym większe wydatki (lekarz, szkoła, wakacje, itp.).
      Przez lata przerobiłem te scenariusze. Z jednym wyjątkiem lokatorzy przestawali mieszkać nie dlatego, że znaleźli lepsze mieszkanie, ale dlatego, że przeliczyli się z możliwościami finansowymi.

      Mimo spisanej umowy na dwa lata, mogę sobie tylko szukać nowego najemcy, kiedy obecny zwieje nie płacąc. Z hipoteką nie będzie tak prosto, bo bank, w odróżnieniu ode mnie, ma możliwości ściągania zobowiązań. Ale to na szczęście nie mój problem.

      Ludziska licytują cenę mieszkania jakby to był drobiazg na Allegro. Poczekamy kilka lat, aż banki zaczną wystawiać „negatywa”. ;-)

      Swoja drogą, gdyby banki nagle zwariowały i zaczęły kredytować nie 100%, a 500% wartości mieszkania, to ceny natychmiast skoczyłyby pięciokrotnie. Jak licytować, to licytować. :-)
    • Gość: mmk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 22:07
      W 100 % zgadzam sie z Wlascicielem. Zwlaszcza watek z Allegro i licytacja
      uwazam za szczególnie udany. Sądzę że ludzie masowo kupują mieszkania bo wydaje
      im się, że dostają prezent od banku. Jak metr kwadrat kosztuje 5000 to bierzemy
      kredyt na 30 lat, jak 8000 to bierzemy kredyt na 80 lat. I jakoś to będzie! A
      na mieszkaniu nie można stracić przecież. No pewnie, że nie:)! Popyt jest bo
      mieszkania kupują banki! A jak jest popyt to musi być odpowiednia do niego
      cena. Lepiej miec swoje niz wynajmowac cudze? Gdybym mial dzis kupic (a nie mam
      bo nie musze) to wolalbym chyba wynajmowac... taniej i bezpieczniej niz M z
      krechą! A ewentualną kasę inwestował inaczej. Ludziom wydaje sie ze PL to Stany
      albo stara UE - bo tam wszyscy zyja na kredyt, kupuja domy i mieszkania i
      splacaja cale zycie i zawsze jest z czego. Tylko ze w USA jak strace swoje
      biurko i laptopa z uposazeniem wlacznie to pojde latac dachy albo na budowe za
      1000 usd, i jakos bedzie... W PL jakcos sie sypnie i kaza mi opuscic biurowiec
      to na budowie dostane 300 usd. A ceny metra kwadaratowego wcale sie tak bardzo
      nie roznia, nie 3 razy... O dzieciach i rosnacych kosztach zycia i utrzymania
      nie wspomne... Ale co tam, jakos to bedzie...
      PS. Tez bede kupowal wieksze M, ale za 3 lata! Jak bedzie zobaczymy, jesli nie
      bedzie taniej, to drozej napewno tez nie:)
    • Gość: taki głosik IP: *.chello.pl 21.01.06, 22:14
      oni tez na poczatku nowego wieku uwazali ze Polacy beda coraz bogatsi i beda
      kupowac coraz wiecej samochodów. ilu dealerów padło w tym czasie??? ile nowo
      budowanych salonów niedoczekało sie otwarcia????? podejmowali decyzje o
      inwestycjach w szycie koniunktury. a to lekki bląd jest - 1 ro ekonomii chyba o
      tym uczy.
    • balbec 22.01.06, 10:56
      Porównanie z samochodami jest mocno nietrafione, bo kryzysu na rynku samochodów
      nie ma. Jest kryzys na rynku NOWYCH samochodów, który nie wynika z tego, że
      ludzie nie sa bogatsi (bo są), ale z tego, że mozna teraz swobodnie sprowadzać
      używane auta z zachodu, które zalały nasz rynek. I ludzie kupują je, bo są
      znacznie tańsze od nowych.
    • Gość: bigosik IP: *.chello.pl 22.01.06, 11:45
      jest trafione - inwestor mieszkaniowy tez twierdzi ze moze tylko zarobic, a
      jego mieszkanie bedzie tylko drozec. delaerzy tez tak twierdzili ze beda tylko
      zarabiac dlatego moga stawiac wielkie siedziby dla swoich punktów sprzedazy.
    • balbec 22.01.06, 11:57
      jakby tak do tego podchodzić, to każde porównanie byłoby trafione. Jak ktoś
      kupuje akcje na giełdzie to też twierdzi, że one wzrosną. Problem w tym, czy ma
      się podstawy do takiego twierdzenia. I tu analogia się kończy - bo jak
      napisałem w poprzednim poście, powód kryzysu na rynku nowych samochodów ma się
      zupełnie nijak do obecnej sytuacji na rynku mieszkaniowym
    • Gość: Boom IP: *.dyn.iinet.net.au 22.01.06, 12:20
      za 10 lat samochod jest warty 10-30% pierwotnej wartosci, a nieruchomosc
      50-100% wiecej. Wez gazete sprzed 10 lat i teraz i porownaj sobie ceny.
    • samentu 22.01.06, 15:27
      niekoniecznie
      wstukajcie sobie w wyszukiwarce oferty mieszkaniowe w wschodnich Niemczech
      zobaczycie że ceny tam są porównywalne z cenami w RP mimo 4x wyzszych pensji
      oto efekt implozji demograficznej u bram której my stoimy własnie
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: dc99 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.06, 08:58
      > Porównanie z samochodami jest mocno nietrafione, bo kryzysu na rynku
      > samochodów nie ma. Jest kryzys na rynku NOWYCH samochodów, który nie wynika z
      > tego, że ludzie nie sa bogatsi (bo są), ale z tego, że mozna teraz swobodnie
      > sprowadzać używane auta z zachodu, które zalały nasz rynek. I ludzie kupują
      > je, bo są znacznie tańsze od nowych.

      Czyżby? A uwzględniłeś taki oto czynnik ryzyka:
      1) Urzędasy w końcu kiedyś zabiorą się do roboty nad planami zagospodarowania.
      Tym bardziej że z wyborów na wybory waadza będzie coraz mocniej na ten temat
      naciskana.
      2) Duża kasa z UE pójdzie na inwestycje komunikacyjne (w szerokim znaczeniu)
      3) Zalew tanich samochodów już jest. A jak będzie popyt to sprawna komunikacja
      zbiorowa również powstanie błyskawicznie.

      Wychodzi nam: 1)+2)+3) = znaczne rozszerzenie "strefy wygodnego dojazdu" dookoła
      wielkich miast. I nagle może okazać się że jest dużo atrakcyjnych terenów
      proszących się o budowę, a trochę później że jest dużo atrakcyjnych nowiutkich
      mieszkań i nowych świetnych lokalizacji.

      Porównanie z samochodami jest o tyle trafione że o ile generalny kryzys na rynku
      mieszkań jest mało prawdopodobny, to kryzys na rynku mieszkań kupowanych obecnie
      "bo muszą drożeć" już całkiem tak.
    • Gość: eli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 23:58
      > A czynsz leci (o ratach hipotecznych nawet nie chcę
      > myśleć, bo to moim zdaniem szczyt głupoty brać kredyt hipoteczny zabezpieczony
      > wynajmem).

      No jeśli ty tak myślisz, to faktycznie się nie dorobisz.
      Zasada 1. Nowych mieszkań nie wynajmuje się studentom. Studentom wynajmuje się
      rudery. Studenci płacą grosze.

      Zasada 2. Zasada dźwigni, dlaczego ja mam spłacać kredyt, jeżeli mogą to zrobić
      lokatorzy. Ja mogę dopłacić do kredytu np. 100 zł. W momencie, gdy bedę miał
      spłacone 60-80% kredytu powinienem już mieszkanie sprzedać, bo większy zwrot na
      kapitale będę miał z lokat o funduszach nie wspominając.

      PS. 1. Wynajmuję, więc mówię to z praktyki, nie z teorii.
    • Gość: Boom IP: *.dyn.iinet.net.au 22.01.06, 12:16
      Oczywiscie wynajem jest nieoplacalny i ryzykowny (nie tylko w Polsce), jezeli
      jest obciazony duzymi ratami splaty do banku.
      Natomiast to, ze developerzy podbijaja ceny jest normalne - tak dlugo jak
      znajduja nabywcow tak beda robic. To ze ceny moga spasc za 2-3 lata bedzie
      tylko przejsciowe. Dochod narodowy rosnie, ludzie na robotach zagranica wroca,
      zarobki pojda w gore i powiedzmy za 5-10 lat obecne ceny 200 tys. beda w
      granicach 50-100% wyzsze. Tak sie dzieje wszedzie gdzie jest wolny i normalny
      rynek nieruchomosci.
    • samentu 22.01.06, 15:11
      naturalnie że spadek cen będzie przejściowy na 2 - 3 lata max
      naturalnie że z nowym cyklem zaczniemy pompować nową bańkę
      tylko że o czym zapominacie
      rynek nieruchomosci to rynek towarowy, gdzie popyt jest scisle ograniczony
      wzrostem demograficznym
      a ponieważ mechanizacja produkcji wymusza niski wzrost demograficzny więc i
      chętnych na mieszkania nie będzie przybywać
      Polska jest o tyle w dobrej sytuacji że ma ogromny deficyt mieszkaniowy (około
      1,5 mln) tylko żeby deficyt ten zrealizować to trzeba dać ludziom odpowiednio
      zarabiać a na to się nie zanosi
      ps.
      o emigrantach tez bym nie myslał bo po co nam siła robocza z podstawowym lub
      zawodowym wykształceniem?
      dla Polaków z takimi kwalifikacjami pracy nie ma
      a jak się naściaga emigrantów nie patrząc na rynek pracy to ma sie problem jak w
      Francji
      slumsy bezrobocia w stanie ciągłej rebelii
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: autor IP: *.acn.waw.pl 22.01.06, 19:42
      a co powiesz na może nie optymistyczną ale moim zdaniem REALNĄ wróżbę?
      to, że wzrost demograficzny maleje to jedno ale nie zauważasz jeszcze
      ważniejszego aspektu tj MIGRACJI do dużych miast ludzi z miast mniejszych i ze wsi?
      Moim zdaniem dopóki tak wielu ludzi będzie kupować na raty samochód czy nawet
      telewizor (bo nawet nie marzą o zamianie mieszkania na większe) doputy jest
      jeszcze duży potencjał na rynku.

      największym miastom nie grozi wyludnienie i brak siły nabywczej - wręcz
      przeciwnie. mało tego, za 5 lat ludzie z rodzinami zaczną szukać mieszkań pow
      100m luksusowych lub wyniosą się za miasto. Tym bez rodzin (też będzie ich
      przybywać) wystarczy 2-3 pokoje i będzie ich na to stać.

      A dzisiejsi emigranci i przyszli imigranci to nie sa ludzie bez wykształcenia, a
      nawet jeśli po części tak jest to pozakladają tu swoje firmy i dadzą radę.

      ps. To co nazwałeś bańką jest dopiero drugą falą wzrostu cen.
    • samentu 22.01.06, 19:53
      pewnie że rodzimy potencjał jeszcze jest po prowincji
      pewnie że dużym miastom kataklizm cenowy ala wschodnie Niemcy narazie nie grozi
      tylko że
      1. żeby biedaki które teraz telewizor na raty kupują mogły kupic sobie
      mieszkanie nawet 30 metrowe muszą zasadniczo więcej zarabiać, a zarabiać więcej
      nie mogą bo inflacja skasowała by nasze 15 letnie efekty deflacyjne i to tuz
      przed euro
      (gdybysmy przyjeli euro moglibysmy pompować inflacje dowoli i eksportowac
      wszystko do III świata a że nasze politykiery są innego zdania więc Polacy jak w
      biedzie żyli żyć dalej będą)
      2. dla tych przybyszów państwo powinno budowac mieszkania w WP (tak jak w latach
      70) i gdyby zaczęło obecna bańka pekła by jeszcze szybciej
      na szczęście dla devalpoerów rząd Pisu ma poważniejsze zajęcia niż rządzenie krajem
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: eli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 00:03
      Gość portalu: Aldi napisał(a):

      > Rozumiem, że jak będziesz koło 40-stki będziesz miał około 15 mieszkań?
      > Jeżeli piszesz, ze hipotekę zabezpieczasz czynszem on najemców, to się trochę
      > pogubiłeś w zeznaniach. Oznacza to, że "kupujesz niby" te mieszkania na kredyt
      > i co roku banki dają ci nowy kredyt, bo głupie są?

      Nie ALDI, on po prostu płaci podatki od czynszów i wykazując je podnosi co roku
      swoją zdolność kredytową.
    • Gość: bint IP: 80.121.231.* 23.01.06, 15:56
      > po pierwsze: nieruchomości są nacenniejszym dobrem materialnym, które można
      > gromadzić - im więcej tym lepiej, zwłaszcza tych droższych i w lepszej
      lokalizacji.Kupując mieszkanie, kupujesz opcję na wzrost jej wartości a hipotekę
      > zabezpieczasz czynszem od najemców. Nie straszne wtedy są zapowiadane korekty,
      > bo w nie nie wierzę a nawet jeśli miałyby przyjść to i tak na tym nie
      stracisz.

      Tak,tak, tak.
      Dlaczego Anglicy, Holendrzy Hiszpanie i Irlandczycy kupuja w centrum Warszawy
      cale kamienice? Nie znaja sie na nieruchomosciach? Juz dlatego te ceny ida w
      gore, popyt jest. W dobrych miejscach Warszawy sprzedaz wszystko w 20 dni od
      ogloszenia po cenie 2x wyzszej od zaplaconej w koncu lat 90-tych. I zapewne o
      50% nizszej od tej, ktora bedzie obowiazywala w roku 2010
      Powtarzam za przedmowca: "Nieruchomosci sa najcenniejszym dobrem materialnym".
      Ta prawda nie miesci sie wylacznie w kategoriach rynkowych (jak gielda) ale
      takze w kategoriach emocjonalnych.
      Gotow jestem więcej zaplacic za mieszkanie niż za akcje b.obiecujacej firmy, od
      tego bowiem jak mieszkam moze zalezec moje osobiste szczescie w kazdym roku
      mego zycia. A ryzyko przegranej - znacznie mniejsze.
      >
    • baguita 22.01.06, 09:40
      Pozdrawiam z Londynu. Banka spekulacyjna jest mieszanina popytu i spekulacji. Nie moglaby ona miec miejsca, gdyby banki nie udzielaly pozyczek, bo tylko w ten sposob osiagamy sytuacje, gdzie normalne statystyki rynku mieszkaniowego juz nie zachodza. Banke okreslic mozna jako sytuacje, gdzie nieruchomosci nabywane sa glownie dla celow spekulacyjnych, a nie jako dach nad glowa.

      Banka spekulacyjna istnieje w postaci bardzo juz wyolbrzymionej w Ameryce, np w Kalifornii, a takze w Australii, w Irlandii, w roznych skupiskach w Hiszpanii, i w Wielkiej Brytanii. W Polsce jeszcze takiej banki nie ma, ale bedzie - pytanie jest kiedy.

      Na rynku mieszkaniowym zdrowa sytuacja jest taka sytuacja, gdzie srednia krajowa wartosc mieszkania nie przekracza 4 - 5 razy przecietnego rocznego zarobku brutto. Wiec sprobujcie samie sobie wyliczyc, gdzie Polska jest w tej bance.

      Dodam jeszcze, ze banki naganiaja taka banke nieodpowiedzialnie, bo maja z tego zarobek. Licza na to - i slusznie -ze, kiedy banka peknie, to w tym momencie rzad zdewaluuje pieniadz, zwlaszcza, ze rzad tez pewnie bedzie zadluzony po uszy, wiec inflacja bedzie wszystkim odpowiadac.

      Tak tez bedzie w Polsce, gdzie na pewno za mocna zlotowka przed wejsciem do euro nie bedzie swietnym pomyslem.

      Teraz pare ciekawostek statystycznych z San Diego w Kalifornii, ktore Wam pokaza, ze w Polsce banka jest jescze mala i ma pare lat, zanim trzasnie (a trzasnie, bo zawsze trzaska, takie sa prawa rynku).

      W San Diego: 47% ludzi z hipoteka ma tylko tsw "interest only", czyli w ogole nie splaca, i nigdy nie splaci tej hipoteki, bo tylko ich stac na placenie odsetkow; 37% wlascicieli nieruchomosci to inwestorzy; a 27% nie ma zadnych wkladow wlasnych, czyli hipoteka jest na 100%.

      W dodatku, gdyby nawet ceny nieruchomosci spadly "miekko" do wyrownania juz teraz (marna szansa), to potrzeba 16 lat, zeby te ceny wrocily do przecietnej historycznej 7.5 x dochod (ktora juz jest za duza o wiele!)

      Jak z tego widac, problem jest na calym swiecie, a nagrany jest przez spekulatywna dzialalnosc bankow anglosaskich, ktore zarazily ta choroba banki europejskie, wybiegly z klientow na Zachodzie, a, ze z czegos musza zyc, zabieraja sie do Polski.

      Roznica miedzy pozytywna inwestycja a negatywna (dla rynku) spekulacja jest ilosciowa. Wszystko zalezy od wejscia i wyjscia w odpowiednim momencie.

      Pan Sambuktu (o ile dobrze pamietam) powinien nie czekac, tylko kupowac, poki moze. Polski rynek pojdzie jeszcze duzo w gore, a polskie zarobki tez, nawet jezeli to beda tylko cyfry nominalne (inflacyjne) a nie realne. Ale co z tego?

      Kto czyta po anglielsku, podaje ciekawe linki na temat banki w Kalifornii, obejrzyjcie sobie ciekawe wykresy.


      piggington.com/bubble5
      piggington.com/risks
    • samentu 22.01.06, 14:57
      wszystko pieknie opisałeś tylko że
      niestety czasy dewaluacji waluty celem strząsniecia długów to w czasach Bretton
      Woods były
      obecnie za czasów Forexu nie ma takiej mozliwości niestety/lub na szczęście bo
      1. jesteśmy w UE i musimy wprowadzić euro czyli spełnic kryteria z Maastricht
      tak więc to że wprowadzać Polske do euro przy drogim złotym to zły pomysł to
      jedno tylko że nikt nam nie pozwoli na jakiekolwiek manipulacje dewaluacyjne -
      dokładnie po to powstały kryteria z Maastricht
      2. nawet jak nasz rząd poszedł by na dodruk to i tak sie wyłozy bo musimy
      spłacić długi Gierkowskie na mocy innych umów a dewaluacja pomnozyła by je że
      hej (dłatego Marcinkiewicz rżnąc głupa w telewizji umacnia złotówę na potęgę
      stawiając przy okazji dla City zasłone dymną)
      3. chcieć nie znaczy móc, rząd Japonii intensywnie wysyłał przez całe lata 90
      sygnały inflacyjne i co?
      10 lat deflacji dokładnie po takiej bańce w latach 80 tylko że na wszystkich
      rynkach nie tylko nieruchomosci
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • balbec 22.01.06, 10:53
      Tak czytam wypowiedzi obu stron sporu i kilka uwag mi się nasuwa:

      1/ Porównanie z giełdą jest trafne tylko w tym aspekcie, że tutaj tak jak na
      giełdzie są 2 strony, z których jedna twierdzi, że wzrośnie, a druga, że
      spadnie. I obie strony podają swoje argumenty, ale tak naprawdę ich przekonanie
      nie wynika z tych argumentów, ale z zajętej przez nich pozycji. Tzn. ci, którzy
      kupują teraz mieszkanie (bo np. muszą gdzieś mieszkać), twierdzą, że wzrośnie,
      ci, którzy czekają (jak autor tego tematu) - twierdzą że spadnie. Obie
      argumentacje tak naprawdę służą nie tyle przekonaniu innych, co PRZEKONANIU
      SIEBIE SAMEGO, że podjęło się prawidłową decyzję:))

      2/ A jak będzie naprawdę - zobaczymy. Ja chcę tylko zwrócić uwagę na jedną
      rzecz: wszyscy tu mówią o bańce spowodowanej przez banki. Jasne, że tanie
      kredyty powodują duży popyt, a więc i wzrost cen.

      ALe te tanie kredyty budzą taki negatywny oddźwięk u nas przede wszystkim
      dlatego, że jest to coś NOWEGO. A nie dlatego, że jest to coś złego.

      Zauważcie, że na całym zachodzie, a w USA to już w szczególności - całe
      społeczeństwa żyją na kredyt. Normą jest np. że jak dziecko kończy edukację to
      bierze kredyt i idzie na swoje. U nas do takiej nadmuchanej sytuacji, jaka jest
      na zachodzie, jeszcze bardzo wiele brakuje.

      Oczywiście w tym momencie sceptycy wywalą tradycyjny argument: "przecież PL to
      nie Stany!". Jest to typowy argument wynikający z zakompleksienia, które trapi
      nas od lat. Ale prawda jest taka, że mamy dobrze rozwijająca się gospodarkę,
      która ma jeszcze bardzo duży potencjał wzrostu. I w najbliższych latach kryzys
      nam nie grozi. Zarobki ludzi będą rosły, może nie w jakimś super tempie, ale
      będą. Ludzie biorąc kredyty, biorą też to pod uwagę.

      To tyle. Domyślam się, że prawda jest pośrodku - tak wielkiej hossy już nie
      będzie, ale też i żaden krach nam nie grozi. A decyzja o kupnie mieszkania
      zależy zawsze od prywatnej sytuacji każdego człowieka i ocenianie jej pod kątem
      tego, czy ceny są za niskie czy za wysokie, jest bez sensu, bo jak mieszkanie
      jest potrzebne, to trzeba je kupić i nie ma na co czekać. Życie to nie giełda.

      Dobrze byłoby tylko, gdyby w takich dyskusjach było mniej własnych emocji, bo
      tutaj połowa wypowiedzi, po przedstawieniu argumentów, kończy się słowami: "ja
      np. właśnie kupuję mieszkanie" lub "ja np. teraz poczekam i za 3 lata kupię
      mieszkanie". Bo widzę, że to forum spełnia bardziej rolę psychologiczną, niż
      jest polem racjonalnej dyskusji;))
    • Gość: vi IP: *.eranet.pl 22.01.06, 11:57
      chyba nic dodac, nic ujac, ale tak nawiesem mowiac to troche jestem przerazony
      tym watkiem, splata kredytu-wynajmem, bo wlasnie tak sobie wyobrazalem raczej
      blizsza niz dalsza swoja przysszlosc, ale widze, ze musze jeszcze troche zjesc
      swoich zebow (czytaj poczytac podobnych watkow), a moze tak naprwde wykorzystac
      cudze zeby ;), pozdrawiam wszystkich bioracych udzial w dyskusji i zachecam do
      dalszej dyskusji (co dla mnie bedzie bardzo pouczajace)
    • baguita 22.01.06, 13:36
      Jak powiedzialam, to, ze caly Zachod zyje na kredyt, to nie znaczy, ze mamy sie z czego cieszyc, ze w Polsce tez zaczyna tak byc.

      Ciekawi mnie, ze w Polsce, o ile sie orientuje (a moze nie - bo tylko czytam Gazete przez internet, wiec prosze mnie poprawic, jesli mowie zle) w ogole nie mowi sie na temat podwojnych deficytow i tego, ze Stany de fakto sa na granicy plajty, bo swoj przemysl wysprzedaly do Chin. Moze nie mowi sie o tym z powodow politycznych, bo kontra-rosyjska Polska ma nadzieje, ze wujek Sam na bialym koniu cos da, ale nic nie da, wiec spojrzmy trzezwo na rzeczywistosc ekonomiczna.

      Stany musza dewaluowac dolara (oby tylko bylo to kontrolowane, a nie zywiol), bo arytmetycznie, nie moga zyc z dlugiem ktory przekracza 8% PNB. Wiec robia jak moga inflacje (od czasu, kiedy John Snow powiedzial ze "my mamy polityke silnego dolara" - juz bylo wiadomo, ze jest na odwrot, moze w Polsce tez tak, by slysze, ze rzad mowi o "mocnej zlotowce"?)

      Mowimy tu o nieodpartych faktach ekonomicznych. Prosze sobie dobrze przemyslec nastepujacy fakt: tzw "money supply M3", czyli podaz pieniadza w obiegu M£ (monety, banknoty, konta bankowe, czyli nie liczac kredytow) rosnie w Stanach o 30% ROCZNIE - czyli o jedna trzecia! Czyli, o tyle samo spada wartosc nabywcza dolara. Wobec tego, rzad kreci korbka i robi inflacje, banki podnosza kredyty, ceny dobr (wszystko jedno, gielda czy nieruchomosci) ida w gore - ale sa to tylko odzwierciadlenia wyzszego poziomu wody, wiec wszystko podjezdza do gory, a nie dobrobytu.

      Jaki bedzie efekt koncowy? Stany staraja sie przez te dewaluacje odebrac cos Chinczykom, ktorzy maja ogromne biliony rezerw dolarowych. Jesli dolar idzie w dol, to Ameryka ma mniej do splacenia, Chinczycy sa biedniejsi, a i tak im za te pieniadze nie sprzedamy nic wartosciowego (jak widac bylo, kiedy Stany odmowily Chinom sprzedazy przedsiebiorstwa produkcji ropy w zeszlym roku), wiec cala ta inflacja to tryk Ameryki na wylganie sie z dlugu. Banki takie jak Citibank, o dosc podejrzanej opinii na Zachodzie, robia w Polsce kariere, i wchodza, jak kon tatarski, po ktorego przejsciu trawa nie porosnie.

      Na razie, Polska gospodarka jest OK, ale nie na dlugo,bo kapitalizm jest niewierny: to nie zona, to kochanka. Za dwa lata, wyssaja Polske i wypluja, a zaczna przezuwac kraje z tansza sila robocza, na Wschod od Polski.

      Zeby bylo jasne, zanim mi dolozycie od nienawidzacych kapitalizm komuchow: mieszkam w Anglii od 30 lat, uczylam to ekonomii, a potem zrobilam zupelnie dobre pieniadze na spekulacji nieruchomosciami.

      Pan Eli, ktore podobno wynajmuje lokatorom. Bardzo mnie ciekawi, jak Pan sobie daje rade z faktem, ze ochrona lokatora jest duza: rodziny, kobiety w ciazy, itp? Prosze o rozjasnienie mi w glowie na ten temat.
    • baguita 22.01.06, 13:39
      Podaz pieniadza w obiegu M3, oczywiscie mam na mysli

    • Gość: vi IP: *.eranet.pl 22.01.06, 15:57
      1 co tak przycichlo?
      2 o rany, zaczelo sie niewinnie od prawdopodobnej korekty, a obecnie jestesmy
      na etapie (jak dla mnie, co najmniej, "spiskow dziejow"), ale to dobrze
      3 problem polega na tym (przynajmniej moj), ze jak patrze z perspektywy czasu
      na swoje poczynania przez pryzmat owej dyskusji , to musze stwierdzic, ze
      jedyne co mi przyswiecalo kiedy go jeszcze nie mialem (wlasne M), ze za wszelka
      cene chcialem go posiadac i nie myslalem o tych wszystkich niuansach, hossach,
      bessach, korektach, dewaluacjach, etc, a juz napewno nie myslalem o wlasnym M
      jako produkcie, co najwyzej traktowalem jako absolutne dobro, a co to oznacza,
      chyba tylko jedno, ze polska rzeczywistosc, jest troche inna, niz wolnorynkowa,
      skoro sam podlegalem pewnej blizej nie identyfikowalnej presji, emocji, czy
      checi posiadania wlasnego M, nie zwazajac na popyt, podaz, to chyba byl taki
      wewnetrzny "mus",
      nalezy przyznac, ze dopiero wowczas gdy sie posiada wlasne M (czytaj -> rzycie
      uplywa w poczuciu jakiegos komfortu), rozglada sie czlowiek za nieco wiekszym
      (nawiasem mowiac, docelowym), to wowczas dopiero czlowieka (tutaj, mnie) stac
      na takie czy inne pozyteczne analizy i traktowanie wlasnego M, jako produkt,
      ktory podlega takim samym prawom jak kazdy inny, ot i cala prawda, "stan
      posiadania warunkuje sposob postrzegania"
      tak sobie myslalem, ze zakup kolejnego M, bedzie asekurowany wynajmem obecnego
      M (splata kredytu), ale juz wiem , ze to absolutnie chybiony pomysl w obecnej
      rzeczywistosci, czlowiek sie uczy
      ale to, ze w USA dzieja sie tez takie szopki jak i UK (przeszacowani)+ jakies
      malwersacje pozarzadowe wokol kursu dol, podparte wyprzedaza, blufem w szeroko
      pojetym tego slowa znaczeniu, to juz chyba moja rzeczywistosc przerasta, to kto
      tutaj->USA, UK, POLSKA, etc za sznurki pociaga, jak w ktoryms z postow
      wczesniejszych ktos pisal "premier sie usmiech i przekonuje, ze umacnia PLN itd"
      zaczelo sie od "AUTORA i jego korekty" a obecnie jestesmy na etapie miedzy
      panstwowym i zagrywkach nie wiadomo przez kogo zagrywanych,
      to jak zwykly zjadacz chleba (z calym szacunkiem, bo sam takim jestem), ma
      szanse ustrzec sie takich czy innych manipulacji, obojetnie jak by tego nie
      nazwac, koniunktora, popyt sterowanych tez do konca nie wiadomo przez kogo, bo
      jak mniema, agencje nieruchomosci i banki, to tez tylko pioneczki, ktore
      mysla ,ze cos znacza w tej grze, a sa manipulowane "az milo", pytanie przez
      kogo?
      baguita, jezeli mozna miec taka prosbe, to moze napisz cos jeszcze ciekawgo,
      moze bede widzial ten swiat nieco clarowniej, bo cos mi sie wydaje, ze nie
      jedno wiesz i nie jedno widzialas (znaczy sie z nie jednego pieca chleb
      jadlas);)
    • samentu 22.01.06, 16:08
      Pozwole sobie w zastępstwie:)
      pieniądz rzadzi swiatem i to jak najbardziej dosłownie (przynajmniej od 1971 - 73)
      pieniądz kredytowy (papierowy bez pokrycia w towarach, tylko w innych papierkach)
      słuzy do dystrybucji dochodu
      dystrybuuje się poprzez wzajemny kurs walut pomiedzy sobą
      zmiana kursu = zmiana siły nabywczej waluty = mniejszy lub wiekszy kawałek tortu
      dla posiadaczy danej waluty
      kurs waluty decyduje o opłacalności lub nie eksportu i importu, a zyski z tej
      działalności powoduja powstawanie lub nie miesjc pracy i naturalnie pojawianie
      się wiekszych lub mniejszych płac
      i tak od bilansu płatniczego państwa który decyduje o kursie (miedzy innymi)
      doszlismy do pensji przecietnego Polaka i jego zdolnosci do konsumowania różnych
      towarów
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: vi IP: *.eranet.pl 22.01.06, 16:25
      ok, ale nie kumam tego, ze tak malo ludzi o TYM wszystkim mowi, pisze, analizuje
      przeciez, to jakas niewidzialna reka popycha ludzi do takich czy innych decyzji
      (mysle o poczatku tego co napisales, na samym poczatku), kazdy ma swoja glowe i
      moze wazyc rzeczy o ktorych sie dowiaduje, a tymczasem ludzie wesza jakis w tym
      spisek lub zarzucaja brak orientacji w temacie i jeden na drugiego naskauje
      zamiast probowac dociec sprawy, mysle tak sobie, ze tak jak rozwinela sie ta
      dyskusja napewno niekorzystnie dla pewnych ludzi, to tylko czekac, mozesz sie
      spodziewac jak zapukaja do twych dzwi ;) (mam tu na mysli cudowna zmowe
      milczenia wokol drazliwego tematu, tematu ktory rzuca nadspodziewanie duzo
      swiatla na pewne kwestie, jak mniemam bardzo wazne kwestie, a tak konkretnie
      mam na mysli zlamanie zmowy milczenia wokol drazliwych tematow)
    • samentu 22.01.06, 16:36
      ludzi niewykształconych, myslących magicznie - zyczeniowo jest tylu że naprawdę
      nie jestem dla nikogo zadnym zagrożeniem
      zreszta jak widać po wątku nawet podanie informacji powoduje po stronie
      nieuswiadomionych gwałtowną agresję a nie chęć przemysleń
      o ile na rynku nieruchomości ja rozumiem że wiele osób nie ma pojęcia o regułach
      rynkowych - wiadomo każdy musi/chce gdzieś mieszkać
      ale na GPW tez sa tabuny "inwestorów" którzy nie mają zielonego pojecia o
      elementarnych postawach
      np. kupując masowo prawa poboru w ostatniej godzinie nie mając pieniędzy na
      objęcie nowej emisji
      i pytając po z rozbrajajacą szczerością kiedy te pp się odbija i oni zarobią:))
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: vi IP: *.eranet.pl 22.01.06, 16:47
      pojmuje,patrzalem na te 2 linki, z watku tak sie zastanawiam ->4-5 rocznych
      pensji to ok, pewnie bardziej 4 niz 5, nawet nie mysle 7, ale tak konkretnie to
      ile (chyba autorka) mogla miec na mysli w PLN?
    • samentu 22.01.06, 15:41
      Oj moja droga cóż za odkrycie
      pieniądz kredytowy produkowany jest bez przerwy w masowych ilosciach:P
      no przeciez to juz Friedman odkrył (tzn powiedział głosno o tym co i tak inni
      wiedzieli)
      tylko że te 30% wcale a wcale nie musi oznaczac spadku siły nabywczej o 30% bo
      wiekszośc tego nie pojawia się na rynku konsumpcyjnym i stąd inflacja roczna
      jest na poziomie 2 a nie 30%
      masy pieniądza sa upychane po systemie finansowym problemy pojawiają się tylko
      na łączach jakim niewątpliwie jest rynek nieruchomosci
      US naturalnie idzie w dewaluacje swojej waluty tylko że jak sama wiesz kij ma
      zawsze 2 konce
      surowce denominowane są w $ i wraz ze spadkiem siły nabywaczej $ spadają dochody
      szejków
      jest kwestia czasu aż szejki sie zbulwersują i zmienia ceny z $ na euro
      a wtedy US bedzie w giga kłopotach bo dolary przestana byc potrzebne w takich
      ilosciach w rezerwach i inflacja masowo ekportowana obecnie wróci z powrotem do US
      skończy się mit silnego dolara i amerykańskiego imperium
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 17:13
      Gosciu

      Dziekuje za mile slowa, i chetnie odpowiadam na pytania, jesli sa.

      Mily Sambuktu

      Ja sie nie staram robic odkryc, tylko podaje podstawowe wiadomosci w celu prowadzenia rozmowy. Na takim forum internetowym, kazdy ma inny pulap wiedzy, i chodzi o to, zeby kazdy sie czegos nowego dowiedzial, prawda? Po to wlasnie ja czytam to forum.

      Istotnie, masz racje, ze kraje arabskie i Chinczycy zmieniaja profil swoich rezerw, przechodzac stopniowo z dolarow na cos innego (waluty azjatyckie, zloto, euro), co zmieni parametry globalne. Te wszystkie machinacje sprawiaja oczywiscie, ze zwykly smiertelnik musi jednak brac pod uwage makro ekonomie.

      Dla porzadku: na Zachodzie inflacja nie jest rzedu 2% - index CPI to dobrze znane klamstwo, i w Stanach i w Wielkiej Brytanii kazdy dobrze o tym wie, kto cos na ten temat wie.

      Np w Anglii, w skali rocznej, koszty transportu wzrosly o ok. 25%, koszty energetyczne ok. 20%, podatki gruntowe o 15% (a sa o wiele wyzsze niz w Polsce, np za dom w Londynie place rocznie ok £1,500, a za np. 2-pokojowe mieszkanie tamze - £1,300: w mieszkaniu na wynajm, placa ten koszt lokatorzy). Uslugi tez poszly w gore podobnie. Jedyne co nie poszlo w gore zbytnio to towary w sklepach, bo wiekszosc z nich produkowana jest w Chinach i sprzedawana na naszych (i Waszych) rynkach po cenach dumpingowych, niszczac stanowiska pracy. Ale, o dziwo! Tzw "koszyk dobr", na podstawie ktorego ustanawia sie wysokosc inflacji, nie zawiera ani kosztow transportu, ani kosztow swiadczen, ani podatkow, ktore wszyscy placimy, ani kosztow hipoteki/wynajmu (to co mowie, odnosi sie tez do Ameryki), ale - ciekawostka - opiera sie glownie na kosztach towarow w sklepach. A przeciez ogrzewanie, transport, i koszt mieszkania kazdy ma na codzien, a jakies tam pralki kupuje z rzadka.

      Wiec, moznaby, a wrecz nalezy - zapytac, dlaczego nasze rzady na Zachodzie oklamuja nas co do stopy inflacji? Proste. W ekonomii brytyjskiej, ok. 40% stanowisk pracy jest w sektorze publicznym. Podobnie w Ameryce. Zarobki i emerytury tej grupy obliczane sa wg. indeksow inflacji, usluznie przygotowanych przez instytucje rzadowe takie jak ONS (Office for National Statistics). Instytucje te, delikatnie mowiac, nie podaja prawdy, Sambuktu.

      Co do polskiego rynku nieruchomosci, jezeli kogos stac, to nalezy kupic dobry, maly lokal szybko raczej niz pozno. "Let the trend be your friend". W polska banke jeszcze przez pare lat beda dmuchac, i spadek nastapi z wyzszego pulapu, niz obecny.

      Jak powiedzial Keynes, "rynek jest w stanie zachowywac sie w sposob irracjonalny o wiele dluzej, niz nas bedzie stac na finansowo na dotrzymanie mu kroku" ("the market can act irrationally much longer, than you can stay solvent"). Wiec ten, kto w 2006 czeka na to, az spadna ceny, zeby kupic mieszkanie, bedzie tego zalowal na dluga mete.

      NB, moze Was to zaciekawic, ze istnieje forum na podobny temat juz od 5 lat na Financial Times (powazna gazeta czytana przez ludzi businessu, wiec jest stosunkowo inteligenty poziom rozmowy). Warto to sledzic, o ile mozecie, to duzo Wam powie o rynkach na Zachodzie. Podaje linka ponizej, a tytul tego forum to "Ceny domow w Zjednoczonym Krolestwie (UK): Poprawka czy krach?

      Sami widzicie, ze wszyscy mamy te same problemy. Dosc powiedziec, ze ja sama sprzedalam kilka mieszkan w latach 2000-2002, spodziewajac sie, ze zaraz nastapi krach, i nie nastapil.

      Gdyby ktos chcial czytac to forum w Financial Times, to podaje, ze "FTB" oznacza "First Time Buyer" czyli ktos co kupuje, albo przymierza sie kupic, pierwsze swoje mieszkanie, a "BTL" oznacza "Buy to Let", czyli inwestor, ktory kupil mieszkanie na wynajem.

      forums.ft.com/2/OpenTopic?a=tpc&s=646099322&f=451094803&m=650101561&r=650101561#650101561
    • Gość: vi IP: *.eranet.pl 22.01.06, 17:31
      w Warszawie, "normalne otoczenie" ok 40m->200-230tys PLN, 80-100m jakies 400
      tys, domek 1200 tys, rozwazamy "normalne otoczenie" , lokalizacja ok, co z tego
      wynika przy bardzo korzystnym przeliczeniu 6-8 tys/mc, nie wiem jak domki u Was
      ale u nas, ot tak jakis 1000000pln, bardzo Cie prosze, jesli zechcialabys
      przyblizyc jak to u Was sie sprawy maja, bylbym niezmiernie wdzieczny,
      rozumiem, ze przez moje posty ton dyskusji tutaj troche obnizyl pulap, ale co
      tam jestem poczatkujacy i JESZCZE narazie (czym sie pocieszam) zyje nieco
      bardziej prozaicznymi rzeczami, prosze o wyrozumialosc, ale jakos probuje to
      sobie poukladac ;)
    • samentu 22.01.06, 18:33
      Przepraszam zaironie miejscami - cecha charakterolgiczna którą trudno mi opanować
      dokładnie z tych samych powodów napisałem pierwszy post w tym wątku by pokazać
      ludziom nie znającym sięna ekonomii pewne niebezpieczeństwa związane z pozyczaniem
      co wskaźników - pełna zgoda
      ekonomia rozwija się duzo szybciej niz nasza biurokracja i wiekszość wskaźników
      ekonomicznych jest z innej epoki
      zresztą efekt fałszywego CPi juz widać bo dochody budżetówki we wszystkich
      krajach realnie spadają wobec dochodów z przemysłu a zwłaszcza tego
      nowoproduktowego - co bedzie miało bardzo niepokojące konsekwencje
      jednakże nie zgadzam się co do tego że naszą bańke bedzie mozna jeszcze z kilka
      lat pompować
      rozumiem że z Londynu polska gospodarka wygląda doskonale, jednakże na miejscu
      widać że wcale a wcale różowo nie jest
      i problemy po stronie popytowej są widoczne aż za bardzo
      ja osobiście w mega krach przewidywany nie wierzę - system finansowy jest zbyt
      dobrze rozbudowany w przeciwieństwie do czasów 30, 50 lat temu
      wszelkie napięcia rozejda się po nim
      ale głębokie korekty są nieuchronne zwłaszcza że będą wynikać z implozji
      demograficznej
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 17:16
      O, przepraszam,Samentu - nie wiem, skad mi sie wzielo to "Sambuktu".

      Na marginesie:

      Droga Gazeto

      Czy istnieje mozliwosc, zebysmy mogli powrocic do postu i zrobic poprawke? Wplyneloby to na pewno dramatycznie na poziom i ortografii, i jakosci merytorycznej.
      Na pewno nie przekracza to Waszych mozliwosci technicznych, sprobujcie, co?
    • Gość: al IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 18:16
      Pytanie do boquita

      Czy widzisz jakas korelacje pomiedzy rosnacymi cenami mieszkan, a spadajacymi
      cenami czynszow za wynajem mieszkan?
      Wydaje mi sie ze tutaj jest cos nie tak i ze ten wzrost nie potrwa dlugo skoro
      nie ma popytu na wynajem. Ten caly wzrost cen ma krotkie nogi i jest napedzany
      przez mozliwosc uzyskania kredytow (po raz pierwszy w historii)i brakiem
      wystarczajacej ilosci mieszkan, dlatego tez ludzie kupuja to na co ich stac, w
      tym wielka plyte, bo chca jakos mieszkac.
      Pytanie co dalej, stare mieszkania beda tracic na wartosci i tutj analogia moze
      byc rynek motoryzacyjny. Dzissiaj mozna tanio kupic uzywany samochod, jeszcze
      taniej mozna go sprzedac, na nowe stac nielicznych.
      Zeby utrrzymac ceny na wysokim poziomie konieczne jest rozwarswienie pomiedzy ,
      a nowym starym budownictwem, lub naplyw do Wwy ludzi z prowincji lub
      emigrantow, ktorzy podtrzymaliby popyt na wynajem. To drugie raczej nam nie
      grozi, Wwa to nie Londyn.

      W zwiazku z tym pytanie w jakie mieszkania na wynajem inwestuje Eli?


    • baguita 22.01.06, 17:23
      Jeszcze powiem jasniej:

      np w Wielkej Brytanii, faktyczna inflacja wg moich ocen jest na pulapie 8-9%, a, ze srednie roczne zarobki ida w gore tylko o ok. 3-4%, to oznacza, ze standard zycia spada tu o jakies 5% rocznie. Czyli owszem, sila nabywcza waluty spada, ale niweluje ja nieco deflacyjny efekt tanich towarow z Azji - ktore z kolei wyrzucaja na bruk ludzi na Zachodzie, daja mniej wplywow z podatkow naszym rzadom, i w sumie jest to efekt bardzo niekorzystny.

      Ale za to rosnie stopa zyciowa w Polsce, bo odbieracie Anglii stanowiska pracy - no i dobrze dla Polski, historia kolem sie toczy, i najwyzszy czas, zeby Polska byla na wozie, a nie pod. Ale nic nie jest oczywiscie na zawsze.
    • samentu 22.01.06, 18:21
      dokładnie tak jest
      choć naturalnie to czy jest się dotknietym tym zjawiskiem zalezy od tego w
      jakiej branzy się pracuje
      BTW: w Polsce niestety też to zjawisko istnieje vide ostatni raport Banku Światowego
      co zreszta jest kolejnym argumentem za końcem bańki czyli spadkiem z niższego pułapu
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 18:30
      Wyznam, ze jestem wlasnie w trakcie kupna mieszkania w Krakowie (skad jestem), na Salwatorze (co jest naprawde b. mila czescia Krakowa), ale nie w celach inwestycyjnych, tylko uzytkowych, bo naprawde chce wiecej pomieszkac w Polsce, i zaczac robic cos innego od uczenia angielskiego/ekonomii oraz robienia pieniedzy, czy sie do tej pory zajmowalam. Dlatego teraz tlumacze ksiazke - stawka tak marna, ze to ja im doplacam, no, ale nie wszystko sie robi dla pieniedzy.

      A w jakiej Ty jestes branzy, Samentu, jesli mozna zapytac z ciekawosci?
    • samentu 22.01.06, 18:34
      w tej samej co Ty
      budżetowo - edukacyjnej (to zajęcie społeczne/misyjne że się tak wyrażę:)
      no i prywatnie finansowo - inwestycyjnej (z czegoś życ trzeba)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 19:07
      Istotnie - z czegos zyc trzeba.

      Jezeli czytasz po angielsku, to polecam publikacje "Money Week" - solidne pomysly na inwestycje. Podaje linka (3 miesiace za darmo). Redaktorem jest facetka, ktora pisze tez dla "The Sunday Times" i ma dobrze poukladane w glowie, czyli jest realistka. Co do nieruchomosci angielskich i amerykanskich, jej obecna rada jest: uciekac od tego, poki co. No, ale Polska jest w troche innej sytuacji. Bo, skoro mamy nie inwestowac w Zachod, ani w Chiny (banka), ani w kraje rozwijajace sie (chwilowo zbyt ryzykowne), to gdzie do licha ma poplynac to tsunami inflacyjnie stworzonej z niczego forsy bez pokrycia? Gdzies ta forsa isc musi, nie bedzie pod lozkiem.

      Dlatego mowi sie o zlocie etc. Jesli masz ciekawe przemyslenia, to sie podziel. Ja mam wprawdzie wiare w polskie przedsiebiorstwa, ale malo informacji detalicznych, poza tym jest duza mozliwosc manipulacji politycznej (np czy Rosja moze zrobic PNiG kolo piora?), i nie wiem, czy istnieje dom maklerski, ktoremu mozna ufac. Jak bylam w Krakowie to rozmawialam z maklerem w ING Bank Slaski, ale wydawal mi sie malo przekonywujacy.


      info.moneyweek.com/special_report2.php
    • samentu 22.01.06, 19:38
      1. trudno by mi było zajmować się tym czym zajmuje bez znajomości języka
      angielskiego
      2. problem z nieruchomosciami wynika własnie z implozji, żeby mieć na zdolnośc
      kredytową trzeba miec jakis zawód/wykształcenie, pensje a emigranci tego nie
      posiadają zarówno w Europie jak i w US, więc kto ma dokładać paliwa do pieca?
      a bez paliwa ogień gasnie:)
      3. jeżeli pytasz gdzie popłynie na krótko to do Azji, jest sporo rynków
      rozwijających się bardzo szybko Indie i Chiny olbrzymie rynki zacofane nawet
      wobec Brazylii czy Meksyku więc jest gdzie ładować
      no i pozatym rynki mocno regulowane więc i bezpieczne
      4. co do złota to jest to efekt fetyszyzmu towarowego, wiadomo że złoto do
      niczego potrzebne nie jest bo wszystkie transakcje mozna rozliczyć online w
      papierze - kwestia dostosowań ilościowych
      ale że ludziska wierzą w kult złota więc zawsze jest szansa wykorzystać to i
      popompować cene złota tym łatwiej że jego podaz niewielka
      5. ufać to mozna (i należy) tylko sobie
      dom maklerski to tylko kwestia techniczna (ja w swoim nie byłem od lat)
      krótko nie radzę wchodzić na GPW bo jesteśmy tuz przed korektą, ale tak za pół
      roku juz jak najbardziej
      pozdrawiam
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 19:52
      Mamy podobne percepcje, chociaz co do Azji, to raczej do Indii niz do Chin.

      Co do zlota (nie tylko - mowi sie o srebrze), to fakt, ze niby do niczego niepotrzebne, ale jak fiat currencies padaja na leb, to zloto nabiera blasku.
      Na razie, idzie ono tylko do gory w dolarach, ktore i tak spadna, wiec to lipna inwestycja, ale jak zacznie isc do gory w innych walutach, to bedzie to sensowniejsze. Jak wiadomo, zloto powinno osiagnac $1,500 w dzisiejszych pieniadzach, zeby dojsc do poprzedniego peaku w 1980, a uwzgledniajac inflacje, to jakies $3,500. A srebro tym bardziej, bo jeszcze ledwo drgnelo.

      Dobra, to na razie sie nie przymierzam do polskiej gieldy. Po wyborach...

      I jeszcze na temat implozji: zupelna racja, zarobki imigrantow coraz nizsze, ceny powinny spadac, rynek sie zawali. Tylko, ze jam mam nadzieje, moze plocha, ze rzady nas wyratuja, i siebie, podnoszac stopy procentowe, co ludziom z hipoteka na oprocentowaniu stalym zaszkodzi mniej, a nominalna cena ich mieszkania nawet wzrosnie.

      Oczywiscie, pod warunkiem, ze maja prace, bo w recesji, ktora nastapi, nie ma takiej gwarancji. W sumie - bedzie gorzej. My w Anglii zaciskamy pasy, czego Wam nie zycze.
    • samentu 22.01.06, 20:05
      zapewne podniosą stopy bo to najprostsza metoda jest
      tych na hipotekach zmiennych skasuja od razu jak w 1929/30
      i znowu pojawi się nam problem recesji i nieefektywnego popytu
      cóż historia lubi sie powtarzać a powtarza się cyklami jak Hegel z Marksem to
      zauważyli
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: smieszek IP: *.chello.pl 22.01.06, 20:23
      to ze w Polsce beda rosnac ceny nieruchomosci jak w hiszpani po wejsciu do UE
      jest jednym z czesto powtarzancyh argumentów analityków rynku nieruchomosci.
      ale czy znacie kogos normalnego kto przeniósłby sie na emeryturke do kraju w
      którego stolicy bedzie dzisiaj w nocy - 27 stopni????? ja własnie mysle o
      emigracji bo mi przerazliwie zimno i marze o Portugalii albo Hiszpanii.
      przeciez tutaj jest przerazliwy klimat. zimno jak u ruskich.
    • samentu 22.01.06, 20:25
      zapytaj się tych analityków gdzie by się przenieśli jakby kasę mieli
      i założę się że nie byłby to Pcim Dolny:P
      lub nawet Manhattan City Center Ursynów:P
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • baguita 22.01.06, 20:57
    • samentu 22.01.06, 21:13
      dokładnie
      Niemcy przenoszą się do Hiszpanii bo przy takich temp jak dzis za oknem to
      oczywiste jest
      a do nas kto sie przeniesie?
      Rosjanie też wola St Tropez lub Cypr:)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: MAXX IP: *.zgora.dialog.net.pl 23.01.06, 00:32
      Baguita i Samentu - dzięki Waszym wypowiedziom coś zacząłem kumac .....Wasze
      wypowiedzi znacząco podniosly poziom dyskusji prosze o kontynuacje.....a może
      Wasze typy w co tak prosty i stosunkowo biedny ( zarabiajacy nieco ponad
      przeciętną ) żuczek jak ja powinien inwestowac aby stac się nieco bogatszym
      zuczkiem...........
    • baguita 23.01.06, 01:13
      Gosc (Maxx)

      Problem z inwestycja jest taki, ze im wieksza mozliwosc duzego zarobku, tym wieksze ryzyko. A jak ktos jest jescze w tym punkcie (ktory dobrze znam), ze ryzyka nie mozna podjac, bo po prostu nie mozna sobie pozwolic na strate kapitalu, to mozliwosci szlenczych przebic sa ograniczone.

      Chociaz trzeba dodac, ze teraz akurat dzieje sie na Zachodzie cos bardzo dziwnego, czego nawet legendarny Alan Greenspan, szef Fed-u, czyli centralnego banku USA, nie umial wytlumaczyc, a mianowicie: dlogoterminowe stopy procentowe w Ameryce sa bardzo niskie, co jest zupelnie bez sensu - bo dostaje sie bardzo niska premie za inwestowanie w obligacje rzadowe na 50 lat - czyli, za zamrozenie kapitalu na cale swoje zycie, praktycznie - guzik z tego mamy. Czyli, bez sensu, bo nie ma tej premii za ryzyko, o ktorej mowilam. Powinno byc tak, ze im dluzzy termin inwestycji, tym lepszy zwrot na kapitale, no bo na dluzej zamrazamy kapital.

      Ta tak zwana inwercja, czyli odwrocenie, czyli, ze stopy procentowe dlugoterminowe sa nizsze od krotkoterminowych, jest klasycznym zwiastumem recesji i wrecz nigdy historycznie nie zawiodla jako wskaznik recesji.

      Czyli, ten czlowiek, co ma kompleksy na temat Ameryki, nie powinnien ich miec, bo w Polsce idzie jednak ku dobremu, a w Stanach akurat odwrotnie. Polecam sledzic wykres dlugoterminowych stop procentowych w Polsce (od 20 lat w gore) zeby ocenic, jakie sa perspektywy gospodarcze.

      No, i w Polsce nie ma mniejszosci niedouczonych bandziorow, ktorzy sa na kontra kulturze wiodacej. Tak, ze badzcie patriotyczni, i cieszcie sie z tego, co macie.

      A na recesje, klasycznie polecalo sie solidne inwestycje, czyli nieruchomosci, gotowka, troszke (ok 10% calego dobytku, nie wiecej) w zlocie, a najlepiej to nie stracic pracy, oczywiscie.

      Ziarnko do ziarnka, az zbierze sie miarka, wobec tego, czyli inwestowac przezornie, a rozsadnie. Faktem jest, ze w Anglii, ludzie zrobili forse na mieszkaniach, ktorej w innych okolicznosciach pewnie by nie zrobili - wlasciwy czas, wlasciwe miejsce i lut szczescia, ale i na tym mozna stracic. Tak, ze trzeba jednak zaufac sobie, i tylko sobie, w tej dziedzinie.

      A jeszcze dodam, ze w Polsce, zdaje sie, ludzie biora hipoteke na jakies 15 lat przecietnie, po czym maja mieszkanie splacone, podczas, kiedy w Stanach czy Anglii typowo biora hipoteke na 25 lat, a nawet na 30, a w dodatku czasem nigdy jej nie splacaja w ogole (jesli placa tylko odsetki): to komu lepiej, Polakom czy Amerykanom, w kieracie splacania na cale zycie przewartosciowanej nieruchomosci?

      Mozna wrecz wywnioskowac cynicznie, ze kapitalizm to nowy rodzaj niewolnictwa, w ktorym ludzie wchodza w jarzmo zaleznosci na cale zycie od banku, i nie jest w interesie banku, zeby ich od tego zwolnic.

      Wiec interes banku jest taki, zeby ludzie pozyczali jak najwiecej, zeby ceny domow szly w gore, i zeby jak najdluzej splacali te domy.

      Odpowiadajac na Twoje pytanie, Maxx: wlezc w rynek nieruchomosci wczesnie, i wyjsc z niego tez nie za pozno, to dobry pomysl. Mozna to cos zarobic. Zostac w nim za dlugo to ryzyko, chyba, ze dom jest dachem nad glowa, a nie spekulacja. I tak byc powinno.

    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 23.01.06, 16:06
      wiec jak "ekspercie" wytlomaczysz ceny mieszkan w dublinie (zimno, ciagle leje, lata nie ma wogle)? 350
      000 euro za 45 metrow kwadratowych? (nowe budownictwo ponizej 300 000 nie schodzi, dom okolo
      1000 000 euro. srednia zarobkow w irlandii - 1700 e/miesiecznie.... - sproboj policzyc ile oni spalcaja
      kredyt : )))..

      ciekawym jestem..... :))
    • Gość: GreggiBIS IP: 83.238.15.* 23.01.06, 11:48
      Masz rację ale w Hiszpanii wszytko już przeinwestowanie a polska pod tym
      względem jest jeszcze zieloniutka a płace niskie, jak firma inwestuje w Polsce
      to MUSI mieć siedzibę w Posle bo inaczej nie może tego nadzorować, pracownicy
      muszą z kolei gdzieś mieszkać a firma im płaci więc????
    • samentu 23.01.06, 13:07
      wcale nie musi
      w dobie tanich linii lotniczych mozna spokojnie przylatywac do pracy
      a jak ktos nie chce latac codziennie to wynajmuje lokal lub często pokój w hotelu
      po co ktos ma spedzać weekendy na Dzikim Wschodzie? i to jeszcze w takim klimacie?
      nawet polscy kapitaliści stąd uciekają (vide Solorz który co piątek ładuje się
      do samolotu i wraca do domu do Monako)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: bbb IP: 217.11.133.* 23.01.06, 16:51
      on tam leci bo musi dni rezydenckie zalapac do tego by tam mogl sie z podatkow
      rozliczyc a nie ze mu sie tak to Monaco podoba, ale to juz inna sprawa
    • Gość: oscar IP: *.freesurf.ch 23.01.06, 01:19
      Czy to jest moze Salwator Tower?
    • Gość: mmk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 22:08
      Mam wrazenie ze piszesz to pod moim adresem:))) Rzeczywiscie, moje stwierdzenie
      ze PL to nie USA wynika przede wszystkim z ogromnych kompleksow ktore mnie
      gnebią:))) ale po czesci tez z tego ze wiem jak tam jest. Fakt, tak naprawde PL
      ze swoim ogromnym potencjalem rozwojowym prawie sie ociera o Stany, a za kilka
      lat nawet je przegoni... O jakich kompleksach mowisz??? Owszem, PL ma
      potencjal, spory nawet, ale po pierwsze - brakuje nam 25 lat do UE, a UE 25 lat
      do pozycji USA... a po drugie - póki co wzrost gospodarczy który niewątpliwie
      ma miejsce nie przeklada sie na zarobki i mozliwosci nabywcze Polaków, bo
      firmy, ktore faktycznie mają się dobrze, zatrzymują zysk we firmie (stąd
      poniekąd ich dobre wyniki). Nie wiem jak Twoje zarobki, naprawde zarabiasz tak
      wiele więcej niż 5 lat temu?? No to gratuluję, bo ja zarabiam tyle samo, i to
      tylko dlatego ze w porę dosc dobrze zainwestowalem i ze wiecej pracuje niz
      kiedys. Gdyby nie to mialbym dzis mniej:( Ale znam wielu, wielu ludzi, ktorzy,
      mimo wzrostu gosp. , zarabiaja dzis mniej niz w 2000 roku pracujac w tych
      samych firmach i na tych samych stanowiskach.
      Nie chodzi o kompleksy ale my generalnie jestesmy za biedni zeby zyc na
      kredyt... Porownanie z autami nie jest do konca trafne, ale troche sie pokrywa.
      Bodajze w 1999 kupilismy 600 tys nowych aut, pewnie z 90% na kredyt. I bylismy
      6 czy 7 rynkiem w Europie. I tez wielu mowilo, ze to naturalne, ze caly swiat
      zyje na kredyt, ze bedzie wzrost gospodarczy, bedziemy lepiej zarabiac i
      licytowalo, ile to aut sprzeda sie za rok czy dwa, bo rynek mial byc
      rozwojowy... I co, ile sie sprzedalo w 2005??? Prywatny import uzywanych? Byc
      moze ale nie sadze. Uzywany nie jest czystym substytutem nowego. Gdybysmy byli
      bogaci, nie sciagali bysmy aut za 5-10 tys. zl. Ludzie sciagneli 1,5 mln uzywek
      bo wydali na nie ostatnie kilka tys zl, a teraz te auta stoją w duzej mierze,
      bo trzeba bylo zaplacic oc, kupic paliwo, albo pekla jakas srubka i nie ma 2
      tys na naprawe. Chodzi mi tylko o to, ze kupujemy cos, na co nas nie stac, to
      banki placa ze te mieszkania po 5-6 tys/m2 i to one wykreowaly popyt. Owszem,
      mieszkan cholernie brakuje, ale czy nie brakowalo ich w 2003, kiedy m2
      kosztowal 3-4 tys.?
      A emocje? Trudno nie zabarwic emocjami dyskusji o pieniadzach, zwlaszcza
      naszych:)) Twoja wypowiedz tez jest zabarwiona:)) Pozdrawiam.
    • Gość: mmk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 22:34
      Ups! Wstrzelilem sie z odpowiedzia nie w to miejsce co chcialem:) Ale reszta
      ok. Pozdrawiam Samentu i Osobę z Londynu... Generalnie macie rację... Chyba:))))
    • Gość: Emeryt IP: *.telsten.com / 195.205.6.* 23.01.06, 02:21
      Pierwszy dyskutant napisal,ze ceny mieszkan rosna w zastraszajacy sposob
      (czyt.banka mydlana).Moim zdaniem ma racje.Zdawaloby sie,ze niedlugo musi
      nastapic krach tego ukladu.Jednak nie sadze,ze to bedzie predko.Glod
      mieszkaniowy w Polsce jest tak ogromny,ze ludzie podejmuja szalencze
      decyzje.Ceny wynajmu sa nieproporcjonalnie niskie i nie oplaca sie kupowac
      nowego mieszkania,nie oplaca sie rowniez budowac na wynajem.Wniosek stad
      taki,ze nalezy wynajac i rownoczesnie budowac samemu.Wydatki beda znacznie
      nizsze,ale niewielu na to stac.Pozostaje do wyboru albo praca albo budowa.Moje
      dochody wynosza 5-6tys zl i mam sporo czasu,nie pracuje na zadnym etacie,ale
      nie mam odwagi zaczynac.Mieszkanie kosztuje mnie okolo 700-800 zl i doszedlem
      do wniosku,ze w takim ukladzie cen budowa niema sensu.Pozostaje tylko jeden
      argument"za".Jesli ktos chce miec wlasne gniazdo rodzinne to wtedy budowac.
    • Gość: GreggiBis IP: 83.238.15.* 23.01.06, 11:01
      Na przestrzeni kilku lat pojawiały się takie mierne tekściki jak ten i jak
      widać rynek nieruchomości ma się dobrze. Nie chce mi się z tymi banalizmami
      wyssanymi z palca dyskutować ograniczę się do jednego faktu i jednego
      spostrzeżenia/wniosku


      Fakt: NY to NY a Warszawa jest Warszawą, nikt nie kupi mieszkanie w NY jeśli ma
      biznes w Warszawie więc to powiązanie nie ma sensu, ceny w Warszawie idą
      własnym torem i nie muszą się kierować cenami w NY. Moskwie do Sydney też
      daleko a jednak ceny metra tam potrafią być dużo wyższe, jesli Polska stanie
      się największym centrum inwestycyjnym regionu to ceny w Warszawie poszybują
      średnio do pułapu znacznie powyżej nawet 15 stu tysięcy i fakt że miasto dla
      niektórych jest brzydkie nie ma najmniejszego znaczenia bo płacimy przede
      wszystkim za lokalizację a nie fakt że budynek wykonany jest ze złotych
      marmurów.

      Wniosek: Ceny nieruchomości NIGDY NIE SPADAJĄ!!!!! może w kiepskich
      lokalizacjach, może w rozwalających się budynkach, może tylko na chwilę
      sezonowo ale średnia idzie zawsze ku górze!!!! Jeśli ktos tego nie rozumie to
      niech przyjmie do wiadomości fakt że mieszkanie jest dobrem pierwszej potrzeby
      a nie hamburgerem czy zegarkiem na rękę bo bez zegarka można się obyć bez
      mieszkania nie, do tego drobna liczba z gus-u: 1,5 mln gospodarstw domowych
      (czytaj przynajmniej par) nie ma własnego lokum w Polsce, myslisz że facetowi
      który chce wreszcie bez skrępowania konsumować swoją partnerkę we własnym m ma
      takie znaczenie czy rata wynosi 500 czy 700zł????. Najgorsze jak przeciętna
      analityczyna która ledwo liznęła podstawowe wiadomości o nieruchomościach
      zaczyna się wypowiadać jak EKS-PERT!!! Trzeba niestety wyjść poza standardowy
      wykresik popyt podaż.

      Poza tym ostrożnie z takimi "mądrościami" bo policja zaczyna ścigać ludzi
      próbujących w wyjątkowo prymitywny sposób wpłynąć na rynek poprzez masowe
      manipulacje (na GPW już jeden śmiałek się o tym przekonał)
    • baguita 23.01.06, 12:33
      GreggiBis

      Jezeli postulujesz, ze nalezy wyjsc poza prosty wykresik podaz/pobyt, to zrob to sam. Jak na razie, twoj glowny argument to, ze ceny musza isc w gore, bo pan chce spolkowac z pania we wlasnym mieszkaniu. To jest wlasnie popyt. Ale jesli tego pana nie stac, to nie ma popytu. W Indiach tez by chcieli we wlasnym mieszkaniu, ale ich nie stac. Czyli argumentow popyt/podaz uzywasz sam, ale malo precyzyjnie.

      Poza tym, nie jest to wcale prawda, ze ceny mieszkan NIGDY nie spadaja. Podejrzewam, ze pracujesz w branzy nieruchomosci,albo w banku przy pozyczkach, i jest Ci na reke taki punkt widzenia. Prawda jest, ze w perspektywie historycznej, zwlaszcza od czasu obalenia standardu zlota w 1971, inflacja powoduje, ze ceny nominalne (nie mylic z realnymi) ida w gore, ale wszystko zalezy od skali czasu.

      Np, w Japonii ceny nieruchomosci spadly 15 lat temu, a ich gielda tez jeszcze nie wrocila do tamtych cyfr. Ja kupilam pierwszy dom w Londynie za £29,000 w 1984. W 1989 byl juz wart £150,000, ale w dwa lata pozniej byl wart znowu £130,000. Ja sie tym akurat nie przejmuje, bo dalej w nim mieszkam i teraz jest wart £390,000, ale, jak rynek znow szlag trafi, to bedzie to pieniadz teoretyczny, bo nikt nic i tak nie kupi. Ale, skoro mieszkam i mnie stac, nie ma problemu. Problem jest np. kiedy musze sprzedac (np powody zyciowe) a nie moge, albo, jesli kupie na szczycie, a zycie zmusza sprzedac w dolku, bo np traci sie prace.

      Podsumowujac: mimo, ze istotnie podaz (mieszkan) i popyt (klientow, ktorzy chca kupic) to czynniki znaczace na rynku nieruchomosci, czynnikiem najbardziej znaczacym jest podaz kredytu.

      Jesli banki zakreca kurki z kredytem, to koniec zabawy. Pieniadz to koncept teoretyczny. Nakrecanie koniunktury mieszkaniowej sluzy wielu interesom. Wysokie ceny nieruchomosci sa, niestety, GLOWNYM elementem podtrzymujacym gospodarke anglosaska, co jest patologia ekonomiczna.

      PS

      Nie, nie Salwator Tower (wole mniejsze budownictwo).
    • samentu 23.01.06, 13:11
      tylko że te prymitywne sposoby sa zazwyczaj skuteczne
      widocznie inwestory które wpadają w sidła tych prymitywizmów sa jeszcze bardziej
      prywitywne:P
      na GPW spedziłem juz kilka lat i niestety jeszcze nie widziałem przypadku by
      kogos realnie ukarano
      z reguły KPWiG robi wszystko by niczego nie zauważyć
      a nawet jak zauważy to prokuratura robi wszystko by nic nie robić
      a nawet jak sprawa trafia do sądu (co samo w sobie jest ewenementem) to kończy
      się to najczęściej znikomą szkodliwością społeczną czynu:P
      vide afera 100 sekund w 2004
      prokuratura do dnia dzisiejszego sie nie zorganizowała a kolesie i zarobiona
      kasa juz dawno na Wyspach Dziewiczych
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • dimanche 23.01.06, 12:44
      wszystko rozumiem, ale ja place zawynajem p750 zl i wole kupic wlasne i je
      splacac niz dawac komus zarobic, inaczej mowiac - niz inwestowac w 25 metrow
      kwadrat. , ktore nie jest i nigdy nie bedzie moje.
    • baguita 23.01.06, 12:54
      Oczywiscie ze masz racje, Dimanche, ze jest lepiej kupic niz wynajac, i byc na swoim.

      Ale, podkreslam, wszystko zalezy od fazy cyklu. W Polsce jest faza taka, ze warto kupowac, i to szybko (ale w dobrej lokalizacji, bo jak rynek spada, to buble ida najbardziej w dol).

      Jako ciekawostke podaje, ze w Anglii mamy akurat odwrotna faze cyklu, ktory zaczal sie w 1996, czyli trwal 9 lat, mianowicie wszyscy spodziewaja sie, ze banka trzasnie, a tzw "smart money" czyli ci najchytrzejsi, sprzedali domy i wlasnie wynajmuja (mimo, ze im to czesto sprawia klopoty praktyczne) w swietym przekonaniu, ze te same albo podobne domy beda mogli odkupic niedlugo za o wiele mniej, np 20-40% mniej (bo jak wiadomo, rynek nadkompensuje zawsze i w drodze w gore, i w drodze w dol).
    • baguita 23.01.06, 12:58
      Z poprzedniego Twojego postu wynika, ze wynajmujesz ludziom mieszkania. Moze moglbys wobec tego powiedziec, jak poczynasz sobie w sytuacji ochrony prawnej lokatora (rodzina rozwojowa etc) bo mnie to akurat interesuje.


    • Gość: autor IP: *.chello.pl 23.01.06, 13:09
      kupić czy wynająć to nie jest dobre pytanie, jeśli ktoś potrzebuje własnej
      przestrzeni do życia nie ma dylematu - na swoim inaczej się śpi.

      Ale nie wszyscy podejmą taką decyzję (nawet nie 50% wynajmujących)
      Wiele osób mieszka w miastach tymczasowo (np. kontrakt) lub przed kupnem muszą
      poznać miasto, albo udało im się wynająć po atrakcyjnej cenie.

    • optyczek 23.01.06, 13:47
      "złotówka też nie będzie się umacniała do poziomu 1:1 za $ bo IV RP to nie
      czołowa gospd. świata" - zaintrygowało mnie to zdanie, bo zacząłem się
      zastanawiać - jak słaba musi być gospodarka japońska, skoro relacja jej waluty
      do dolara to ok. 1:115. No i to oznacza np. , że gospodarka bułgarska jest
      znacznie silniejsza od polskiej (1 lewa = 2 zł).
      Łatwo w ten spoób o szybką analizę spółek giełdowych - spółka, której akcja
      kosztuje 100 zł jest dwa razy więcej warta od spółki, której 1 akcja kosztuje
      50 zł. :))))))))))

      Czy masz jeszcze jakieś ciekawe przemyślenia ekonomiczne????
    • samentu 23.01.06, 13:58
      jeżeli spółki mają taka samą ilośc akcji to rzeczywiście spółka która kosztuje
      100 złotych za akcję jest 2x więcej warta od tej która kosztuje 50 zł za akcję:)
      1;1 nie nominalnie tylko realnie oczywiście
      cóż sądziłem że to takie truizmy ze nikomu tłumaczyc nie trzeba ale jednak
      trzeba jak się okazuje:P
      obok ceny jest jeszcze wolumen kolego
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • optyczek 23.01.06, 15:45
      "1;1 nie nominalnie tylko realnie oczywiście"


      a to ciekawe kiedy to "realny" stosunek dwóch walut mógłby wynosić 1:1 i z
      jakiej to teorii ekonomicznej mogłoby wynikać "realna" porównywalność dówch
      walut. PKB? PKB per capita? podaż pieniądza? Jeśli istnieje taka "realna"
      porównywalność walut to logiczne zatem jest, że ich wzajemna relacja powinna
      się kształtować wokół tego parytetu skąd zatem taka duża zmienność na rynku
      walut? Wyjaśnij mi ten "truizm" .....Gdybyś jeszcze określił kto i kiedy
      wprowadził pojęcie "realnego" stosunku dwóch walut, które jak rozumiem z tego
      co piszesz może odbiegać od warunków rynkowych.....
      Mógłbyś jeszcze przy okazji zdefiniować pojęcie "wolumenu pieniądza" ?

      Ja w zamian uświadomię cię, że jeśli w informacji ekonomicznej (np. raporcie
      spółki, sprawozdaniu z sesji giełgowej, raporcie GUS zawierającym np. dane
      makroekonomiczne)podaje się jakiekolwiek liczby to podaje się również dla nich
      również punkt odniesienia - jeśli punktu odniesienia nie ma - to informacja
      oznacza po prostu wartość bezwzględną. Jeśli podaje się inflację np. to dodaje
      się czy jest to inflacja mierzona miesiąc do miesiąca czy rok do roku, jak sie
      podaje PKB to zwykle wiadomo czy to jest PKB ogółem, czy per capita. A jeśli
      podaje się kurs waluty to oznacza to KURS WYMIANY - i to jest TRUIZM - jedyną
      niepewnością może być jego aktualność lub okres dla którego obliczono np.
      średnią.
      Ale byłbym zapomniał - wróćmy do pojęcia "realnego stosunku dwóch walut" - w
      końcu ja też chcę się czegoś dowiedzieć:))))
    • samentu 23.01.06, 16:38
      tak to jest własnie problem natury ogólniejszej
      ekonomisci zyjący w czasach gosp central planowanej w której wszystko liczono z
      dokładnoscią do jednej śrubki i wszystko było stałe:)
      niestety kolego w gospod kredytowej/wymiennej wszystko jest płynne i szacunkowe
      i kurs wymiany nie jest ustalany przez kogokolwiek tylko jest to szacunek
      wartości obliczany o szacunkowa ilość pieniądza na rynku
      zwyczajne dostosowanie ilościowe i nic wiecej
      a różnica pomiedzy nominałem a realną (towarową) wartością wynika z zastosowania
      tego pieniądza
      dlatego też jedni robia cały miesiąc i zarabiają 1000 PLN a inni ten sam tysiąc
      zarabiają w 2 sekundy poprzez kilka kliknieć:)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: grey IP: 83.70.199.* 23.01.06, 16:48
      "szacunek wartości obliczany o szacunkowa ilość pieniądza na rynku" - kolega bredzi...
    • samentu 23.01.06, 16:53
      niestety/lub stety nie
      problem polega dokladnie na tym że rzadko kto zdaje sobie sprawę z rewolucji
      1971/73 i jej długofalowych konsekwencji
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • optyczek 24.01.06, 09:14
      Twój problem polega na tym, ze próbujesz głosić eksperckie teorie, a bredzisz
      ponieważ nie rozumiesz pojęć, których używasz, a na dodatek próbujesz tworzyć
      nowe bezsensowne. Względna wartość pieniądza to np. SIŁA NABYWCZA - ale tego
      pojecia oczywiscie nie znasz i bredzisz o realnym stosunku walut.
      A próbując ukrywać soją totalną ignorację gadasz coś o gospodarce centralnie
      planowanej. Twoje teorie są tak głupie, że nie znajdują pokrycie w nauce
      ekonomii żadnego okresu.
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 23.01.06, 15:30

      Zobacz ceny nieruchomosci na swiecie - nie w NY, ale moze w dublinie, miescie 1.5 mln.; w malym acz
      rozwijajacym sie kraju... cena "jednosypialniowego" mieszkania (45m2) w miescie to 350 000 euro,
      przy sredniej zarobkow okolo 1600 euro/miesieczne... przelicz proporcje i zobacz ile oni musza
      oszczedzac na mieszkanie... (dom w dublinie to okolo. 1 mln euro).
      Dodam jeszcze ze opublikowano ostatnio na wyspach dane dot. najlepszych mozliwych miejsc
      lokowania kapitalu w nieruchomosciach w swiecie (baardzo szacowne opracowanie), polska zajela 2
      miejsce (jako przyklad podano nieruchomosci w krakowie; przewidywany zwrot to ... 400% wartosci w
      ciagu 10 lat....).
      Wiec raczej radze kupowac teraz. nawet na kredyt.... bo za kilka lat bedziecie mogli tylko wynajmowac,
      ( jak w krajach zachodnich gdzie wlasnosc nieruchomosci wcale nie jest tak powszechna).
      pzdr.

      grey
    • samentu 23.01.06, 16:31
      Ile mozna powtarzać ten sam przykład jako argument?
      odp jest prosta do Irlandii płnie duzo pieniedzy a kraj jest mały (4 mln) więc
      wiele mieszkań tam się nie wybuduje
      takie pompowanie cen nieruchomości to doskonały sposób upychania inflacji
      UK zrobiło dokładnie to samo - ceny winduje sie, ludzie biora coraz wieksze
      kredyty i najczęściej spłacaja całe zycie i czesto tylko odsetki bo na tyle ich stać
      mają mniej do wydania na konsumpcje więc rok do roku inflacja niziutka a rząd i
      banki trzymaja ich krótko za twarz
      tylko że niestety przykład Japonii USA uczy że nie da sie tak w nieskończoność
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: al9 IP: *.com / *.teleton.pl 23.01.06, 16:46
      UK zrobiło dokładnie to samo - ceny winduje sie, ludzie biora coraz wieksze
      kredyty i najczęściej spłacaja całe zycie i czesto tylko odsetki bo na tyle ich
      stać
      mają mniej do wydania na konsumpcje więc rok do roku inflacja niziutka a rząd i
      banki trzymaja ich krótko za twarz
      -------------------
      powinienes pracować gdzies na Białorusi... jacy Ci Angole biedni...
      a my idziemy ich sladem.. głąby jestesmy straszni. Ale, ale - nie bedziemy
      mogli mówić, że nas nie ostzregałes...
      al
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 23.01.06, 16:46
      buduje sie duzo wiecej niz w polsce, rowniez na prowincji (trzeba tu przyznac ze vat w budownictwie
      maja 11% )....i wciaz jest duuuzy popyt. tak samo jest w hiszpanii, portugalii, francjii.... itd.

      Rozumiem ze jako swiatowej slawy ekspert mozesz sie nie zgadzac z prognozami przygotowywanymi
      przez zachodnich specjalistow, tylko moze zamiast bzdurnego belkotu o zlych bankach (tu napomkne
      ze kredyt w polsce jest tanszy niz w irlandii) napisz dlaczego niby ceny maja spadac pomimo wzrostu
      gospodarczego? z jakich danych to wnioskujesz? jak to sie ma do prognozowanego stalego wzrostu
      kosztow pracy?
      itd itd....

      wyrazy wspolczucia...
    • samentu 23.01.06, 16:51
      cykl koniunkturalny kolego - przeciez wyraźnie opisałem
      mniej agresji na przyszłość - bardzo szkodzi zdrowiu
      a to że kredyt w Polsce tańszy niz w Eire to już zostawiam bez komentarza
      zaraz się dowiemy ze IV RP jest supermocarstwem europejskim:)
      a dla kogo się buduje te miliony domów w Europie Zachodniej?
      jak tam wszyscy na minusie dem:)
      dla imigrantów z Afryki?
      a widziałeś może w TV jak Ci emigranci mieszkają? może powiesz że jeszcze
      zdolnośc kredytową na twarz po dopłynieciu do brzegów Europy dostają:)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 23.01.06, 17:10
      wpadnij do nas na zielona wyspe i zobacz, albo sobie doczytaj...
      na razie piszesz straszne pierdoly.

      pozdrawiam
    • baguita 23.01.06, 19:18
      Jak pisalam wczesniej, pulap normalny i podtrzymywalny cen nieruchomosci (srednich) do zarobku sredniego to 4-5. W Irlandii jest powyzej 15. Jest to banka.
      Przyczyna nie jest wielkosc kraju czy tez popyt, ale spekulacja.

      Poprzedni autor podaje wiadomosc o tym, ze na Zachodzie pisza, ze Polska to swietnie nr. 2 miejsce na inwestycje w nieruchomosciach, z czego wyciaga wniosek, ze: Polska to swietne na inwestycje w nieruchomosciach (czyli tak, jak chcial ten, co to wypisywal).

      Ja wyciagam zupelnie inny wniosek, a mianowicie: spekulanci z Zachodu, ktorych przewartosciowane nieruchomosci spadna niedlugo z pieca na leb, wyciagaja na pozyczki o. 40% wartosci swoich nieruchomosci (tzw "MEW" - "Mortgage Equity Withdrawal", czyli uzywanie wlasnego domu jako banku, jeszcze nie doszla do Polski ta zabawa) i laduja je w Polske, zeby zarobic. Czyli, cala ta piramida przewartosciowan przesuwa sie do Polski. Nie dajcie sie zwariowac.

      A jest to problem dla Polakow, ktorzy musza gdzies mieszkac, faktycznie. Sama jestem winna z tego paragrafu, bo kupilam domy w Hiszpanii, odbierajac od ust Hiszpanom w ich wlasnym kraju. Nie jest to fair.

      Ale jaka jest alternatywa? Protekcjonizm? Hm...
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 26.01.06, 17:21
      baguita, "pulap normalny i podtrzymywalny cen nieruchomosci (srednich) do zarobku sredniego to 4-5"
      - to jest jakas stala, jak predkosc swiatla?? i chodzi ci o zarobki roczne mam rozumiecc...?? w stosunku
      do m2 czy jakiegos hipotetycznego mieszkani... :))))
      Napisz tez moze z jakiej uczonej ksiazki wyciagnelas ten zadziwiajacy wspolczynnik??? (zadziwiajacy,
      bo takiego stosunku nie ma nigdzie zachodniej europie, z czego wynikalo by ze wszedzie rynek sie
      myli i wszedzie jest nie "normalnie"....)


      a jak sama piszesz:"laduja je w Polske, zeby zarobic" - dokladnie tak, z czego wprost wynika ze ceny
      beda rosnac.... tak jak w dublinie.
      i jeszcze jedno drugie miejsce, tym razem z TV:
      wiadomosci.onet.pl/1306829,2678,1,1,kioskart.html
    • herox 26.01.06, 18:20
      Niezły jest ten raport, naprawdę niezły.
      400 % w ciągu 10 lat!!
      Okazało się, że jednak istnieje finansowe perpetum mobile.
      Jednak istnieje święty graal.
      Świat ogarnie wszechobecna kraina szczęśliwości i dobrobytu.
      I do tego jakie proste!!!

      Kolejny dowód, że zbliża się krach.A będzie on boleśniejszy niż można sobie to
      wyobrazić.
    • greykley 26.01.06, 18:28
      nie wiem czy wiesz ze to sie juz zdazylo, ceny w dublinie w ciagu ostatnich 10 lat podniosly sie o ponad
      400% (zwlaszcza w okolicy St. Steven Green i Temple B.)
      Wiec to nie mity, to sie po prostu zdaza.... :))
    • herox 26.01.06, 19:05
      Dobrze powiedziane - to się zdarza.
      A jest nawet taka piosenka/wiersz - "nic dwa razy się nie zdarza".

      Kto 10 lat temu prognozował taki wzrost w Irlandii?
      Na pewno nikt.

      I oto właśnie chodzi - fakt oczekiwany raczej nigdy się nie zdarza.
      Rynki nie są tak łatwo prognozowalne.

      Krach, krach.
    • greykley 26.01.06, 19:39
      coz, kto prognozowal.... wystarczy wiedziec kto skupywal wtedy nieruchomosci z rynku :)))) ....

      zdaza sie zdaza, zdazylo sie w dublinie, zdazylo w barcelonie, i zdazy sie u nas. Tak na prawde sa
      realne powody dlugofalowego wzrostu cen - glownym bedzie koszt pracy ( w niemczech, anglii czy i
      innych krajach rozwinietych to on stanow podstawy czynnik, wazniejszy od kosztow materialow, i nie
      chodzi tylko o prace robotnikow, ale takze inzynierow, architektow, posrednikow i urzednikow), wez
      tez pod uwage podniesienie VATu na materialy budowlane, oraz szybki przeplyw ludnosci ze wsi i
      malych miasteczek (gdzie ceny oczywiscie rosnac nie beda) do wielkich metropolii takich jak krakow
      czy warwa - vide dane z najnowszego spisu powszechnego - co wywoluje rosnacy popyt na wynajem i
      kupno mieszkan...... to sa tylko przeslanki oczywiscie, ale z nich mozna wyciagnac wnioski.
      I wyciagaja je developerzy i inwestorzy zagraniczni budujacy na gwalt w warszawie i krakowie (poki
      jeszcze sie da tanio wybudowac)....
    • samentu 27.01.06, 11:07
      przepływ ludności z wsi do miast to był za wczesnego PRLu kolego
      mamy NIŻ demograficzny (duzymi literami bo masz tendencje do negowania
      rzeczywistosci niczym Wódz Narodu Polskiego)
      a to oznacza że o ile nie będzie luki w braku mieszkań z czasów wczesniejszych
      popyt bedzie się kurczył
      a koszta? kogo obchodzi ile wydał developer!
      ryzyko inwestycji każdy inwestor ponosi sam
      jak działa Niz na rynku nieruchomosci mozna zauważyć chocby w Berlinie
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 27.01.06, 11:35
      niz demograficzny mamy, ale z danymi ostatniego spisu powszechnego sie nie zapoznales (a widac tam
      BARDZO WYRAZNIE odplyw ludnosci z malych miasteczek do metropolii, jest tez ogromny odplyw
      ludnosci ze slaska (prawie milion ludzi)....
      Ale zdaje sie ze twoimi materialami zrodlowymi sa gazety w rodzaju "Faktu". :))
      Nie podawaj przykladu berlinskiego - niemcy sa w recesji (a nie zaden "niz"). Przyklady Dublina lub
      Barcelony sa bardziej na miejscu - Polska ma przed soba okolo 20 - 30 lat wzrostu gospodarczego, do
      recesji nam daleko (radze poczytac o historii obu miast w kontekscie nieruchmosci)
      "Luka z czasow wczesniejszych" to blokowiska z wielkiej plyty, gdzie nikt mieszkac nie chce, ktore nie
      spelniaja norm energetycznych (unia) i ktore, tak jak w krajach zachodnich (gdzie kiedys byly) albo
      zostana wyburzone, albo zamienia sie w getta.

      Nikogo nie obchodzi ile wydal developer, ale wszyskich obchodzi jak jest cena mieszkania, ktora on
      kalkuluje. A koszty beda rosnac.... Dlatego np. w krakowie nie mozna juz kupic nowych mieszkan,
      wykupiono "na pniu" wszystkie ktorych oddanie palnowane jest do i na rok 2008....

      itd, itd... dyskusja jest jalowa, bo usilujesz udowodnic swoj wziety z sufitu poglad za wszelka cene,
      wbrew wszelkim racjonalnym przeslankom i istniejacym raportom. Zalamanie rynku nieruchomosci
      moze wydarzyc sie jedynie w wyniku totalnego i ogolnego zalamania gospodarczego, w ktore trudno
      uwierzyc.
    • samentu 27.01.06, 11:52
      1. no własnie, kto migruje do tej stolycy z tego Śląska (jak mniemam raczej nie
      ze wsi ślaskiej tylko z tamtejszej aglomeracji)?
      podejrzewam że raczej ludnośc biedna, bezrobotna, niewykształcona pracująca za
      1000 PLN Jak oni maja kupic te mieszkania po 5 -6 tys. PLN za metr?
      takie nieracjonalne wątpliwości mnie nachodzą
      2. recesja z tego co wiem to okres w którym PKB kraju jest ujemny, a PKB Niemiec
      to prawie 2% rocznie a więc nie recesja
      co do nizu i jego braku to juz w ogóle szkoda słów (-0,04%) MINUS kolego!
      3. co do blokowisk i gett to sie nie będę pisał bo juz wątki tu były i wysmiano
      takie głupawe sterotypy, ja np chciałbym mieszkać w WP bo lubie mieszkać wysoko
      a nie na poziomie ulicy a wysoko i bardzo wysoko to tylko mozliwe jest przy WP
      4. kalkulować to sobie może, nie ma klientów, niewypłacałność bankructwo
      licytacja przez syndyka - tak to się zazwyczaj odbywa
      5. co do tego że dyskusja z Tobą jest jałowa to pełna zgoda - niestety nie masz
      żadnej styczności z rynkiem i próbujesz twierdzić ze hossa bedzie wieczna (20
      -30 lat w ekonomii to jak wieczność)
      niestety kapitalizm funkcjonuje według cykli a te zostały bardzo dokładnie i
      szczególowo opisane - zachęcam do lektury
      6.Polska ma przed soba okolo 20 - 30 lat wzros
      > tu gospodarczego - takich głupot to nawet nadprezydent Kaczyński nie wygaduje,
      a trudno pobic poziom jego niewiedzy ekonomicznej
      jak to mówią najgorzej to uwierzyć w rzadową propagandę
      7. i teraz jeszcze zauważyłem - WP nigdzie się nie wyburza i WP spełnia unijne
      normy energetyczne (ta opakowana styropianem)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: ciekawy IP: *.vc.shawcable.net 27.01.06, 12:38
      w polsce musi trwac boom gosporadczy przez najblizsze lata chocby na zasadzie
      naczyn polaczonych, polacy moga pracowac za granica, place beda sie wyruwnywac
      itp...
      wiekszosc ludzi ktorych znam i ktorzy przyjechali do warszawy ze slaska to
      wysokiej klasy specjalisci pracujacy za duzo wiecej niz 1000 zeta.
      a w wielkiej plycie w zyciu nie chcialbym mieszkac ze wzgledu na ochydne klatki
      schodowe.
    • samentu 27.01.06, 13:05
      1. musi he he bo co Nadprezydent zadekretuje??:p
      na zasadzie naczyń połączonych to forsa przypływa i odpływa powodując recesje i
      pieniądze emigrantów zmywajacych po knajpach brytyjskich boomowi nie pomogą:)
      2. o różnicach w płacach w UE nie pisze bo są one ogromne i nawet euro tego nie
      zmieniło vide Luksemburg i Grecja, a my nawet do poziomu Grecji jeszcze nie
      dobijamy! i jeszcze z 15 lat ja nie doijemy!
      3. ja na klatkach schodowych nie mieszkam nie interesują mnie one zupełnie
      pow 30 metrów natomiast mozna spokojnie okno otworzyc - żadne robactwo nie
      dolatuje, o widoku z okna nie wspomnę:)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 27.01.06, 14:45
      Potwierdzam, ze slaska w wiekszosci specjalisci, absolwenc tamtejszych uczelni, a nie robotnicy...

      Co do recesji, hmm, jednak bardzo malo wiesz :))) wiec Ci wytlumacze dyletancie: recesja, (jak sama
      nazwa wskazuje:))) to stopniowe OBNIZANIE pulapu PKB, i to ma wlasnie miejsce w niemczech... Za
      recesje przyjmuje sie dwukrotny spadek PKB w kolejnych kwartałach (odsylam do defincji pojecia recesji
      - podrecznik Makroekonomi, I rok AE; )

      Cykle w kapitalizmie sa zeczywiscie szczegolowo opisane :)))... irlandia notuje wzrost gospodarczy od
      ponad 20 lat, podobnie portugali i hiszpania.....recesje odnotowuja "stare" kraje unii, jak wlochy,
      niemcy, czy holandia, o wysokich kosztach pracy - odsylam do nauki ekonomi, poziom raczej
      podstawowy.

      wielka plyta byla wyburzana w niemczech (i jest teraz we wschodnich landach) wyburzono osiedla pod
      paryzem, londynem itd. - jak nie wiesz to nie pisz totalnych bzdur. Sam uczestnicze w tej chwili w
      projekcie rewitalizacji takich osiedli w dublinie - polega to calkowitym wyburzeniu blokow i zastapieniu
      ich nowymi budynkami o calkwicie innej struktorze (inne materialy, uklad mieszkan, dodatkowe uslogi
      itd. program zreszta dofinansowywany z unii)...

      WP po standardowym dociepleniu nie spelnia protokolow energetycznych unii, i kazdy inzynier o tym
      wie. Podobnie nie jest mozliwa inna rewitalizacja wysokich blokowisk inna niz czesciowe (min ok. 50%)
      wyburzenia i wypelnienia nowymi struktorami - odsylam do opracowan niemieckich, bardzo
      skropolatnych zreszta... :)))

      to tyle. ucz sie i czytaj, nie wymyslaj.

    • samentu 27.01.06, 16:02
      1. rozumiem że z Ciebie GUS skoro potwierdzasz:)
      ja niestety bywam na Ślasku i widzę że tak różowo to nie jest
      2. regres gospodarczy a recesja - naucz się rozróżniać
      PKB w Niemczech rosnie z roku na rok od 2003 a nie maleje ale rozumiem że to nie
      pasuje do publicystycznych tez o upadku Starej Europy:)
      3. ani Irlandia ani Hiszpania nie rosna rok do roku bo właśnie cykle
      naturalnie że gospodarka swiatowa rosnie - to truizm
      a jakbys mnie czytał uważnie to byc zauważył że pisałem o korekcie na rynku
      związanym z fazą cyklu gospod.
      4. widac niestety że jesteś inzynierem i ekonomii (przede wszystkim od strony
      praktycznej - finansowej) nie znasz
      tu popyt jest regulowany kursem, poczytaj posty powyżej tam masz w szczegółach i
      łopatologicznie wytłumaczone
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 27.01.06, 16:56
      akurat jestem ze slaska.... :))

      patrzac na przedzial 10-20 lat irlandia czy hiszpania odnotowuja staly wzrost gospodarczy - w
      perspektywie dlugofalowej - a taki tylko interesuje w przypadku nieruchomosci -
      a takie miasta (czy cale regiony) jak Barcelona i Dublin odnotowuja wzrost znacznie szybszy, majacy
      podstawowy wplyw na ceny gruntow i nieruchomosci. W perspektywie kilkunastu lat mozna odnotowac
      wzrost cen dobrze polozonych nieruchomosci o kilkaset procent (co sie juz wydazylo w wymienianych
      prze ze mnie miastach). To samo czeka warszawe i krakow (wynika to z przeslanek tak ekonomicznych,
      jak i spolecznych - migracja ludnosci do wielkich miast za praca, wystarczy porownac wskazniki
      bezrobocia pomiedzy duzymi miastami a malymi i srednimi osrodkami, dotyczy to rowniez eu., polska
      ma wciaz strukture z polowy XX wieku, gdzie omalze 50% ludnosci mieszka na wsi lub w malych
      osrodkach - porownaj z krajami rozwinietymi i wyciagnij wnioski o stalym popycie na mieszkania w
      osrodkach takich jak wawa czy kraq....). Oczywiscie beda tanie mieszkania w przyslowiowym pcimiu
      gornym, ale to nie ma znaczenia - to nie miejsce na lokate kapitalu w nieruchomosciach, choc mozna
      tam mieszkac jak sie lubi i ma tam prace.

      Upadek starej europy to nie "fakt publicystyczny" - takie sa dane statystyczne, a osobiscie widze to
      wsrod poszukujacych pracy obcokrajowcow (w hiszpanii i irlandii) wiekszosc to (obok nowej europy)
      niemcy i wlosi wlasnie...
      __
      Podalem ci definicje recesji - latwo sprawdzic :)))
      __
      Jestem inzynierem i ekonomista, bo akurat skonczylem oba fakultety, wiec widzisz slabo.... :)) ale nie
      tylko to widzisz slabo jak widac... (co z twoimi "tezami" o wielkiej plycie? sprawdziles moze fakty?..a co
      z "nieuniknionym zalamaniem /na rynku nieruchomosci\ ktore realizowały także inne emerging
      markets? "- mozesz mi ten etap podac dla irladii czy hiszpanii?... :))))
      Rozumiem ze znasz sie na rynku kapitalowym... tez inwestuje raczej w gielde niz w nieruchomosci, bo
      jest szybciej. Ale bzdura jest twierdzenie ze rynkiem nieruchomosci rzadza te same prawa co gielda, w
      nieruchomosciach wazne sa cykle dlugofalowe 10-30 letnie, a nie krotkie cykle koniunkturalne...!! :)))
      A w takiej perspektywie wzrost gospodarczy i co za nim idzie wzrost cen jest nieunikniony, (co nie
      wyklucza oczywiscie krotkoterminowego zwolnieina... ale takie nie ma tu zupelnie tu znaczenia).

      Rynek budowlany to nie gielda. Inne prawa i inne przeslanki.
    • samentu 27.01.06, 17:36
      ech..:)
      1. wzrost gospod r/r wyraźnie pisałem
      patrząc na RP też mamy stały wzrost od 1992 i co z tego?
      mieszkania w 1999 stały po 3,5 tys za metr, w 2001 po 2,5 tys, i teraz po 4 tys
      spadek to naturalnie efekt recesji
      2. casus Hispani a własciwie niektórych regionów to kwestia turystyki, szybki
      transport potrafi to zniwelowac efekt Londynu, Berlina z którego ludzie uciekaja
      do Pcimiów
      3. to że mamy strukture z I poł XX wieku nie oznacza że to się szybko zmieni -
      pisałem - odpuść sobie propagandę sukcesu, w lat 70 Twój krajanin też mówił że
      juz a będziemy 2 Japonią:) tylko długi po nim pozostały
      4. nie ma żadnego upadku tylko dostosownie gosp towarowych do gospod
      informatycznej/ kredytowej czy jak ja nie nazwiemy tak samo u nas jak i w US
      (tylko że nikt tu nie oglada mediów za oceanicznych i wiedza zerowa
      5. z terorią o 20 letnich cyklach pochwal się światu:)może jakiś Nobel wpadnie?
      6. każdym rynkiem po 1970 rządzą prawa rynku finansowego - każdym bez wyjatków!
      polecam prace z analizy technicznej (radzę lekture szybiej cobys nie musiał na
      GPW realizować edukacji na włąsnych błedach)
      --
      Money making is a wonderful thing:)
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 31.01.06, 11:25
      casus hiszpani to kwestai turystyki... taa :)))... a czytales moze jak wygladala barcelona i andaluzja 20
      lat temu?? (chodzi o ekonomie i zainwestowanie, bo oczywiscie bylo tam cieplo i pieknie jak teraz byli
      tez turysci...)

      malo wiesz o transporcie - dojazd do centrum londynu zajmuje ponad 2 godziny... dlatego to biura i
      uslogi przenosza sie poza miasto (i za nimi ludzie tez sie wynosza, co dodatkowo poglebia dysfunkcje
      obszaru centralnego metropolii), ale ty zdaje sie nic nie rozumiesz jezeli chodzi o planowanie
      przestrzenne...

      co do cykil - radze bys sam pochwalil sie swiatu teoria cyklow krotkoterminowych na rynku
      nieruchomosci... nobla to nie dostaniesz ale moze jaka maline...?

      www.unison.ie/irish_independent/frontpagepdfs/2006/13614.pdf 0 - tu masz o wzroscie cen
      w irlandii w tym roku - i podobnie bedzie u nas (choc beda pewnie male wachania, np. w wyniku zmian
      VATu, co nie zmienia liczonego w okresie 10-15 lat stalego wzrostu cen, powiedzialbym wrecz
      skokowego);
      tu z lat poprzednich: www.ired.com/news/mkt/dublin.htm ....... ale ty oczywiscie jestes
      ganiuszem, irlandzkie wskazniki to w/g ciebie oszustwo bankow,i sam wiesz najlepiej ze to wszystko
      banka...

      tylko zeby sie nie okazalo ze to banka-wstanka :))
    • Gość: Roberto IP: 217.153.150.* 27.01.06, 16:05
      Gość portalu: greykley napisał(a):
      > nie pisz totalnych bzdur,
      > zamiast bzdurnego belkotu,
      > jednak bardzo malo wiesz :)))
      > ucz sie i czytaj

      Mozesz miec swoje poglady takie czy inne, z kims sie zgadzac albo nie zgadzac
      ale zachowaj bufonie pewien poziom dyskusji a nie rzucaj zlosliwe uwagi,
      epitety i co ci jeszcze sie urodzi w twoim wrednym mozdzku, albo idz na kurs
      rozladowania agresji, czy inna terapie...

      PONADTO
      - uslugi pisze sie przez "U" - 1-sza klasa szkoly podstawowej,
      - zdarzac pisze sie prze "RZ" - tamze.
      - rzeczywicie: przez "RZ" - rowniez poziom podstawowy
      - struktury: przez "U" - poziom ponizej kreta
      - skrupularny, pewnie sie zdziwisz ale tez przez "U".

      Wroc chloptasiu do szkolki podstawowej i tam sie kompromituj!!!
    • Gość: greykley IP: 83.70.199.* 27.01.06, 16:18
      bede pisal co chce i jak chce kolego, moja ortografia nie rzutuje na przedstawione prze ze mnie fakty
      (temat dotyczy nieruchomosci a nie ortografii, w temacie ortografii nie zabieral bym glosu)...popros lepiej
      samenty zeby zamiast pouczyl sie ekonomii :)))
    • Gość: czago IP: *.catv.net.pl 31.01.06, 12:31
      Twoje uwagi przekazujesz w co najmniej niekulturalny sposób. Nie obniżaj
      poziomu dyskusji.
    • Gość: eco IP: 83.70.199.* 27.01.06, 14:57
      W Niemczech spadek PKB o 0,2% w pierwszym kwartale 2003, w drugim kwartale 2003 - spadek o 0,1% -
      to wlasnie jest recesja Samentu.... i mozesz o tym poczytac w kazdym podreczniku ekonomii, czego Ci
      zycze, bo dyskusja jak na razie jest plytka, dokladnie jak twa wiedza....
    • samentu 27.01.06, 15:56
      mamy rok 2006 jakby kto tego jeszcze nie zauważył:)
      --
      Money making is a wonderful thing:)

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.